Tramwaje, do których na godzinę przed meczem nie dało się wsiąść nawet na Świdnickiej, i takie, które po meczu nie wiedzieć dlaczego nie chciały ruszyć z pętli. Do tego wąska kładka tak zawalona kibicami, że pozostali wspinali się po błotnistej skarpie na wiadukt – pod okiem, bo już nie pod kierownictwem policji. Śląsk w debiucie na stadionie wygrał – organizatorzy nie.
Trudno wyrokować kto w ubiegły piątek był bardziej zaskoczony: organizatorzy, że kibice ich posłuchali i postanowili na mecz dotrzeć komunikacją zbiorową zamiast samochodami, czy kibice usiłując zrozumieć kto to tak zorganizował, że nie da się wsiąść do tramwajów – tak są zapchane. Efekty były takie, że tłum w zielono-biało-czerwonych szalikach szedł na stadion pieszo wzdłuż całej Lotniczej, często zostawiając samochody pod Astrą.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze