Zanim został jednym z najważniejszych poetów Młodej Polski, profesorem i rektorem Uniwersytetu Lwowskiego, Jan Kasprowicz był skrajnie biednym studentem we Wrocławiu. Chodził na wykłady, za które nie płacił, pisał pod pseudonimami, pomagał ściganemu socjaliście uciec do Szwajcarii, aż w końcu sąd go ukarał i trafił za kratki.
Kasprowicz przyjechał do Wrocławia w 1884 roku. Wcześniej studiował w Lipsku, ale utrzymanie się tam było zbyt drogie dla syna ubogich kujawskich chłopów. We Wrocławiu zapisał się na Wydział Filozoficzny, interesował się historią i literaturą, lecz bieda stale utrudniała mu naukę.
Po latach opowiadał, że wyjeżdżając z domu, dostał od matki kawałek słoniny. Kiedy jedzenie się skończyło, a później zabrakło nawet chleba, przypomniał sobie o wyrzuconej za piec skórze. Oczyścił ją z kurzu i gotował przez wiele godzin, aż dało się ją pokroić i przeżuć.
Aby oszczędzić, nie zawsze formalnie zapisywał się na zajęcia. Pojawiał się na wykładach bez opłacenia kursów, a na życie próbował zarabiać korespondencjami wysyłanymi do gazet w Warszawie, Petersburgu i Lwowie.
Kasprowicz szybko włączył się w działalność polskich studentów i radykalnych środowisk. Należał między innymi do stowarzyszenia Pacyfik, skupiającego młodzież o poglądach socjalistycznych. Jednym z jego założycieli był późniejszy noblista Gerhart Hauptmann.
Największe kłopoty sprowadziła na poetę pomoc udzielona Leonowi Ciesielskiemu, działaczowi związanemu z Wielkim Proletariatem. Kasprowicz ukrywał go w swoim mieszkaniu i pomógł mu przedostać się do Szwajcarii. Władze uczelni ukarały studenta grzywną w wysokości 30 marek. Ponieważ nie miał pieniędzy, wybrał trzy dni w uniwersyteckim areszcie. Nie wspominał tej kary najgorzej – przynajmniej dostawał tam jedzenie.
Sprawą zainteresowała się jednak także pruska policja. Kasprowicz był przesłuchiwany, a władze śledziły jego kontakty z socjalistami i publicystykę, w której pod pseudonimami krytykował politykę państwa pruskiego. 16 września 1887 roku żandarmi weszli do mieszkania Kasprowicza przy Salzstrasse 17, czyli dzisiejszej ulicy Wojciecha Cybulskiego. Zabrali dokumenty, papiery i książki, a poetę aresztowali. Tego samego dnia zatrzymano we Wrocławiu łącznie 26 osób podejrzewanych o działalność socjalistyczną.
W wielkim procesie na ławie oskarżonych zasiedli studenci, robotnicy, rzemieślnicy i działacze polityczni – w sumie ponad 30 osób. Kasprowicza zaliczono do oskarżonych uznanych za szczególnie niebezpiecznych dla porządku publicznego. Proces rozpoczął się 7 listopada 1887 roku i trwał dziesięć dni. Przesłuchano 75 świadków, w tym Hauptmanna, który przekonywał, że członkowie Pacyfiku nie planowali przewrotu. Sąd nie dał mu wiary.
17 listopada Kasprowicz został skazany na pół roku więzienia. Uznano go za na tyle groźnego, że natychmiast pozostawiono go za kratami. Karę odbywał w więzieniu przy Podwalu. Łącznie spędził tam osiem miesięcy, ponieważ wcześniejszego aresztu śledczego nie zaliczono na poczet wyroku.
Pierwsze tygodnie przebywał samotnie w celi. Izolacja działała na niego przygnębiająco, ale jednocześnie dawała czas na pisanie. W więzieniu powstał między innymi sonet „Z więzienia” oraz fragmenty poematu „Chrystus”. Wolność odzyskał 17 maja 1888 roku. Do studiów już nie wrócił, a kilka miesięcy później opuścił Wrocław.
Do poezji Kasprowicza Wrocławia przeniknęło go niewiele. Jednym z wyjątków był napisany w kwietniu 1885 roku wiersz „Na targu”, otwierający cykl „Obrazki natury”. Inspiracją miał być wrocławski Rynek w dzień targowy: rozświetlony słońcem miedziany dach ratusza, wozy, stragany, tłum i przesuwające się przed oczami kolory.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze