- Rozpocznę ten artykuł od wydźwięku samego tytułu „We wrocławskim ZOO odwiedzający zabijają małe małpki. Zmarły już 4 zwierzątka”. Można po tym sądzić, że wrocławskie ZOO ma najgorszych zwiedzających na świecie – co za społeczeństwo, ludzie przychodzą tu zabijać zwierzęta, a pracownicy nic z tym nie robią! - pisze w liście do naszej redakcji prezes wrocławskiego ZOO, Radosław Ratajszczak.
Oto pełna treść listu Radosława Ratajszczaka w odpowiedzi na artykuł, jaki w poniedziałek ukazał się na naszym portalu:
Rozpocznę ten artykuł od wydźwięku samego tytułu „We wrocławskim ZOO odwiedzający zabijają małe małpki. Zmarły już 4 zwierzątka”. Można po tym sądzić, że wrocławskie ZOO ma najgorszych zwiedzających na świecie – co za społeczeństwo, ludzie przychodzą tu zabijać zwierzęta, a pracownicy nic z tym nie robią!
Dalej moje oczy przykuwa lead z tekstem „…małpki miały być maskotkami pawilonu…”. Proszę Państwa, ogrody zoologiczne nie hodują zwierząt w celach ‘maskotkowych’. Oczywiście zwierzęta biegające wśród ludzi stanowią największą atrakcję, ale nie są maskotkami. Zależy nam właśnie na tym, by likwidować bariery pomiędzy zwierzętami a ludźmi, bo tylko wtedy można właściwie obserwować zwierzęta. Uistiti żyją zresztą w parkach Rio de Janeiro, podobnie jak nasze wiewiórki. Tutaj pojawia się także stwierdzenie, że „Odwiedzający doprowadzili … do śmierci 3 małpek, a kolejna została w okrutny sposób zabita.” Cóż za śmiałe stwierdzenie.
Faktem jest, że od czerwca w pawilonie padły dwa osobniki opisywanego gatunku. Jeden w tym miesiącu ze starości, drugi w okresie wakacyjnym został znaleziony przez pracowników rano w agonalnym stanie. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci były rozległe obrażenia wewnętrzne. Jedną z hipotetycznych przyczyn tych wydarzeń jest możliwość złego potraktowana przez zwiedzających, jednakże nie jest to w żadnym stopniu pewne. Bardziej realistyczną wersją wydaje się upadek z wysokości, którego przyczyn można by szukać w poślizgnięciu, nieudanym skoku, lub wypchnięciu w trakcie bójki z innym osobnikiem. Wypadki niestety się zdarzają także w świecie zwierząt. Tam gdzie jest życie, zdarza się także śmierć i nie ma powodu by to ukrywać, czy zaprzeczać. Sprawa tylko w tym, by rozsądnie ewaluować przyczyny i starać się unikać dalszych błędów.
Inne drastyczne przypadki opisane w artykule są także nadinterpretacją faktów, które się wydarzyły. Prawdą jest, że goście ZOO dokarmiają zwierzęta mimo, że absolutnie nie powinni tego robić. Mieszkańcy ogrodu mają specjalnie ułożone diety i dostają wybrane pokarmy. Dlatego też nawet dając zwierzęciu marchewkę, która nie wydaje się tak zła jak chipsy czy paluszki, można mu zaszkodzić. Jednakże stwierdzenie, że doszło „… Do otrucia pozostałych 3 małp…” jest mocno naciągane.
Faktem jest, że 3 uistiti padły w ZOO, ale na przestrzeni prawie całego 2011 roku. Sekcje u wszystkich tych osobników wykazały różnego rodzaju problemy z układem pokarmowym. Bezpośrednio po tym fakcie dokonaliśmy rewizji naszego żywienia, bo w nim upatrywaliśmy problemów, a także zastosowaliśmy specjalne lampy dostarczające małpom źródła światła ultrafioletowego, by poprawić przyswajanie witamin. Wyniki sekcji w żadnym przypadku nie pozwalają na stawiane tezy o otruciu zwierząt.
Na koniec chciałbym dodać, że badania, które udało się przeprowadzić w jednym z australijskich ZOO wykazały, że goście odwiedzający ogrody są niezbędnym elementem w prawidłowej hodowli zwierząt. Zapewniają im oni bardzo wiele różnych bodźców w ciągu dnia i wzbogacają środowiska życia ogrodowych pupili.
Uistiti, które pozostały w ZOO dalej będą mieszkać w pawilonie Małpiarni i biegać nad głowami ogrodowych gości.
Z poważaniem
Radosław Ratajszczak
KOMENTARZ REDAKCJI:
Frapująca jest dla nas opowieść o potencjalnych przyczynach śmierci zwierząt, przedstawiona przez prezesa wrocławskiego zoo. Jest ona diametralnie inna od tej, którą dwukrotnie przedstawili nam opiekunowie małpek, czyli osoby przebywające z nimi najdłużej. Za każdym razem potwierdzały, że 3 zwierzątka zmarły z powodu przekarmienia przez odwiedzających. A kolejna małpka uistiti białoucha zmarła od uderzenia.
Jeżeli jednak rzeczywiście było tak, jak pisze prezes, że problemy i śmierć 3 osobników mogła wynikać ze złego żywienia, a kolejny nie żyje, bo nie odosobniono go w celach bezpieczeństwa, to sprawa ma się jeszcze gorzej. Oznacza to, że we wrocławskim zoo, które jest finansowane z pieniędzy wszystkich mieszkańców miasta, z powodu nieprofesjonalnej opieki umierają zwierzęta.
Kibicujemy wrocławskiemu ogrodowi zoologicznemu w zmianach na lepsze, które od kilku lat ręką prezesa Ratajszczaka są wprowadzane i chcemy by małpki nadal biegały nad głowami ogrodowych gości. Ale jeśli cała grupa zwierzątek zmarła z przyczyn nieznanych dla władz zoo, a znanych jedynie opiekunom, to jest to niezwykle niepokojący sygnał.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze