Piłkarski Śląsk miał do końca grudnia oddać miastu 12 milionów złotych, które pożyczył w kwietniu. Pewne jest, że te pieniądze nie wrócą do gminnej kasy w tym roku.
Przypomnijmy. W kwietniu Śląsk znalazł się po raz pierwszy w trudnej sytuacji finansowej. Na tyle trudnej, że piłkarze mogli nie dostać pensji. Z pomocą ruszyło miasto, które pożyczyło klubowi 12 milionów złotych. Sześć od siebie i sześć założyło za drugiego z właścicieli - Zygmunta Solorza. Miliarder, do którego między innymi należy telewizja Polsat i sieć Plus obiecał, że zwróci pieniądze do końca roku. Gdyby tak się stało, pieniądze miały pozostać w Śląsku, a całe 12 milionów zamienione na podwyższenie kapitału spółki.
Problem w tym, że przedstawiciele Solorza twierdzą, że oddadzą założone za nich pieniądze, ale dopiero wtedy, kiedy miasto zwróci im pieniądze, jakie główny właściciel klubu zainwestował w prace przygotowawcze pod fundamenty galerii handlowej. Nieoficjalnie mówi się, że Solorz wycenił prace ziemne przy galerii na ponad 12 mln złotych. Gmina odda te pieniądze, ale dopiero po sprzedaży działki, na którą w tej chwili nie ma chętnych.
Jak na całą sytuację nie patrzeć, wychodzi na to, że miasto musi jeszcze zapłacić Zygmuntowi Solorzowi około sześciu milionów złotych. Nawet wówczas, kiedy biznesmen odda założone za niego pieniądze w kwietniu. Na razie gmina zwrot pożyczki, jaką udzieliła piłkarskiemu Śląskowi, przesunęła na koniec 2013 roku.
Co będzie dalej, czy pieniądze wrócą do miejskiej kasy, trudno przewidzieć. Zwłaszcza, że cała sytuacja po ostatniej deklaracji Solorza, który stwierdził, iż Śląsk go już nie interesuje, mocno się skomplikowała.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze