Wiele wrocławskich hoteli zasługuje na odkrycie w ramach naszego cyklu i na pewno doczekacie się kilku opowieści o tych najstarszych i najbardziej spektakularnych. Pierwszą z nich będzie krótka historia o nieco ponad trzydziestoletnim obiekcie – jedynym, którego nazwa tak wprost odnosi się do nazwy miasta.
Hotel Wrocław, a właściwie Hotel Orbis Wrocław, to pierwszy z budynków mitycznego Centrum Południowego – złą sławą owianego obszaru przy ulicy Powstańców Śląskich, który miał być zagospodarowany już od wielu lat, tymczasem wciąż przypomina rezerwat żaby śmieszki. Nieodżałowane hektary zniszczonej w 1945 roku kwartałowej zabudowy mieszkaniowej nie doczekały się do tej pory kompleksowego zagospodarowania.
Wybudowany został w latach 1978-80 przez fińskie przedsiębiorstwo YP-Group Helsinki i od samego początku wzbudzał emocje zarówno wśród budowniczych z północy, wrocławian jak i gości. Zaprojektowany został przez zespół architektów o północnoeuropejsko brzmiących nazwiskach: Jaakko, Unto i Christiannin.
Umowa z fińskim wykonawcą przewidywała wykończenie obiektu „pod klucz”, a same prace budowlane prowadzone były na nieco innych niż zwykle zasadach: zarówno materiały, jak i pracowników zapewniała strona fińska. W tym celu na szczelnie ogrodzonym placu budowy ustawiono pierścień mobilnych baraków, których wysoki standard sprawił, że po ukończeniu budowy, posłużyły jako elementy składowe „Motelu Wrocław” przy ul. Lotniczej, który istniał do 2008 roku.
O nowobudowanym wrocławskim hotelu było głośno w całej Polsce – w czasach pogłębiającego się kryzysu gospodarczego krążyły legendy o pensjach, które otrzymywali Finowie pracujący na budowie. Podobno zdarzało się, że wynajmowali oni polskich robotników za 5 dolarów dniówki, czyli ułamek swoich dziennych zarobków, a sami w tym czasie odpoczywali, zabawiając się z pannami lekkich obyczajów, odwiedzającymi budowę.
Hotel Wrocław był w momencie powstania najnowocześniejszym obiektem hotelowym we Wrocławiu. Jedenastopiętrowy gmach o prostej, skandynawskiej elewacji z dwukondygnacyjnym pawilonem usługowym wprowadzał do wrocławskiego krajobrazu powiew nowoczesności, porównywalny z budowanym nieopodal Poltegorem, o którym wspominaliśmy dwa lata temu.
Cztery gwiazdki, niemal trzysta pokoi, pięć apartamentów, prawie sześćset miejsc noclegowych, bar, restauracja, kawiarnia, sklepy (w tym Pewex, a pod nim cinkciarze), punkty usługowe, dwa baseny kąpielowe, solarium i sauna. Przez hotel przewinęły się takie sławy jak: Jerzy Stuhr, Agnieszka Osiecka, Edward Lubaszenko, Radosław Piwowarski, Zbigniew Zamachowski, Wojciech Malajkat czy ówczesny przywódca nieistniejącej już NRD – Erich Honecker.
Hotel ów był zarówno miejscem pokoncertowych awantur chłopaków z Lady Pank, jak i skupienia Ojca Świętego przed mszą, którą odprawiał na sąsiedniej łące w czasie Kongresu Eucharystycznego w 1997 roku.
Prostej bryle hotelu nie można odmówić elegancji – rytmicznie ustawione w pary okna zlicowane są z białą, metalową okładziną elewacyjną, a przeszklona część pawilonowa komponuje się z nieogrodzonym terenem zielonym, nieco wyniesionym ponad poziom otoczenia. Ponadczasowy kontrast bieli i szkła, którego barwa – w zależności od pory dnia i pogody – oscyluje między ciemnogranatową a rdzawo-pomarańczową, do dziś potrafi zachwycić wielbicieli prostych form.

Budowa hotelu, widok od południa
Budynek miał zniknąć do końca 2008 roku. Pisano, że pewnym jest, iż w jego miejscu do 2011 roku powstaną dwa nowe hotele sieci Orbis. Pisano również nie raz, że obok ruszy wkrótce budowa Centrum Południowego, którego teren zakupiła (za grubo ponad trzysta milionów złotych) spółka powiązana z hiszpańską firmą Grupo Prasa. Tak oto największy przetarg w powojennej historii Wrocławia stał się jego największym pośmiewiskiem – pełnym wielu spektakularnych wizualizacji i niemrawych, pozorowanych ruchów na „budowie”.
Hotel Wrocław wciąż jednak stoi i czeka na wyrok, bo mimo, że jego forma o klasę przewyższa pobliskie bloki mieszkalne, to standardy hotelowe zmieniły się znacznie przez te trzydzieści lat, a ich doścignięcie w tym przypadku wymagać będzie sporych nakładów finansowych. Przyjrzyjcie się mu dobrze, zanim zniknie z krajobrazu miasta, bo będzie to miało znaczenie symboliczne, porównywalne ze zniknięciem Poltegoru.
----------------
W cyklu Odkrywamy Wrocław pisaliśmy o miejscach takich jak: WUWA, Arsenał, Uniwersytet Wrocławski, Ogród Botaniczny, nasyp kolejowy przy ul. Bogusławskiego i Nasypowej, Ogród Japoński, nasz własny plac Gwiazdy, o pomyśle budowy wieżowców zamiast Sukiennic w Rynku, legendarnych barach mlecznych, kampusie Politechniki, wzgórzu Bendera, Poltegorze, trzech wrocławskich lotniskach, o ulicy Szewskiej, początkach miasta, wrocławskim Manhattanie, ogrodach Ossolineum, młynie św. Klary, Solpolu... i wielu, wielu innych.
Wszystkie teksty z naszego cyklu znajdziecie w specjalnej zakładce.
Zapraszamy Was do współpracy przy jego tworzeniu. Piszcie do nas maile z propozycjami miejsc.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze