W środę piłkarze Śląska po raz pierwszy trenowali pod okiem Stanislava Levego. W zajęciach udziału nie brał Amir Spahić, chociaż bardzo chciał.
Po każdym meczu sztab medyczny dokonuje oceny stanu zdrowia piłkarzy Ślaska. I tak też było po spotkaniu z Ruchem Chorzów. Drobne urazy są czymś normalnym i nie stanowią przeszkody w normalnym trenowaniu. Ale są tez takie urazy, z które nie są poważne, ale mogą prowadzić do czegoś bardziej groźnego. I taki przypadek właśnie zdarzył się Amirowi Spahiciowi.
Lekarz poinformował o tym trenerów i Spahić miał zostać wyłączony z zajęć w środę. Pech, a może nie pech, chciał, że był przy tym obecny Piotr Waśniewski. Kiedy piłkarz zjawił się na Oporowskiej, prezes zapytał go o uraz i jak się czuje. Piłkarz udawał zaskoczonego i stwierdził, że nic mu nie jest i może normalnie trenować. Przypomnijmy, że było to przed pierwszym treningiem pod wodzą Stanislava Levego.
Prezes poinformował o wszystkim lekarzy oraz trenerów. Powstało małe zamieszanie, ale ostatecznie dało się przekonać piłkarza, aby odpoczął od treningu, bo uraz może się tylko pogłebić. Amir Spahić nie był z tego powodu zadowolony, ale nic nie mógł poradzić.
Kiedy trwał już trening zespołu, lewy obrońca z karimatą pod pachą pojawił się na murawie. Podszedł do Stanislava Levego i rozmawiał z nim przez kilka minut. Później poszedł ćwiczyć indywidualnie.
- Pojawił się nowy trener i zaczęła się walka o miejsce w zespole. Wiedzą, że zaczynają od zera i nikt nie chce stracić treningu, bo można stracić również miejsce w składzie. Poza tym nikt nie chce zaczynać pracy z nowym trenerem od powiedzenia mu, że ja dzisiaj nie ćwiczę, bo mnie noga boli – śmiali się włodarze Śląska.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze