Obecność kota Wrocka w urzędzie wzbudziła wątpliwości mieszkańca Wrocławia. Po jego zapytaniu sanepid sprawdził, czy mieszkanie zwierzęcia w ratuszu nie zagraża petentom i czy nie są naruszone przepisy sanitarne.
Wrocławski sanepid sprawdzał, czy kot prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka może mieszkać w ratuszu i nie zagraża petentom. - Pismo z takim zapytaniem wpłynęło do nas i żeby na nie odpowiedzieć, trzeba zasięgnąć informacji. Napisaliśmy pismo do prezydenta Wrocławia i teraz przyszła odpowiedź - tłumaczy dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej we Wrocławiu Paweł Wróblewski. O sprawie pierwsze poinformowało Radio Wrocław.
Jak tłumaczy Wróblewski, przepisów bezpośrednio zabraniających trzymania zwierząt w budynkach użyteczności publicznej nie ma, ale są przepisy sanitarne. Sanepid chciał się dowiedzieć m.in. czy obecność zwierzęcia nie utrudnia funkcjonowania urzędu, czy ma dokumenty, potwierdzone badania i nie jest niebezpieczne.
- Pan prezydent poinformował, że kot jest badany, zadbany ma swoje miejsce, a petenci są pytani czy sobie życzą obecności kota, bo mogą np. mieć alergię lub bać się zwierząt - mówi Paweł Wróblewski. Jacek Sutryk wyjaśnił, że w urzędzie jest pomieszczenie, gdzie spotkania mogą odbywać się bez kota Wrocka, urzędnicy używają środków dezynfekujących i przygotowują posiłki w wydzielonym miejscu. - Należy też pamiętać, że prezydent, jako właściciel kota i tak odpowiada, jeśli coś się stanie - dodaje Wróblewski.
Kot trafił do prezydenta Wrocławia w lutym 2019 r. Legenda miejska głosi, że został znaleziony na dworcu autobusowym przez pracownicę Polbusu, którym wtedy - dwa ostatnie miesiące - kierował Krzysztof Balawejder. Wkrótce rasowy kot brytyjski trafił do gabinetu Jacka Sutryka.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze