Nie trzy miesiące, a tylko miesiąc przesiedział w areszcie tymczasowym mężczyzna podejrzany o zabójstwo 17-latka na wrocławskiej Różance. - Jego dalsze przetrzymywanie było zbędne i dlatego areszt uchylono - tłumaczą przedstawiciele prokuratury. Dodają, że bardzo prawdopodobna staje się wersja wydarzeń, wedle której Tomasz M. działał w obronie własnej.
Przypomnijmy, w listopadzie sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu na 3 miesiące mężczyzny podejrzanego o zabójstwo 17-letniego Kamila Sz. na wrocławskiej Różance. Tomasz M. po miesiącu wyszedł już jednak na wolność. Informację potwierdza Małgorzata Klaus z Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.
- Ustały przyczyny, dla których zastosowano ten środek zapobiegawczy. Wykonano wszystkie czynności z udziałem Tomasza M., uznano, że jego dalsze przetrzymywanie jest zbędne i areszt uchylono - mówi Małgorzata Klaus.
Jak tłumaczą pracownicy prokuratury, jego wyjście na wolność w żaden sposób nie zakłóci dalszego przebiegu śledztwa. I dodają, że bardzo prawdopodobna staje się wersja, wedle której mężczyzna się bronił. Do takich wniosków śledczy doszli m.in. na podstawie przeprowadzonych na miejscu zdarzenia wizji lokalnych.
- Ale nie zdecydowano jeszcze, czy Tomaszowi M. postawiony zostanie zarzut przekroczenia granic obrony koniecznej. I tej decyzji nie należy spodziewać się w tym roku - zastrzega Małgorzata Klaus.
Do tragedii doszło 9 listopada, między godz. 3 a 4 nad ranem na skrzyżowaniu alei Kasprowicza z ulicą Żmigrodzką.
- Sprawca zadał ofierze z dużą siłą 5 ciosów ostrym narzędziem, najprawdopodobniej nożem, przebijając między innymi komorę serca. Pokrzywdzony zmarł po przewiezieniu go do szpitala - wyjaśnia Małgorzata Klaus.
12 listopada do wrocławskiej prokuratury zgłosił się Tomasz M., twierdząc, że został zaatakowany przez pokrzywdzonych i broniąc się przed zadawanymi przez nich ciosami wyjął scyzoryk. Mężczyzna w chwili zatrzymania nosił widoczne ślady pobicia. Na wniosek prokuratury sąd zastosował wobec niego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania.
Prokuratura od początku brała pod uwagę kilka wersji wydarzeń. Wedle jednej z nich, napastnik zaatakował dwójkę młodych mężczyzn, gdy ci nie poczęstowali go papierosem. Inna mówiła o tym, że to Kamil Sz. i jego znajomy sami zaczepili mężczyznę.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze