Jak zgodnie wszyscy przyznają, po wakacjach ruszy na dobre kampania przed przyszłorocznymi wyborami do Sejmu i Senatu. Już trwają pierwsze przymiarki do list wyborczych, na których mogą znaleźć się prezydent Wrocławia i jego zastępca oraz politycy z władz wojewódzkich. Najbardziej kluczowe, także w kwestiach personalnych, w tym momencie wydają się dwa pytania co zrobi PSL i były premier Mateusz Morawiecki?
- Ta kampania wyborcza będzie jeszcze ostrzejsza niż poprzednia, bo wszyscy jadą na oparach – twierdzi jeden z doświadczonych polityków byłej Platformy Obywatelskiej, który już nie zamierza nigdzie kandydować. – Zwłaszcza, że obaj liderzy najważniejszych partii są przy końcu swoich politycznych wyścigów, a za ich plecami trwają mieszane sztuki walki o przejęcie władzy w KO i PiS. Dlatego z lekkim dreszczykiem czekam na listy wyborcze.
A jak te listy mogą wyglądać we Wrocławiu?
Coraz częściej słychać, że tym razem regionalne listy wyborcze będą przygotowywane pod ścisłym nadzorem Donalda Tuska i jego najbliższych współpracowników. W Koalicji bowiem wiedzą, że mimo wielkiej akcji promocyjnej ich osiągniecia bledną przy co rusz wybuchających aferach. Zwłaszcza w służbie zdrowia.
Ale zakładając, że jednak propozycje wyjdą stąd, to pierwsze oczywiste pytanie brzmi: czy we Wrocławiu jedynką będzie Michał Jaros? Zawsze powtarzał, że on nie musi, bo dostanie się z każdego miejsca, co kilkukrotnie udowadniał. Teraz jednak może chcieć pokazać, że jest niekwestionowanym liderem, gdy wygrał wybory na szefa regionu i szefa wrocławskich struktur. Kto ma jeszcze szanse?
Zapewne najbliżsi ludzie Jarosa czyli Mateusz Żak, wiceprezydent Wrocławia, radny sejmikowy Mateusz Jędrachowicz i może radna miejska Dominika Kontecka. W dwóch pierwszych przypadkach będą to wysokie lokaty.

Niewątpliwie do tego dochodzi doświadczony samorządowiec Wojciech Bochnak, obecnie członek Zarządu Województwa Dolnośląskiego. Bardzo znany pod Wrocławiem, więc jak nie do Sejmu, to może do Senatu z tak zwanego obwarzanka, czyli okręgu nr 6.
I jeszcze posłanka Jolanta Niezgodzka, która ma opinię prymuski i stara się przypodobać liderowi jak może. Dla wielu wrocławskich polityków jest dużym rozczarowaniem, bo gdy była jeszcze radną miejską, to potrafiła dość mocno walczyć o ważne sprawy. Teraz skupia się na przecinaniu wstążek przy otwarciu prawe każdej ścieżki w podwrocławskich miejscowościach. Złośliwi mówią, że na długo przed końcem kadencji zaliczyła więcej otwarć niż w czasach pisowskich poseł Paweł Hreniak przez osiem lat, wliczając mu w to okres, gdy był wojewodą. Ale widocznie za to Niezgodzka ma punkty u szefów.
Z obecnych posłów – Alicja Chybicka, Anna Sobolak, Krzysztof Mieszkowski - raczej nikt nie będzie wysoko, jeśli w ogóle. Zwłaszcza, że można zakładać, iż prof. Chybicka raczej już całkiem zrezygnuje z polityki.
No i nie można zapominać o wojewodzie Annie Żabskiej. Ale ponieważ tu zajmujemy się tylko okręgiem wrocławskim, więc dla porządku tylko należy dodać, że na pewno wystartuje w swoim okręgu wałbrzyskim, choćby potem miała zrezygnować z mandatu.
W przypadku Prawa i Sprawiedliwości jest to o tyle ciekawa sytuacja, że nadal nie wiemy, czy Mateusz Morawiecki weźmie ze sobą swoich ludzi i wystartuje z innej listy niż ta przygotowana przez Jarosława Kaczyńskiego. Wydaje się, że tylko odejście daje mu szansę na jakieś mandaty dla polityków wspierających go. To też powinno rozstrzygnąć się po wakacjach.
Jeśli natomiast nie zdecyduje się na ów odważnych ruch, to trudno sobie wyobrazić, by należąca do jego frakcji posłanka Mirosława Stachowiak-Różecka dostała wysokie miejsce, a ostatnio przecież była jedynką. Nie pozwolą na to liderzy przeciwnej frakcji, czyli Anna Zalewska, Elżbieta Witek i Paweł Hreniak. Po pierwsze już raz ta trójka pokazała, że mają wsparcie prezesa, gdy ten zdecydował się wyrzucić z klubu PiS w Sejmiku ludzi, którzy im się postawili. Po drugie w Prawie i Sprawiedliwości wiedzą, że będzie ciężko o bardzo dobry wynik, także we wrocławskim okręgu. Nawet przy wpadkach KO. I raczej mogą nie powtórzyć zdobyczy sprzed czterech lat, gdy przy liczbie około 200 tysięcy głosów zdobyli 4 mandaty – te obecnie należą jeszcze, oprócz Stachowiak-Różeckiej i Hreniaka, do Agnieszki Soin i Jacka Świata. Jeżeli Państwo o nich zapomnieli, to nikogo to nie dziwi.

Tak samo jak raczej nie zdziwią propozycje na liście wyborczej. Z prostego powodu – struktura jest tak zabetonowana, że nikt się nie przepchał i w przeciwieństwie do KO tu nie wychowano sobie młodszego pokolenia. Zakładając, że rozpadu nie będzie, to pierwsze trójka może wyglądać tak: Paweł Hreniak, Łukasz Kasztelowicz, Mirosława Stachowiak-Różecka…
W przypadku Polskiego Stronnictwa Ludowego od lat pojawia się ten sam problem – iść pod swoim szyldem do wyborów czy stworzyć koalicję? Doświadczenie podpowiada to drugie rozwiązanie i przy obecnych sondażach trudno sobie wyobrazić inne. Zwłaszcza, że w poprzednich wyborach okazało się to bardzo skuteczne, gdy razem z partią Szymona Hołowni stworzono Trzecią Drogę. Oczywiście ten pomysł doskonale wykorzystał Donald Tusk kierując w tę stronę wyborców zniechęconych do ówczesnej Platformy Obywatelskiej. A teraz z kim?
Od kwietniowej debaty lidera PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza z Mateuszem Morawieckim wiele się mówi o ewentualnej współpracy tych środowisk. Tylko, że były premier, o czym była już mowa, nadal nie wie co zrobi.
Natomiast od dwóch lat trwa na Dolnym Śląsku współpraca ludowców z Bezpartyjnymi Samorządowcami. Mają wspólny klub w Sejmiku Województwa Dolnośląskiego. Doszło już do spotkania przedstawicieli obu ugrupowań w Warszawie. Bezpartyjni Samorządowcy też już wiedzą, po doświadczeniach z poprzednich wyborów parlamentarnych, że sami wiele nie ugrają.

– Pokazaliśmy wtedy jednak, że jesteśmy sprawni organizacyjnie i że potrafimy przejść przez cały proces wyborczy. Jesteśmy zbyt małą organizacją, by iść samodzielnie, żeby się przebić. Trudno było nam na przykład trafić do ogólnopolskich mediów – tłumaczy wicemarszałek Michał Rado, jeden z liderów Bezpartyjnych Samorządowców. –
Istotnym elementem przyszłej układanki jest dobra współpraca szefa PSL na Dolnym Śląsku i marszałka województwa Pawła Gancarza z prezydentem Wrocławia Jackiem Sutrykiem.
- Prezydent jest zainteresowany przyszłorocznymi wyborami i najchętniej wystartowałby do Senatu, gdyby jak poprzednio obecna koalicja rządząca stworzyła pakt senacki – słyszymy głos z otoczenia Jacka Sutryka. – Nie wyklucza też startu de Sejmu, ale tu musiałby mieć gwarancję, że PSL, w jakimkolwiek układzie, przekroczy próg wyborczy, a obecne sondaże tego nie wskazują.
Trudno sobie wyobrazić, by Jacek Sutryk, który dwukrotnie wygrywał wybory prezydenckie we Wrocławiu, nie był gwarantem sukcesu startując zarówno do Senatu jak i do Sejmu.
Zapewne nie można lekceważyć w tych przymiarkach do list też postaci wicemarszałka Michała Rado, który już w poprzednich wyborach do izby wyższej zdobył ponad 60 tysięcy głosów, a do Sejmiku prawie 14 tysięcy. W tym momencie warto przypomnieć, że w 2024 mandaty do Sejmu z listy Trzeciej Drogi (jako Polska 2050) uzyskali Tomasz Zimoch i Izabela Bodnar zyskując odpowiednio 34 i 26 tysięcy głosów.
Na wrocławskiej liście PSL czy też z udziałem ludowców zapewne wysoko będzie także bliski współpracownik Pawła Gancarza Mateusz Masłowski - dyrektor Dolnośląskiej Służby Dróg i Kolei.
Notująca w sondażach na ogół trzecie miejsce Konfederacja od kilku lat nie potrafi wykorzystać swojego potencjału często skupiając się na wewnętrznych sporach. Także programowych, choć łączy ich zapewne cel przejęcia od PiS roli lidera polskiej prawicy. Poprzednio szli do wyborów jak tercet ugrupowań Krzysztofa Bosaka, Sławomira Mentzena i Grzegorza Brauna. Teraz ten trzeci jest osobno. Owszem, widać prace w terenie przedstawicieli tego ugrupowania, którzy tworzą silne komórki w podwrocławskich powiatach, tylko że nadal brakuje rozpoznawalnych liderów. Dlatego też ciężko wspominać o nazwiskach poza obecnym jedynym posłem tego ugrupowania, z okręgu wrocławskiego, Krzysztofem Tudujem. Parlamentarzysta nawet w ubiegłym roku próbował przystąpić do ofensywa zapraszając do współpracy liderów różnych środowisk, pod pretekstem organizacji referendum w sprawie odwołania Jacka Sutryka, ale chyba nikt się nie zgłosił… Więc zapewne obecnie na liście poza Tudujem ponownie pojawi się Paweł Przystawa. I gdyby we Wrocławia Konfederacja zyskała jeszcze jeden mandat, to byłby to ich wielki sukces. A wskazują na to sondaże.
Tu mamy kolejną zagadkę. Lewica owszem na ogół w sondażach jest ponad progiem wyborczym i dlatego startuje samodzielnie, by dopiero potem przełączyć się jakiejś koalicji. W ostatnich wyborach we Wrocławiu zdobyli jeden mandat, który trafił do „spadochroniarza” Krzysztofa Śmiszka. Gdy ten dostał się do europarlamentu przejęła go Marta Stożek. Kto będzie tym razem liderem? Czy do matecznika wróci oleśniczanin i lider dolnośląskiej Lewicy poseł Arkadiusz Sikora? Poprzednio startował z okręgu legnickiego. A może wrocławianka, szefowa resortu pracy, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, którą w 2023 roku ku zaskoczeniu skierowano do Gdyni. Chyba, że tradycyjnie znowu wrocławska Lewica dostanie delegata z centrali.
W przypadku tego ugrupowania zasadnym wydaje się pytanie o realny wynik wyborczy. Podczas przyszłorocznego głosowania poznamy odpowiedź czy jako spadkobiercy komunistycznej PZPR mogą głównie liczyć tylko na ten coraz mniejszy elektorat, który jeszcze kultywuje pamięć o PRL, czy dzielą się prawdziwie lewicowymi wyborcami z partią Razem Adriana Zandberga?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze