Reklama

Od środka: Nowohoryzontowy Arsenał

23/07/2011 00:00

Zapraszamy w wirtualną podróż po wrocławskich lokalach - pubach, kawiarniach i restauracjach. Nie będziemy jednak bawić się w krytyków kulinarnych, dyskutować o smakach, stawiać gwiazdek, plusików i punktów. Przyjrzymy się natomiast wnętrzom, ich stylistyce oraz wystrojowi i z nieskrywaną satysfakcją będziemy krążyć po mieście w poszukiwaniu przyjaznych przestrzeni.

W tym tygodniu zbaczamy nieco z obranego kursu znanych i lubianych przestrzeni wrocławskich lokali na rzecz tymczasowej atrakcji – klubu festiwalowego 11. festiwalu Nowe Horyzonty.



Podobnie, jak w poprzednim roku festiwalowe „zacisze” zlokalizowane zostało na terenie jednej z najstarszych, zachowanej w prawie pierwotnym kształcie wrocławskich budowli, w Arsenale przy ul. Cieszyńskiego.



Na wybór oddziału Muzeum Miejskiego Wrocławia na siedzibę „nowohoryzontowego” klubu z pewnością wpływ miało nie tylko doskonałe usytuowanie (blisko kino Helios i rynek), ale i pokaźne rozmiary oraz niepowtarzalny klimat tego miejsca.



Klub podzielono na dwie części, każda z nich zamknięta została w przestrzeni dziedzińców. Na wewnętrznym podwórzu miejsce znalazła tegoroczna scena muzyczna. Upstrzona reflektorami, rampami i sprzętem elektronicznym estrada posiada specjalne zadaszenie, dzięki któremu nawet kapryśna pogoda jakoś nie odstrasza. Stricte koncertowy klimat patia przełamuje prezentowana na otaczających je murach wystawa Witolda Liszkowskiego „Pinku eiga - sztuka osobista”.


Plenerowy klub festiwalowy rządzi się swoimi prawami. Jego główna funkcja to integracja uczestników filmowego święta, możliwość wymienia opinii i wrażeń ze znajomymi, innymi widzami, filmowymi twórcami i znawcami. Celem więc tego miejsca nie jest wystrój sam w sobie, tylko stworzenie ludziom pewnych udogodnień i lekkie zbudowanie atmosfery. Zadanie jest o tyle trudne, że klub istnieje przez zaledwie 10 dni, i co najważniejsze, znajduje się pod gołym niebem. W tym roku aura niestety nie jest litościwa dla organizatorów. Ulewne deszcze podnoszą więc poprzeczkę wymagań względem wytrzymałości elementów wyposażenia. Jak więc urządzić tego typu przestrzeń, nie ocierając się jednocześnie o najłatwiejsze w tym przypadku zastosowanie zwykłych drewnianych ław i stołów znanych z każdego ogródka piwnego?



Najlepiej w tym przypadku sprawdzają się naszym zdaniem leżaki (choć być może nie docenimy ich walorów przy tej pogodzie). Przywodzą na myśl błogie, wakacyjne leniuchowanie i pełen relaks. Dodatkowo można się w nich bezkarnie zapaść, i po całym dniu siedzenia w kinie przyjąć w końcu pozycję półleżącą. Dla osób, którym nie poszczęści się upolowanie tego festiwalowego mebelka, czeka coś innego – prostopadłościenna, miękka pufa. Tutaj co prawda nie znajdziemy już oparcia na plecy, za to zestaw białych i różowych kubików możemy dowolnie grupować i ustawiać.




No właśnie, kolor gra tu niebagatelną rolę, bowiem charakterystyczna, przewijająca się przez otoczeniu klubu filmowego magenta, jest barwą firmową nowego sponsora festiwalu. Kontrastuje z łagodzącym ją białym, który różowe dodatki wyróżnia i uszlachetnia. Dodatkowo wieczorami atmosfera budowana jest jeszcze barwnym oświetleniem.



Na koniec pozostawiamy miejsce niedostępne zwykłym śmiertelnikom. W północnym zakątku klubu, nieco z dala od wścibskich oczu gapiów ulokowano tzw.vip room, czyli przestrzeń dla festiwalowych gości i możnych tego świata. To zdecydowanie najbardziej urokliwy „kącik” klubu i co ciekawe, w dużej mierze jest to zasługą właśnie nowych festiwalowych barw. Schowaną pod białym namiotem i utrzymaną w tonacji magenta i bieli strefę okraszają naturalnie rosnące w tym miejscu ogromne, kwitnące krzewy róży chińskiej.




Klub festiwalowy w Arsenale to przykład, jak przy minimum środku zbudować maksimum efektu. Nie jest jednak ani efekciarsko i z nadęciem, nie jest również biwakowo i byle jak. Bo w końcu klub w Arsenale reprezentuje festiwal, którego tegorocznym logo jest enigmatyczna i estetyczna... po prostu zwykła, pozioma, różowa kreska.


***


W cyklu Od środka możesz przeczytać:


Falanster

Dom Lodów Barton


Aleksandra Błażowska, Julia Spychalska

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości