Oficjalnie pracę stracił za zachowanie niezgodne z regulaminem. Nieoficjalnie: zamiast chwalić Krzysztofa Balawejdera za jego wypowiedź w internecie albo przynajmniej się nie odzywać, wyraził inne zdanie niż prezes MPK. A prezes błyskawicznie zapowiedział motorniczemu zwolnienie.
O tym, że prezesa MPK lepiej chwalić, a jeśli nie ma się ochoty chwalić, to trzeba milczeć, przekonał się młody motorniczy wrocławskiego MPK. Pod koniec listopada na Rondzie Reagana we Wrocławiu doszło do tragicznego wypadku. Autobus pracowniczy wjechał do przejścia podziemnego rozbijając kabinę o chodnik. Kierowca zginął. Okazało się, że prowadził pracownik MPK, który w ten sposób dorabiał sobie w prywatnej firmie transportowej. Po wypadku głos zabrał prezes MPK Wrocław Krzysztof Balawejder. Zrobił to w swoim stylu, czyli nie pierwszy raz wypowiedział się, zanim w sprawie opinię wyraziła prokuratura lub inne organy prowadzące postępowanie. W oświadczeniu Balawejder stwierdził, że nie może przemilczeć faktów, które jego zdaniem były zagrożeniem dla życia wielu osób i podał, że kierowca, który poniósł śmierć wcześniej w dniu wypadku pracował dla MPK. Prezes MPK nakazał kierowcom złożenie oświadczeń o dodatkowym zatrudnieniu i zapowiedział konsekwencje dyscyplinarne w przypadku, gdy tego nie zrobią. Na koniec swojego posta Balawejder dodał, że średnia płaca kierowcy w MPK Wrocław wynosi 6731 zł.
Pod wpisem pojawiło się wiele komentarzy dotyczących obowiązku meldowania dodatkowego zatrudnienia oraz zarobków (wygórowanych, jak przekonywali komentujący) podanych przez prezesa. Niedługo później do tego posta Krzysztofa Balawejdera nawiązał jeden z motorniczych z zajezdni Gaj. Na facebooku prezesa MPK wytknął, że Balawejder sugerował przyczyny wypadku zanim służby cokolwiek ustaliły. Napisał także, że chciałby poznać kierowców, którzy zarabiają tyle, ile podał prezes.

(źródło: internet)
Na odpowiedź prezesa nie musiał długo czekać. Krzysztof Balawejder napisał motorniczemu, że kierowców musi poznawać we własnym zakresie, a od lutego będzie miał na to dużo czasu, sugerując tym samym, że pracownik zostanie zwolniony. I rzeczywiście: wkrótce motorniczy został przeniesiony, MPK znalazło pretekst do zwolnienia i po kilku dniach wręczono mu wypowiedzenie. Ostatecznie mężczyzna sam skrócił okres wypowiedzenia i zamiast z końcem lutego przestał pracować w MPK w grudniu.
Dziś Krzysztof Balawejder nie chce komentować tej sytuacji ani powodów zwolnienia motorniczego. Najpierw odpowiadał “nie znam człowieka”. Jednak zapytany czy krążąca w internecie wymiana komentarzy między motorniczym a prezesem jest fałszywką i nigdy nie miała miejsca zaprzeczył.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze