Dziennikarstwo zaczęło się jeszcze w liceum i nie warto wspominać, w którym to mogło być roku. Jeszcze przed maturą w Radiu Wrocław pierwszy raz dostał mikrofon do ręki, gdzie nauczył się podstaw zawodu. Nie tylko tych stricte zawodowych. Zanim do tego doszło musiał nauczyć się wycinać nożyczkami lub żyletką każdą głoskę z taśmy magnetofonowej, bo komputery wtedy były jeszcze rzadkością. Potem na krótko było kilka warszawskich redukcji, gdzie przekonał się, że prawdziwe życie jest we Wrocławiu. Następnie poszedł do „Słowa Polskiego”, a po dwóch latach na dwie dekady wylądował w „Gazecie Wrocławskiej”, którą jak mu napisano na pożegnanie - zastał drukowaną, a zostawił internetową. Oczywiście tylko i wyłącznie dzięki wspaniałemu zespołowi redakcyjnemu. Bo bez zespołu nie ma prawdziwego dziennikarstwa. Zainteresowania? Dużo tego, ale głównie Dolny Śląsk i historia, która to nauka pokazuje, że ludzie bywają nierozważni i nie potrafią z tego wyciągać prawidłowych wniosków. Najlepsze książki? Henryk Sienkiewicz „Potop” i Jaroslava Haška „Osudy dobrého vojáka Švejka za světové války“. Inne to tylko wariacje na podstawie tych dwóch. Aaaa i gdyby z jakiegoś powodu nie mógł być Polakiem, byłby Czechem.