Pecka, niewielka miejscowość w kraju hradeckim, jakieś dwie i pół godziny jazdy od Wrocławia, to jeden z tych adresów, które omija większość przewodników po Czechach, a które i tak zapadają w pamięć bardziej niż niejeden rozreklamowany zamek.
Miasteczko Pecka leży na wzgórzu o tej samej nazwie, 461 metrów nad poziomem morza, jakieś 20 kilometrów na wschód od Jiczyna. To już Podkarkonosze – z zamkowej wieży w pogodny dzień widać zarys Karkonoszy i Czeskiego Raju. Trasa z Wrocławia prowadzi zwykle przez Kłodzko i Hradec Králové, więc jeśli ktoś jedzie do Pragi i szuka po drodze przystanku wartego nadłożenia drogi – to jest właśnie ten przystanek.
Zamek stoi na skalnym cyplu, do którego trzeba trochę podejść, ale to spacer na kilka minut, nie górska wyprawa. Rynek w miasteczku jest maleńki, zwykle zastawiony samochodami, jak to w Czechach bywa, ale miejsce parkingowe zwykle się znajdzie, chyba że trafi się na środek wakacji.
Historia Pecki zaczyna się na początku XIV wieku, kiedy na miejscu wcześniejszego grodu postawiono warownię strzegącą pobliskich kopalni złota i przebiegającej tędy granicy. Pierwsza pisemna wzmianka pochodzi z 1322 roku i wymienia niejakiego Budivoja jako właściciela. Przez kolejne stulecia zamek zmieniał panów jak rękawiczki – byli wśród nich panowie z Železnic, ród Škopków, a w końcu sam Albrecht von Wallenstein, jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci wojny trzydziestoletniej.
Ciekawostka, która lubi umykać w skróconych opisach: podczas wojen husyckich zamek oblegali radykalni Sierotkowie przez siedem miesięcy. Legenda mówi, że obrońcom skończyły się zapasy, ale zamiast się poddać, urządzili fałszywe wesele i hulali tak głośno, że oblegający uwierzyli, iż spichlerze wciąż pełne. Jedno z pomieszczeń do dziś nazywa się Veselka – czyli właśnie wesele.
Największy rozkwit zamku przypada na przełom XVI i XVII wieku, kiedy jego właścicielem został Kryštof Harant z Polžic i Bezdružic. To postać, obok której trudno przejść obojętnie – renesansowy arystokrata, kompozytor, pisarz, podróżnik, który dotarł aż do Jerozolimy i góry Synaj, a wrażenia z tej wyprawy spisał w słynnym cestopisie z 1608 roku. To on rozbudował Peckę i ozdobił ją malowidłami, z których niestety nic się nie zachowało. Miał tu nawet własną kapelę muzyczną.
Los obszedł się z nim jednak brutalnie – za udział w powstaniu przeciw Habsburgom został stracony na praskim rynku w 1621 roku. Po jego śmierci zamek zaczął podupadać, a wielki pożar w 1830 roku dopełnił dzieła zniszczenia. Przez prawie sto lat rozbierano mury, aż w końcu wieś przejęła ruiny i stopniowo odbudowała zachodnie skrzydło, znane dziś jako Pałac Harantowski.
To, co wyróżnia Peckę spośród sąsiednich zamków regionu, to fakt, że jest jedynym w całych Karkonoszach i Podkarkonoszu obiektem, który udostępnia zwiedzającym wnętrza, a nie tylko dziedziniec i mury obronne. Do wyboru są dwie trasy. Pierwsza prowadzi przez sale historyczne, model dawnego zamku i tak zwaną czarną kuchnię. Druga schodzi do piwnic, gdzie czeka izba tortur, dawna łaźnia i interaktywna ekspozycja poświęcona życiu Haranta.
Łącznie zwiedzanie obejmuje siedem sal w odrestaurowanym Pałacu Harantowskim oraz lochy, do których oryginalne wejście od strony dziedzińca odtworzono dopiero w 2012 roku. Dla dzieci to zwykle najciekawszy punkt wycieczki – ciemne korytarze robią wrażenie nawet na dorosłych.
Parkingi znajdują się około 300 metrów od zamku, na miejscu działa też małe bistro, a psy są mile widziane, przynajmniej na zewnątrz. Kto nie ma auta, może w weekendy skorzystać z autobusu linii 536 z Dvora Králové, choć szczerze mówiąc – bez samochodu ten wypad traci sporo ze swojej swobody.
Sam plan dnia najlepiej zbudować tak: rano wyjazd z Wrocławia, przed południem zwiedzanie zamku (obie trasy zajmują razem jakieś dwie godziny), a potem spacer po miasteczku i, jak twierdzą ci, którzy tam byli, obowiązkowe lody na rynku – podobno robią tu wrażenie na długo po powrocie do domu. Jeśli zostanie czas, można dorzucić jeszcze skok do pobliskiego Jiczyna albo w stronę Skał Adrszpasko-Teplickich, ale to już temat na osobną wycieczkę.
Pecka nie jest zamkiem, który krzyczy z okładek folderów turystycznych. Jest za to jednym z tych miejsc, które lubi się odkryć samemu i potem polecać, że "no, byliśmy, i naprawdę warto".
Autorem zdjęć jest Jarek Wojciechowski. Dziękujemy.
W kolejnych tygodniach zabieramy Was w inne zakątki Dolnego Śląska. Macie swoje ulubione, mniej znane miejsce w regionie? Napiszcie do redakcji z Waszymi poleceniami, a my postaramy się tam zajrzeć.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze