Reklama

Legia za silna dla Śląska, Puchar Polski już prawie w Warszawie

02/05/2013 00:00

Wszystko wskazuje na to, że piłkarza Śląska w tym sezonie nie zdobędą Pucharu Polski. W pierwszym meczu finału tych rozgrywek wrocławianie ulegli u siebie Legii Warszawa 0:2 i w rewanżowym spotkaniu będą musieli wdrapać się na wyżyny umiejętności, by odrobić straty. Oba gole dla legionistów strzelił doświadczony Marek Saganowski.

Kibice we Wrocławiu na to, by Śląsk zagrał ponownie w finale Pucharu Polski, czekali od... 1987 r. Wtedy wrocławianie sięgnęli po to trofeum po raz ostatni. Do tego na drodze po puchar stoi Legia - to wystarczyło, by przyciągnąć na wrocławski stadion rzesze kibiców. Pojedynek ze stołeczną drużyną oglądało prawie 40 tys. widzów! Takiej frekwencji we Wrocławiu dawno nie widziano. Szkoda tylko, że piłkarze Śląska nie stanęli na wysokości zadania.Legia przyjechała do Wrocławia osłabiona. Trener Jan Urban nie mógł skorzystać z usług Daniela Ljuboji, Bartosza Bereszyńskiego, Miroslava Radovicia oraz Jakubów: Wawrzyniaka i Koseckiego. W Śląsku sprawy kadrowe też nieco się skomplikowały. W środku obrony zamiast Adama Kokoszki wystąpił Marek Wasiluk, poza meczową osiemnastką znalazł się też etatowy bramkarz Marian Kelemen. Mimo braków kadrowych, oba zespoły od pierwszego gwizdka sędziego grały całkiem nieźle.
 
Pierwszą groźną akcję wykreował sobie Śląsk. W 4. minucie piłkę do bramki Legii powinien posłać Przemysław Kaźmierczak, ale w dogodnej sytuacji strzelił tak, że bramkarz Legii Wojciech Skaba nawet nie musiał interweniować. Legia odgryzła się kilka minut później, gdy czujność Rafała Gikiewicza przetestował Wojciech Skaba. Oba zespoły szukały swojej szansy w ofensywie i wydawało się pewne, że bramki padną jeszcze w pierwszej połowie. I tak też się stało, a z gola cieszyli się legioniści. W 32. minucie Kucharczyk ograł na skrzydle Mariusza Pawelca i dobrze dośrodkował w pole karne, a tam szczwany lis Marek Saganowski doskonale wiedział, co ma zrobić z piłką. I dał swojej drużynie prowadzenie.
 
Śląsk stracił gola, ale nie stracił rezonu. I szybko mógł się pokusić o wyrównanie. W akcję, która powinna się zakończyć bramką, zamieszany był duet Eric Mouloungui - Waldemar Sobota. Pierwszy z nich popisał się efektowną wrzutką w pole karne, piłka trafiła pod nogi Soboty i wszystko wyglądało niemal jak z podręcznika aż do momentu strzału. Bo uderzenie powędrowało z dala od bramki Legii. Goście ze stolicy nie czekali, aż Śląsk się rozkręci. I zadali kolejny cios. Dodać trzeba, że przy dużym udziale wrocławskich obrońców. W 44. minucie Marek Wasiluk najpewniej się zamyślił, szkoda tylko, że we własnym polu karnym. I tak długo zwlekał z interwencją, aż doczekał się najgorszego - piłka po raz drugi zatrzepotała we wrocławskiej bramce. Z nieudolności stopera Śląska skorzystał Saganowski, strzelając swojego drugiego gola w tym meczu.
 
Dwa gole dla Legii już w pierwszej połowie ustawiły mecz. I w drugiej części meczu widowisko z minuty na minutę stawało się coraz bardziej przeciętne. Trener Śląska Stanislav Levy próbował ożywić swój zespół, wpuszczając na boisko najpierw Mateusza Cetnarskiego, a potem Łukasza Gikiewicza. Te roszady na nic jednak się zdały. Legioniści świetnie radzili sobie w środku pola, skutecznie utrudniając Sebastianowi Mili jakiekolwiek próby rozgrywania akcji. Śląsk szukał gry środkiem, szukał szans na skrzydłach, ale dobrze zorganizowana obrona Legii gasiła te akcje w zarodku. I przez całą drugą połowę Śląsk tylko dwa razy poważniej zagroził bramce Legii. W 55. minucie Łukasz Gikiewicz strzelił tuż obok słupka, a w 70. minucie Waldemar Sobota - po ładnej klepce z Tadeuszem Sochą - mógł strzelić w dowolny punkt bramki, ale z sobie tylko znanych przyczyn wybrał ostrzał trybun. Grająca spokojnie i kontrolująca przebieg meczu Legia groźnie zaatakowała w samej końcówce meczu. Groźnie uderzał wtedy Wladimer Dwaliszwili, a Rafał Gikiewicz musiał wyciągnąć się jak struna, by sparować strzał Gruzina.
 
Przed rewanżowym meczem w Warszawie, legioniści mają duży komfort. Dwa gole zaliczki w meczu wyjazdowym, do tego dobrze rozpracowany Śląsk - piłkarze ze stolicy mogą powoli oswajać się z myślą, że Puchar Polski 2013 trafi w ich ręce. Choć trzeba przyznać, że wrocławianie przeciwko Legii nie zagrali źle. Wypracowali sobie kilka niezłych sytuacji bramkowych i gdyby je wykorzystali, mecz mógłby ułożyć się zupełnie inaczej. Ale Śląsk tylko próbował, a legioniści umiejętnie punktowali wrocławskie błędy i strzelali gole. I w Warszawie Śląsk, aby wyrwać trofeum z rąk stołecznych piłkarzy, będzie musiał wycisnąć z siebie maksimum umiejętności.
 
Śląsk Wrocław - Legia Warszawa 0:2 (0:2)
Bramki: Saganowski (32., 44.).
 
Śląsk Wrocław: R. Gikiewicz - Socha (83. Ostrowski), Kowalczyk, Wasiluk, Pawelec - Sobota, Stevanović, Kaźmierczak (53. Ł. Gikiewicz), Mila, Ćwielong - Mouloungui (46. Cetnarski).
 
Legia Warszawa: Skaba - Jędrzejczyk, Astiz, Jodłowiec, Suler - Kucharczyk, Vrdoljak, Furman, Dwaliszwili, Brzyski (84. Jagiełło) - Saganowski (77. Łukasik).
 
Żółte kartki: Pawelec, Wasiluk, Socha - Vrdoljak.
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).
 
Widzów: 38 tys.
Łukasz Maślanka

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości