Reklama

Wrocławscy naukowcy o aktualnym stanie pandemii w Polsce [RAPORT]

18/05/2020 09:52

Epidemia w Polsce i we Wrocławiu prawdopodobnie wciąż jeszcze się rozwija, choć tempo jej wzrostu spadło. Na Dolnym Śląsku jest ono niższe niż w stolicy regionu czy w całym kraju. Ciągle jednak liczba nowych przypadków jest zbyt wysoka, by rezygnować z ograniczenia kontaktów, ponieważ szybko możemy wrócić do gwałtownego wzrostu epidemii – to główne wnioski z modelowania epidemiologicznego wrocławskich naukowców z grupy MOCOS.

Grupa MOCOS Wrocław to inicjator międzynarodowego projektu badawczego MOCOS International. Zespół zajmuje się analizą ryzyka, tworzy prognozy na kolejne dni i tygodnie, a także rekomendacje, jak zwalczyć COVID-19. Grupę MOCOS założył 12 lutego prof. Tyll Krüger z Politechniki Wrocławskiej, zajmujący się modelowaniem matematycznym w medycynie i biologii.


Naukowcy stworzyli zaawansowany model matematyczny, który symuluje ludzkie zachowania i pozwala oszacować aktualne tempo rozprzestrzeniania się wirusa, a tym samym ocenić, na jakim etapie rozwoju jest epidemia.

Reklama

- Fakt, że epidemia nie znajduje się już w fazie wzrostu wskazuje, że dotychczasowe ograniczenia były skuteczne. Obecny etap epidemii przypomina balansowanie na krawędzi, skąd łatwo przechylić się zarówno w stronę wygasania, jak i wzrostu. Nie powinniśmy więc zmieniać dotychczasowych zachowań prewencyjnych, a wręcz je zintensyfikować, aby maksymalnie skrócić czas trwania epidemii i zminimalizować jej negatywne konsekwencje społeczno-ekonomiczne - ocenia grupa MOCOS.


Jej zdaniem do skutecznego zwalczenia epidemii konieczne jest zastosowanie strategii Testuj, Trop, Redukuj!, czyli połączenie wytężonych działań w kierunku:
● szerokiego testowania na obecność wirusa, w tym przypadków łagodnych,
● szybkiego i skutecznego śledzenia kontaktów osób zakażonych przez służby
epidemiologiczne,
● ograniczania kontaktów społecznych.

Reklama

W obecnej fazie epidemia charakteryzuje się stałą liczbą nowych zakażeń w ustalonej jednostce czasu (np. w ciągu tygodnia) - jest to tzw. stan endemiczny. Spośród możliwych stanów epidemii - wzrostu (stały przyrost zakażeń w jednostce czasu), wygasania (stały spadek zakażeń w jednostce czasu) i endemicznego, epidemia w stanie endemicznym trwa najdłużej - do momentu znalezienia szczepionki lub do momentu osiągnięcia odporności stadnej w populacji. Celem wszystkich powinno być jak najszybsze doprowadzenie do wygaśnięcia epidemii poprzez redukcję okazji do nowych zakażeń. Jest to nie tylko możliwe, ale i zdecydowanie bardziej opłacalne ekonomicznie i społecznie, niż wydłużanie czasu zagrożenia.


Epidemię będziemy mogli uznać za zakończon,ą jeśli przez dwa tygodnie nie będziemy notować nowych zakażeń. MOCOS podkreśla, że nawet wzrost na poziomie 5 przypadków dziennie jest zagrożeniem - każdy kraj, który doświadczył gwałtownego wzrostu zakażeń, znajdował się wcześniej na etapie tylko kilku przypadków. I przypominają, że każdy z nas ma bezpośredni wpływ na to jak szybko uda się wygasić epidemię.

Reklama

W raporcie czytamy: “Powinniśmy dalej powstrzymywać się od kontaktów społecznych, przestrzegać minimalnej odległości pomiędzy ludźmi oraz skutecznie stosować środki prewencyjne (maseczki, dezynfekcja).”


Dane o mobilności w skali Polski i Dolnego Śląska są zgodne: nadal ograniczamy kontakty związane z rozrywką i zakupami oraz unikamy korzystania z komunikacji zbiorowej. W ostatnich 3 tygodniach zaczęliśmy jednak wracać do pracy oraz bardzo intensywnie korzystać z terenów zielonych. Powrót do kontaktów międzyludzkich w pracy i w parkach może stymulować wzrost zakażeń dlatego zalecana jest ostrożność.

Reklama

Niebawem pojawi się aplikacja, umożliwiająca śledzenie kontaktów z osobami zakażonymi. Warto, abyśmy jej używali - rekomendują naukowcy - bo, jak wynika z analiz, zaczyna być efektywnym narzędziem, obniżającym poziom nowych zakażeń, dopiero jeśli używa jej więcej niż 72 proc. populacji.


Wyjątkowa w skali kraju jest obecnie sytuacja na Śląsku, gdzie wybuch nowego ogniska spowodował gwałtowny wzrost zakażeń.


- Takie ogniska są wynikiem przebywania wielu ludzi na niewielkiej powierzchni. Wystarczy jedna zakażona osoba, aby wirus rozprzestrzenił się na całą grupę i dalej, przez gospodarstwa domowe i osobiste kontakty - komentują członkowie grupy MOCOS.

Reklama

Podobne ogniska, choć w mniejszej skali, odnotowywane są w całym kraju w Domach Pomocy Społecznej. - Zalecamy regularne testowanie pracowników służby zdrowia na obecność koronawirusa. Likwidując takie ogniska zapalne, będziemy mogli zredukować liczbę dziennych zakażeń do zera i wrócić do normalnego życia, przynajmniej na poziomie regionalnym - dodają naukowcy.


Czy zatem otwieranie żłobków i przedszkoli nie jest ryzykowne? - Z doświadczeń na Śląsku i w Domach Pomocy Społecznej można wnioskować, że ludzie przebywający na małych przestrzeniach stanowią dla siebie nawzajem zagrożenie epidemiologiczne. Podobne ryzyko dotyczy też żłobków i przedszkoli. Jeżeli zostaną otwarte, powinny sumiennie przestrzegać zasad bezpieczeństwa epidemiologicznego i koniecznie być często kontrolowane, aby uniknąć rozprzestrzeniania się epidemii - radzą autorzy raportu.


mgo/mat.pras.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości