Cristian Diaz nie znalazł się w kadrze na mecz z Hannoverem 96. Nie było go również w składzie na spotkanie z Widzewem Łódź i zapewne nie będzie w zestawieniu na Koronę Kielce. Co dalej z Argentyńczykiem? I kiedy zapadną jakieś konkretne decyzje w jego sprawie?
Kłopoty Cristiana Diaza zaczęły się w przerwie meczu z Legią Warszawa o Superpuchar Polski. Wówczas Argentyńczyk na informację, że na drugą połowę już nie wyjdzie na boisko, zareagował bardzo impulsywnie i nazwał trenera Oresta Lenczyka „ch…”.
Nikt w klubie nie chciał komentować całego zajścia, ale poinformowano, że zawodnik został ukarany finansowo za złe zachowanie. Wydawało się, że sprawa została rozwiązana. Co prawda Diaz nie znalazł się za karę w kadrze na spotkanie z Widzewem w Łodzi, ale wszyscy sądzili, że na starcie pucharowe z Hannoverem będzie już w składzie. Z Niemcami na pewno jednak nie zagra i tak naprawdę nie jest jasne, kiedy może wrócić na boisko.
Pytany bowiem o Diaza trener Lenczyk odpowiada krótko: - Powiadomiłem kierownictwo klubu o całym zajściu tuż po powrocie z Warszawy, ale do tej pory nikt ze mną na ten temat nie rozmawiał. Czekam także na jakąś oficjalną wypowiedź Diaza, żeby móc się ewentualnie do tego odnieść.
Co ma się więc wydarzyć, aby piłkarz wrócił do składu? Albo inaczej – czy w klubie w ogóle ktoś zajął się tą sprawą, aby ją zakończyć w jakikolwiek sposób? Za kilka dni miną dwa tygodnie od całego incydentu, a problem jak był, tak jest. Piłkarz jest nadal zawodnikiem Śląska, nadal bierze pieniądze, ale trener nie zamierza z niego korzystać, bo czeka na reakcję kierownictwa klubu i samego zawodnika. Można odnieść wrażenie, że władze klubu nie bardzo jednak wiedzą, co mogą jeszcze z tym problemem zrobić.
Jest to kolejny przykład tego, że na Oporowskiej nie dzieje się dobrze. A może dni Lenczyka są już policzone i…
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze