Zgodnie z przewidywaniami portalu tuwroclaw.com, podczas środowej sesji Sejmiku Województwa Dolnośląskiego nie udało się przegłosować absolutorium dla marszałka Pawła Gancarza i zarządu województwa. Od początku obrad, od godziny 10, udało się zrealizować za to pięć przerw. Ta ostatnia potrwa do 20 maja, a za tym wnioskiem byli zarówno radni KO, jak i PiS. Niektórzy politycy, po tym głosowaniu, zaczęli zadawać sobie pytanie, czy rodzi się nowa koalicja.
Michał Jaros, który w dość kontrowersyjny sposób po raz drugi został wybrany szefem regionalnym swojej partii, poprzednio PO, a teraz KO, dość mocno przystąpił do ofensywy, by wprowadzić swoich ludzi do władz Wrocławia i Dolnego Śląska. Dość sprawnie udało mu się przeprowadzić negocjacje z prezydentem Jackiem Sutrykiem. O wiele większy opór napotkał w samorządzie województwa.
Marszałek Paweł Gancarz od początku rozmów podkreśla, że nie widzi powodów, by zmieniać skład zarządu województwa, który został wybrany w 2023 roku. W jego skład, oprócz marszałka z PSL, wchodzi także dwóch przedstawicieli KO – Wojciech Bochnak i Jarosław Rabczenko, Natalia Gołąb startująca z listy Trzeciej Drogi i Michał Rado z Bezpartyjnych Samorządowców.
- Mamy świetną, powiedziałbym nawet rewelacyjną współpracę z aktualnym zarządem i z członkami zarządu Koalicji Obywatelskiej. Ja nie widzę takiej potrzeby, żeby na agendzie na pierwszym miejscu stawiać sprawę trzeciego członka zarządu. Ten stan w mojej ocenie nie wymaga zmiany – stwierdził Paweł Gancarz w rozmowie z Radiem Wrocław.
Jaros dopomina się, by Koalicja Obywatelska miała w składzie, jako posiadająca najwięcej radych w Sejmiku, trzech przedstawicieli. Dodatkowo chce wymienić Rabczenkę na swojego najbliższego współpracownika Mateusza Jędrachowicza.
Sytuacji nawet nie zmieniły wtorkowe negocjacje w Warszawie, w których uczestniczyli także przedstawiciele krajowych władz KO i PSL.
Można było to wywnioskować, gdy tuż po rozpoczęciu posiedzenia Sejmiku, na którym miano głosować votum zaufania i absolutorium dla władz województwa, Monika Włodarczyk, szefowa klubu radnych KO, poprosiła najpierw o zmianę porządku obrad, a zaraz potem o kilkugodzinną przerwę. Po tej przerwie poprosiła o następną, a potem, gdy radni próbowali rozpocząć obrady, kolejni samorządowcy, tym razem z innych klubów, występowali z wnioskami o kolejne. Cały czas widać było, że marszałek ze swoim klubem Polskie Stronnictwo Ludowe i Bezpartyjni Samorządowcy oraz członek zarządu Natalia Gołąb głosują inaczej niż radni z KO.
Po zakończeniu kolejnej przerwy tym razem już nie szefowa klubu, a radny KO Mateusz Jędrachowicz, który chce wygryźć z zarządu województwa partyjnego kolegę, poprosił o przerwę w obradach do 20 maja. Czyżby osoba zgłaszająca, to był sygnał, że podziały w Koalicji Obywatelskiej nadal istnieją i część działaczy tej partii, też by wolała nie zmieniać zarządu? W głosowaniu, które jest jawne, już tego widać nie było. Niektórych zaczęło zastanawiać zupełnie coś innego.
- Jak spojrzeć na wyniki głosowania, to jest pewna nowość. Już dawno ludzie z KO nie głosowali taka sam jak i ci, co zostali wybrani z list Prawa i Sprawiedliwości. Od jakiegoś czasu wspominano, że może taka koalicja powstać, zwłaszcza z udziałem tych, których prezes Kaczyński wyrzucił z klubu. Kiedyś był POPiS, teraz będzie KOPiS? - przekazał nam jeden z polityków obecnych na sesji. – A może to będzie trend ogólnopolski?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze