Gdy wandale kradną pióro z pomnika Fredry na wrocławskim rynku, miejscy strażnicy reagują w kilka sekund. Rynek mają pod stałym nadzorem. Ale gdy parę ulic stąd szesnastoletni Adam w środku nocy wchodził do Odry, w której potem utonął, nie zareagował nikt. Adam to już kolejna ofiara rzeki w tej samej okolicy. Odra nawet w centrum Wrocławia nie jest objęta pełnym monitoringiem. I nie będzie, bo miejscy urzędnicy z Wrocławia uważają, że byłoby to... nieracjonalne.
Liczby są dramatyczne. We Wrocławiu tonie najwięcej ludzi w Polsce. Według najświeższych oficjalnych statystyk, w ciągu sześciu lat od 2018 do 2023 roku, w samym mieście utonęły aż 74 osoby, w tym 43 - w rzekach. Dla porównania, w tym samym okresie w Krakowie utonęło 36 osób (w rzekach 21), w Warszawie - 42 (w rzekach 13), a w Gdańsku - 36 (w rzekach - 11).
To nie jest przypadek. Tak dramatyczne statystyki dotyczące Wrocławia to oczywiście efekt tego, że żadne z polskich miast nie ma w swoich granicach tak wielu rzek i kanałów. Wrocławski Węzeł Wodny jest nie tylko największym takim systemem w Polsce, ale też jednym z największych w Europie.
Ceną jest ludzkie życie. Kilka dni temu cały Wrocław żył dramatem szesnastoletniego Adama z Wałbrzycha, który przyjechał do naszego miasta z czterema kolegami. Po sprzeczce odłączył się od nich i sam chodził po centrum. W nocy zaginął. Jego ciało znaleziono kilka dni później w Odrze koło Uniwersytetu Wrocławskiego.
Do dziś nie udało się za to odnaleźć 22-letniego Radka, który w sylwestrową noc z 2023 na 2024 rok miał skoczyć do Odry z mostu Grunwaldzkiego. Szukający go ratownicy przez przypadek tuż obok natknęli się na ciało innego topielca - 29-latka, którego zaginięcia nikt wcześniej nie zgłaszał.
Do dziś nie odnaleziono Vlada Schura - młodego Ukraińca, który pięć lat temu zaginął w okolicy wyspy Tamka. Jego rodzina wierzy, że chłopak wciąż żyje, choć służby są niemal pewne, że i on utonął w rzece.
Jak zginął szesnastoletni Adam? Dziś wiemy już, że sam wszedł do wody. Zarejestrowały to kamery. Prokuratura ma już to nagranie. Niestety, nikt nie obserwował obrazu z kamer na żywo. Nie udało się więc zareagować w porę. Samego momentu utonięcia Adama kamery już nie zarejestrowały. Na razie nie wiadomo więc, co było przyczyną utonięcia.
Ratownicy, którzy praktycznie codziennie uczestniczą w akcjach na Odrze, nie mają wątpliwości: monitoring rzeki mógłby pomóc uratować niejedno życie. - Byłby przydatny przede wszystkim w szybszej reakcji i szybszym dotarciu do miejsca zagrożenia - tłumaczy Krzysztof Skrzyniarz, prezes dolnośląskiego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Ale dziś miejskim monitoringiem objęte są tylko wybrane okolice rzeki. Kamery są na bulwarze Dunikowskiego i bulwarze Kaczyńskich, ale nie ma ich już po drugiej stronie Odry - od strony ul. Joliot-Curie i Ostrowa Tumskiego. Na Wyspie Słodowej jest pięć kamer, ale już na Wyspie Bielarskiej - tylko dwie. Na Tamce, Wyspie Daliowej i na wyspie Piasek - ani jednej. Odrę od strony Rynku obejmują tylko kamery na skrzyżowaniach przy Hali Targowej, na skrzyżowaniu Szewskiej i Grodzkiej oraz przy wjeździe na Most Uniwersytecki. Odry w okolicach Kępy Mieszczańskiej miejskie kamery nie obserwują w ogóle (z wyjątkiem jednego miejsca przy moście Pomorskim obok kompleksu Bulvary).
- Nie ma i nie będzie monitoringu Odry. Byłby nieracjonalny - mówi Tomasz Sikora, zastępca dyrektora wydziału komunikacji społecznej w Urzędzie Miejskim Wrocławia. - Najpierw powinniśmy zadbać o kamery znajdujące się w Rynku, bo to właśnie tam dzieje się więcej, niż na wodzie. To właśnie tam powinni zostać zatrudnieni dodatkowi pracownicy. Na lądzie, a nie na wodzie - uważa Sikora.
- Wody Odry patroluje też straż miejska swoimi dwoma szybkimi motorówkami, a wszystkie służby są koordynowane przez Centrum Zarządzania Kryzysowego - przekonuje Tomasz Sikora.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze