W cieniu powracającej dyskusji o burzeniu Solpolu – ikony wrocławskiego postmodernizmu – przyjrzymy się dziś budynkowi równie kontrowersyjnemu, którego forma szokuje mieszkańców i turystów od prawie 14 lat. Ale do jego burzenia nikt się raczej nie garnie, tym bardziej, że funkcja, którą pełni, choć trudna do odgadnięcia na pierwszy rzut oka, jest jak najbardziej pożądana przez kierowców.
Nie stoi on w tak prestiżowej lokalizacji jak Solpol I, ale wydaje się być silniej wyeksponowany w krajobrazie miasta, tym bardziej, że posiada wyjątkową wieżę, dzięki której pojawia się w wielu panoramach Wrocławia. Zaprojektowany został przez prof. Stefana Müllera we współpracy z Pawłem Jaszczukiem. O profesorze Müllerze wspominaliśmy już w ramach naszego cyklu przy okazji artykułu o kościele pod wezwaniem św. Stanisława Kostki. Inną realizacją tego architekta jest charakterystyczny galeriowiec przy ul. Grabiszyńskiej 133-135, którego zrytmizowana, ciekawa fasada ukrywa się niestety pod warstwą wieloletniego brudu.
Prace projektowe nad parkingiem wielopoziomowym, który łączył w sobie również funkcje handlowo-usługowe, rozpoczęto w 1993 roku. Bryłę budynku wznoszono w latach 1998-99, a oddany został do użytku w 2000 roku. Zajmuje niemal cały historyczny kwartał między ulicami Kazimierza Wielkiego, Szewską, Łaciarską i Ofiar Oświęcimskich. Zbudowany został na rzucie trapezoidalnym z zaokrąglonymi narożami, a jego południowo-zachodni kraniec zaakcentowany został czworoboczną wieżą, zwieńczoną smukłymi ostrosłupami o zróżnicowanej wysokości.
Najwyższe dwa piętra siedmiokondygnacyjnego budynku są cofnięte o szerokość przęsła konstrukcyjnego. Elewację opinają rytmicznie rozmieszczone betonowe słupy zakończone naprzemiennie na wysokości 5 i 6 kondygnacji wysuniętymi na zewnątrz trójkątami z blachy nierdzewnej. Takie trójkątne „chorągiewki” są charakterystyczne dla architektury postmodernistycznej i znaleźć je również można wśród elementów dekoracyjnych Solpolu. Jednak bohater dzisiejszego odcinka nie jest typowym przedstawicielem tego stylu, czerpie bowiem inspiracje z architektury brutalistycznej.
Wstęgi betonowych osłon kondygnacji części parkingowej oraz czarne ściany części usługowej i biurowej przez swoją surowość i brak radosnych kolorów nie pozwalają uznać tego budynku za stylistyczny żart pokroju Solpolu. Sam architekt uważał, że przestrzeń miejska zniszczona trasą W-Z potrzebuje silnej, porządkującej ją dominanty i budynek parkingu solidnie realizuję tę ideę , nawiązując do mocnych akcentów architektonicznych w swoim sąsiedztwie. Wśród nich znajdziemy biurowiec Hansa Poelziga, o którym pisaliśmy w sierpniu zeszłego roku i Kameleon, do którego bezpośrednio odnosi się północno-zachodnia „apsyda” parkingu, wysuwająca się w stronę ulicy Szewskiej.
Być może nie chodzi tu o bezpośrednie podobieństwa, ale pewne poszanowanie kontekstu. Elementami wspólnymi z biurowcem Poelziga są wyokrąglenia, zastosowanie betonu, zbliżone podziały horyzontalne słupów i pilastrów oraz skala, ignorująca średniowieczny podział katastralny terenu. Stalowe zwieńczenia i ostre, trójkątne formy okalające bryłę nawiązują do przedwojennego ekspresjonizmu niemieckiego.
Najbardziej wyrazistym elementem budynku jest częściowo przeszklona, „rozszarpana” wieża, która silnie akcentuje skrzyżowanie ulicy Szewskiej i Kazimierza Wielkiego, generując konkretne miejsce, będące wcześniej mdłą i „plazmatyczną” przestrzenią, zdominowaną przez sznury samochodów, ciągnące się horyzontalnie wzdłuż wielopasmowej trasy W-Z. Jednak dla wielu zarówno wieża, jak i cała forma tego budynku będzie jednym wielkim stylistycznym sprzeciwem wobec niemal wszystkich obiektów, tworzących pejzaż wrocławskiego Starego Miasta.
Trzeba sporej odwagi twórczej, aby zaprojektować parking, który przypominać może kościół. Wynika ona prawdopodobnie ze świadomości architekta o skali naszego miasta, które od stuleci aspirowało elity europejskiej (wystarczy uświadomić sobie wielkość i rozmach największych pereł wrocławskiej architektury). Dzieło Stefana Müllera był to rodzaj sprzeciwu wobec narracji architektonicznej lat 1945-80, która traktowała Wrocław jak małe miasteczko.

Widok ogólny od strony południowej (źródło: Google Maps)
W ten sposób, tworząc na przełomie tysiącleci coś tak banalnego jak wielofunkcyjny parking, uzyskano coś więcej niż tylko kolejny obiekt użyteczności publicznej. Choć może to nie podobać się wielu, historia wrocławskiej architektury wybrukowana jest takimi kamieniami milowymi, bo to właśnie kontrasty i kontrowersje stanowią o plastycznym wyrazie tego miasta.
----------------
W cyklu Odkrywamy Wrocław pisaliśmy o miejscach takich jak: WUWA, Arsenał, Uniwersytet Wrocławski, Ogród Botaniczny, nasyp kolejowy przy ul. Bogusławskiego i Nasypowej, Ogród Japoński, nasz własny plac Gwiazdy, o pomyśle budowy wieżowców zamiast Sukiennic w Rynku, legendarnych barach mlecznych, kampusie Politechniki, wzgórzu Bendera, Poltegorze, trzech wrocławskich lotniskach, o ulicy Szewskiej, początkach miasta, wrocławskim Manhattanie, ogrodach Ossolineum, młynie św. Klary, Solpolu... i wielu, wielu innych.
Wszystkie teksty z naszego cyklu znajdziecie w specjalnej zakładce.
Zapraszamy Was do współpracy przy jego tworzeniu. Piszcie do nas maile z propozycjami miejsc.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze