Reklama

Michał Jaros przegrywa drugą batalię o województwo. Schetyna mu nie pomógł. Czy straci też pracę w rządzie?

- Kierownik może się tym razem nie wściekł, ale powoli ma już dość siania fermentu przez Michała Jarosa - mówi jeden z prominentnych działaczy Koalicji Obywatelskiej o reakcji Donalda Tuska na zamieszanie w Sejmiku, które jest spowodowane przez lidera KO na Dolnym Śląsku. - Teraz najważniejsze jest utrzymanie Koalicji 15 października, a próby zmian w zarządzie województwa wymuszane przez Jarosa mogą zachwiać układem politycznym w całym kraju.

 

Rzecz idzie o sesję Sejmiku Województwa Dolnośląskiego, odbywającą się pod koniec ubiegłego miesiąca,  na której miało zostać udzielone absolutorium i votum zaufania Pawłowi Gancarzowi, marszałkowi i całemu zarządowi województwa. Nie udało się tego zrobić, ponieważ działacze Koalicji Obywatelskiej non stop wnioskowali o przerwy w obradach, aż na koniec poprosili o przerwę do 20 maja. Niektórzy wskazywali na dość dziwną zbieżność w głosowaniu radnych KO i PiS. Czyżby oba ugrupowania nawiązały współpracę?

Reklama

- Jestem w samorządzie ponad 30 lat i jeszcze nie widziałem, by ugrupowanie, które tworzy koalicją rządzącą nie chciało głosować absolutorium dla swoich ludzi zasiadających we władzy – komentuje Cezary Przybylski, wiceprzewodniczący Sejmiku i były marszałek województwa. – Wszyscy wiemy, że za tym zamieszaniem stoi wiceminister Michał Jaros i Grzegorz Schetyna, który w dość dziwny sposób  z niedawnego jeszcze zagorzałego przeciwnika Jarosa stał się jego najbliższym współpracownikiem.

Przypomnijmy, że dwa lata temu, po wyborach samorządowych,  Michał Jaros  ówczesny szef Platformy Obywatelskiej Dolnym Śląsku chciał zostać marszałkiem województwa. Liczył na to, ponieważ jego partia zdobyła najwięcej mandatów w Sejmiku. Tylko, że podczas tajnego głosowania okazało się, iż za jego kandydaturą było zaledwie 12 radnych. Zadziwiające o tyle, że wtedy klub PO w Sejmiku liczył 15 członków. Wyszło na to, że nawet koledzy z jego partii byli przeciw.

Reklama

Udało się jednak szybko stworzyć koalicję PO -Trzecia Droga-Bezpartyjni Samorządowcy i wybrano na marszałka Pawła Gancarza z PSL, czyli z listy Trzecia Droga. Ponadto w zarządzie znalazło się dwóch przedstawicieli PO: Wojciech Bochnak i Jarosław Rabczenko, Michał Rado z BS i Natalia Gołąb z Polski 2050.

Gdy ostatnio, w dość dziwnych okolicznościach, Jaros  ponownie został wybrany szefem regionu w przemienionej z PO Koalicji Obywatelskiej oraz szefem miejskich struktur tej partii, zaczął się odgrażać, że teraz to on zrobi porządek. Zaczęto nawet żartować, że przejął przydomek „zemszczę się”  od swego nowego współpracownika Grzegorza Schetyny, z którym razem pilotują żądania zmian personalnych dla swoich ludzi. Dość szybko politycy dogadali się z prezydentem Jackiem Sutrykiem na wymianę dwóch wiceprezydentów – na współpracownika Jarosa i człowieka senatora Grzegorza Schetyny.

Reklama

Natomiast w Urzędzie Marszałkowskim napotkali na mocny opór z ze strony marszałka. Tu Jaros chciał, aby zamiast Michała Rado lub Natalii Gołąb wstawić do zarządu trzeciego działacza KO, a dodatkowo wymienić Jarosława Rabczenkę, który nie jest z jego frakcji,  na bliskiego współpracownika wiceministra czyli radnego Mateusza Jędrachowicza.

Ale marszałek Paweł Gancarz stanowczo odmówił argumentując, że skład zarządu jest dobry, dobrze funkcjonuje i nie powodów, aby robić te zmiany.

Po przerwanej sesji Sejmiku sprawą zajęli się politycy z krajowego kierownictwa KO i PSL. Ale gdy okazało się, że w takim razie PSL jest gotowe, jeśliby doszło do zmian proponowanych  przez Jarosa, zacząć także negocjować koalicję w innych sejmikach w Polsce, gdzie ma mocniejsze reprezentacje, w KO podjęto decyzję: dość kaprysów Jarosa.

Reklama

- Zbyt  ważna dla nas jest rządowa koalicja z PSL, by wdawać się w jakieś personale i ambicjonalne rozgrywki Jarosa – komentuje nasz informator z tej partii. – A to, że robi to w towarzystwie Schetyny na pewno dobrze nie wpłynęło na premiera Tuska. Tusk Schetynie nigdy nie wybaczył i nie zamierza po raz kolejnego z jego powodów brnąć w kłopoty. Poza tym zaczęły do niego docierać pogłoski, że to ludzie Jarosa stoją za nagłośnieniem afery w Kłodzku, by osłabić pozycję Moniki Wielichowskiej w batalii o przywództwo  partii. A i same wybory w dolnośląskiej KO nie przyniosły nam powodów do chwały, bo raczej niewiele miały wspólnego z uczciwą demokracją.  

Efekt? W kuluarach coraz głośniej się mówi, że 20 maja raczej nie powinno już  być problemów z głosowaniem absolutorium i votum zaufania. Także środowisko Michała Jarosa zaczyna wysłać pojednawcze sygnały. Niewykluczone bowiem, że polityk poczuł, iż przez to zamieszanie może stracić pracę w ministerstwie rozwoju i technologii, gdzie jest sekretarzem staniu.

Reklama

Zwłaszcza, że Donald Tuska szuka miejsca dla dwójki działaczy z Centrum, ugrupowania które powstało po rozłamie w partii Szymona Hołowni. Na zaawansowanym etapie mają być negocjacje w sprawie wejścia do rządu Ryszarda Petru i Żanety Cwaliny-Śliwowskiej.

Z informacji Onetu wynika, że Petru miałby trafić właśnie do ministerstwa rozwoju i technologii i zostać tam wiceministrem. Resortem teraz kieruje Andrzej Domański, który jednocześnie jest ministrem finansów. Według wspomnianego portalu panowie dobrze się znają. Domański w przeszłości pracował w banku BPH, którego głównym ekonomistą i dyrektorem zarządzającym był właśnie Petru.

Reklama

Tylko Tusk nie chce nadmiernie rozdmuchiwać resortów i zastanawia się, czy tylko obecnych wiceministrów pozbawić części kompetencji czy dokonać wymiany personalnej…

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 11/05/2026 08:43
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości