Reklama

Igrzyska w Londynie, czyli cała prawda o wrocławskim i polskim sporcie

14/08/2012 00:00

Na Igrzyska Olimpijskie do Londynu pojechało 11 wrocławskich sportowców. Przywieźli jeden brązowy medal. W sumie Polacy dziesięć razy stawali na podium. To klęska? A może po prostu prawdziwy obraz naszego sportu.

Miało być lepiej niż w Pekinie i Atenach, gdzie zdobywaliśmy po dziesięć medali. Okazało się, że były to tylko pobożne życzenia. Polacy ponownie dziesięć razy stawali na podium, ale tylko dwa razy na najwyższym stopniu. W sumie było więc gorzej niż cztery, czy osiem lat temu, nie mówiąc o wcześniejszych startach.


 


Wrocławscy sportowy wypadli w zasadzie jak cała nasza reprezentacja. Mamy swojego bohatera, Damiana Janikowskiego. Mamy też wielkiego przegranego, na którego bardzo liczyliśmy, który dzielnie walczył, ale zabrakło szczęścia, aby sięgnął po medal. Chodzi oczywiście o dyskobola Piotra Małachowskiego. Nie można się wstydzić za nasze sprinterki Darię Korczyńską i Ewelinę Ptak, zapaśnika Łukasza Banaka oraz Marcina Marciniszyna w biegach na 400 metrów. O pozostałych natomiast można tylko powiedzieć, że pojechali do Londynu, aby zobaczyć jak to jest na Igrzyskach i zaliczyć start. W tym gronie niespodziewanie znalazł się także wioślarz Paweł Rańda - srebrny medalista z Pekinu w czwórce wagi lekkiej bez sternika.

Reklama

Ale czy mogliśmy liczyć na więcej? I na jakiej podstawie? Jaki jest polski sport, doskonale to widać. Mamy pojedyncze gwiazdy, które sukcesy zawdzięczają właściwie tylko swojemu samozaparciu. Nie mamy za to żadnego programu szkolenia młodzieży i pomysłu przyciągnięcia dzieci do sportu. Sport jest elitarny, a nie powszechny, ale działacze niewiele sobie z tego robią. Można odnieść wrażenie, że wszystko wygląda na zasadzie – jakoś to będzie. Ktoś zawsze się pojawi i ten medal zdobędzie.


 


Powiedzenie, że wszystko rozbija się o pieniądze, byłoby sporym uproszczenie. Może zamiast wysyłać do Londynu 217 sportowców, trzeba było wysłać stu, góra 150, ale takich, którzy będą mieli realne szanse na miejsce w pierwszej dziesiątce, a w najgorszym wypadku nie wypadną poza dwudziestkę? Zamiast inwestować w kogoś, kto później pojechał do Londynu na wycieczkę, trzeba było wydać te pieniądze na szkolenie młodzieży? Za cztery lata przecież będą kolejne igrzyska. Bez zainwestowania w młodzież szanse na większą liczbę medali są niewielkie.

Reklama

 


Jeżeli chodzi o Wrocław, to można mieć nadzieję, że brąz Janikowskiego będzie impulsem do rozwoju zapasów. Trzeba wykorzystać szansę, bo w przeciwnym wypadku na kolejną znowu będziemy czekali 16 lat. Janikowski to doskonały materiał na gwiazdę i idola, który powinien przyciągnąć młodzież. Co do innych dyscyplin… trzeba szkolić i szukać. Może niech za cztery lata pojedzie z Wrocławia sześciu sportowców, ale niech przywiozą trzy medale.


 


Czy osiągnęliśmy dno? Jeszcze chyba nie, ale niestety jesteśmy na dobrej drodze, aby tam szybko dotrzeć.


mw

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości