Karygodne zachowanie kontrolera biletów opisała wrocławianka w skardze przesłanej do Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego oraz naszej redakcji. Kobieta została tak bezwzględnie potraktowana, że na całym ciele ma liczne siniaki i zadrapania. Przewozowa spółka już przeprosiła pasażerkę a wobec kontrolera wyciągnęła konsekwencje.
Wszystko działo się w czasie jednej z wrześniowych niedziel. Kobieta wsiadła do tramwaju linii 10 na Pilczycach i chciała wysiąść na przystanku Katedra na ulicy Wyszyńskiego. Po wejściu do pojazdu skasowała bilet. O problemach dowiedziała się już jednak w czasie kontroli tuż przed przystankiem, na którym chciała wysiąść.
– Po przekazaniu biletu do kontroli, kontroler poinformował mnie, że cyfry kasownika nie są widoczne, więc bilet był nieważny, zasugerowałam sprawdzenie kasownika, gdyż byłam przekonana, że wkładając bilet usłyszałam dźwięk kasownika. Kontroler jednak zignorował prośbę, twierdząc, że zrobiłam to celowo. W obronie swoich racji, poinformowałam kontrolera o tym, że spieszę się na egzamin poprawkowy i jadąc z Pilczyc nie pozwoliłabym sobie na ryzyko nie kasowania biletu. Kontroler jednak zignorował moje słowa, odmówił sprawdzenia kasownika, twierdząc, że jedyne wytłumaczenie - to premedytacja z mojej strony, po czym poprosił o dokumenty. Odmówiłam – relacjonuje zdarzenie pani Magda.
Kolejne zdarzenia potoczyły się niewiarygodnie. A kontroler stał się wobec kobiety bardzo agresywny.
Gdy pasażerka zdecydowała się wysiąść z pojazdu na ulicy Sienkiewicza, kontroler dogonił ją, po czym uniemożliwił poruszanie się.
– Agresywny mężczyzna natychmiast za mną wybiegł, szarpnął najpierw za torebkę, urywając pasek, potem chwytając mnie za ramię, popchnął mnie na barierki odgradzające przystanek od jezdni żądając dokumentów. Uniemożliwił mi tym samym jakiekolwiek ruchy. Rozpoczęła się "szarpanina". Upominałam mężczyznę, że sprawia mi ból i trzymając kolano pomiędzy moimi nogami, dotyka moich części intymnych, ten stwierdził, że to nieprawda i zagroził wezwaniem policji, próbował on nawet machając i krzyczące zatrzymać jadący ulicą patrol straży miejskiej, jednak bezskutecznie. Jego zachowanie zaczęło wzbudzać zainteresowanie przechodniów – opowiada kobieta. 
Zdaniem pani Magdy przepychanki i kłótnie trwały kilka minut, w jej obronie próbowali stanąć przechodnie. Rosły kontroler jednego z mężczyzn przewrócił, drugiemu udało się odciągnąć go od pasażerki. Dopiero wtedy wrocławianka oswobodziła się i uciekła. Wcześniej kontroler groził, że skuje ją kajdankami i krzyczał, że to ona napadła na niego.
Pasażerka napisała skargę do MPK. Miejski przewoźnik już przeprosił wrocławiankę. Jak argumentowano i wyjaśniano zachowanie kontrolera? – W celu wyjaśnienia Pani skargi przeprowadzono szczegółowe postępowanie wyjaśniające, w wyniku którego ustalono, że sposób przeprowadzenia kontroli oraz zachowanie kontrolera w znaczny sposób odbiegało od obowiązujących procedur za co serdecznie przepraszam. Kontroler składając wyjaśnienia podnosi, że na okazanym przez Panią bilecie nie widział kodu po skasowaniu biletu, dlatego poprosił Panią o okazanie dokumentów w celu wypisania wezwania.
Pani wyjście z tramwaju potraktował jako próbę ucieczki i to przeświadczenie wpłynęło na jego późniejsze zachowanie na przystanku. Jednocześnie kontroler zaprzecza, aby użył w stosunku do Pani siły, a podjęte przez niego działania miały na celu ujęcie Pani do czasu przybycia Policji. Zdecydowanie zaprzecza również posiadaniu i okazaniu Pani kajdanek – piszą pracownicy MPK w odpowiedzi na skargę.
Dalej odpowiadają: W toku postępowania wyjaśniającego ustalono, że w Pani przypadku kontroler w sposób nieprofesjonalny dokonał kontroli biletu. Okazany przez Panią bilet, ze słabo widocznym kodem mógł być skasowany w tramwaju, w którym Pani podróżowała. Kontroler nie przyjął do wiadomości składanych przez Panią wyjaśnień i ich nie zweryfikował.
Niestety, drugi kontroler oraz motorniczy nie zwrócili uwagi na początek zajścia w tramwaju i kontynuowali swoje obowiązki. Nieobecność kolegi kontrolerka zauważyła dopiero na kolejnym przystanku. Opuściła tramwaj i wróciła na przystanek „Katedra”, gdzie oczekiwano na patrol Policji. Informuję, że przybyłemu na miejsce zdarzenia patrolowi Policji wyjaśnienia wraz z opisem zdarzenia złożyli kontrolerzy oraz interweniujący w Pani sprawie i będący świadkiem rowerzysta.
Pragnę Panią poinformować, że zależy nam bardzo na dobrym wizerunku. Szczególnie dużą wagę przykładamy do uwag dotyczących niewłaściwego zachowania naszych pracowników. Wyjaśniamy je z całą starannością i podejmujemy działania mające na celu wyeliminowanie niewłaściwych zachowań. Rozumiejąc, że przebieg zdarzenia, za które jeszcze raz serdecznie przepraszam, wzbudził odczucie przekroczenia przez kontrolera uprawnień i użycia siły zapewniam, że kontrolerzy MPK mogą działać tylko w granicach obowiązującego prawa, a za przekroczenie przez nich uprawnień wyciągane są surowe konsekwencje służbowe, które poniósł również kontroler - kończą odpowiedź na skargę przedstawiciele MPK.
– Byłam już kilkukrotnie świadkiem metody przyciskania "gapowiczów" do barierki, tak aby Ci nie uciekli, jest to dla mnie szokująca metoda i mam wrażenie, że to nieformalny standard - bo przecież kontroler uniemożliwia ucieczkę, a nie trzyma swoją ofiarę. Jednak w praktyce nie tylko mój przypadek kończy się użyciem siły, w tak umiejętny sposób, aby ciężko było uznać to za napaść – podsumowuje zdarzenie pani Magda.
>Przeczytaj też historię innej pasażerki, która czuje się obcesowo potraktowana przez agresywnego motorniczego.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze