Sejmik Województwa Dolnośląskiego powrócił do ustawień fabrycznych – to najkrótszy komentarz po tym, co się stało po środowym głosowaniu nad votum zaufania dla Zarządu Województwa. Przeciw głosowali tylko radni wybrani z list Prawa i Sprawiedliwości.
Przypomnijmy, że w środę po trzytygodniowej przerwie wznowiono sesję Sejmiku Województwa Dolnośląskiego, której obrady rozpoczęły się 29 kwietnia. Były to obrady, podczas których miano debatować nad votum zaufania i absolutorium dla Pawła Gancarza, marszałka Dolnego Śląska i całego Zarządu Województwa. Wtedy okazało, że debaty nie chcą radni Koalicji Obywatelskiej, która współtworzy Zarząd. Co rusz samorządowcy z KO wnioskowali o kolejne przerwy w obradach aż ostatecznie poproszono, by sesję wznowić dopiero 20 maja.
- Jestem w samorządzie ponad 30 lat i jeszcze nie widziałem, by ugrupowanie, które tworzy koalicją rządzącą nie chciało głosować absolutorium dla swoich ludzi zasiadających we władzy – komentował wówczas Cezary Przybylski, wiceprzewodniczący Sejmiku i były marszałek województwa.
Dla nikogo tajemnicą nie było, że powodem tej przerwy nie były sprawy merytoryczne. Michał Jaros, przewodniczący KO na Dolnym Śląsku we współpracy z senatorem Grzegorzem Schetyną chcieli wymóc na marszałku, aby do zarządu dołączyć trzeciego działacza KO, w zamian za Michała Rado z klubu PSL-Bezpartyjni Samorządowcy lub Natalii Gołąb, która startowała w wyborach z listy Trzeciej Drogi.
Marszałek nie chciał się na to zgodzić. Po przerwanej sesji Sejmiku sprawą zajęli się politycy z krajowego kierownictwa KO i PSL, do którego należy Paweł Gancarz. Ale gdy okazało się, że Polskie Stronnictwo Ludowe może w takim wypadku żądać zmian w innych regionach, ustalono, iż żadnych zmian nie będzie, bo najważniejsza jest stabilność ogólnopolskiej koalicji KO-PSL.
- I tylko teraz zrobił się wstyd na całą Polskę - uważa jeden z radnych KO. - Przechodzimy do historii jako pierwsze ugrupowanie na świecie, które nie popierało swojej koalicji. Zadziwiające jest to, że w taki układ dał się wmanewrować Schetyna, który słynął z tego, że nie wchodzi w niepewne projekty. Tu ewidentnie go nos zawiódł. Zwłaszcza, że nie wszyscy nasi działacze byli przekonani do tego pomysłu, choć oczywiście logicznym jest, że największy klub w Sejmiku powinien mieć największą reprezentację w Zarządzie. Ale jak dwa lata temu zgodziliśmy się na taki układ, to nie ma co ruszać uczciwego układu. Zwłaszcza, że nie ma żadnych przesłanek merytorycznych. Choć z tego, co wiem, naciski personalne będą wracać.
Doskonale o tym, że nie wszyscy byli przekonani do tych negocjacji personalnych i o braku przesłanek merytorycznych, świadczyła wypowiedź wicemarszałka Wojciecha Bochnaka, jednego z liderów KO na Dolnym Śląsku, który kilka dni po przerwanej sesji stwierdził: „Nie mam wątpliwości, że zarząd otrzyma absolutorium. KO nigdy nie powiedziała, że nie udzieli absolutorium zarządowi województwa”.
I dokładnie tak wyglądała środowa sesja Sejmiku, na której radni KO zachwalali dokonania Zarządu i mocno bronili marszałka oraz jego najbliższych współpracowników przed atakami opozycji.
Dlatego nikogo nie zaskoczył wynik głosowania nad votum zaufania dla Zarządu Województwa – 23 głosy ZA, 12 – PRZECIW.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze