Reklama

Mistrz Polski na kolanach. Widzew - Śląsk 2:1

18/08/2012 00:00

Od falstartu zaczęli nowy sezon T-Mobile Ekstraklasy piłkarze Śląska Wrocław. W Łodzi zagrali kiepski mecz i zasłużenie przegrali z Widzewem 1:2.

Śląsk nowy sezon zaczął wcześniej niż większość krajowych ligowców, bo rywalizował w eliminacjach Ligi Mistrzów. Na boiskach Europy wrocławianie nie pokazali nic, ale można było to zrzucić na karb faktu, że europejscy rywale to jednak za wysoka półka. Mecz z Widzewem pokazał jednak, że Śląsk z każdym kolejnym spotkaniem rozmienia na drobne mistrzowską chwałę. Akurat klub z Łodzi był wymarzonym rywalem na początek sezonu. Bo przecież drużyna trenera Radosława Mroczkowskiego w wakacje przeszła kadrową rewolucję, a w Łodzi dano szanse wielu młodym piłkarzom.

Okazało się jednak, że ambicja, waleczność i wola walki tych młodych wilczków wystarczyła, by odprawić Śląsk Wrocław z kwitkiem. Inna sprawa, że wrocławianie też nie byli specjalnie trudnym rywalem. W Łodzi zagrali chaotycznie, bez pomysłu i znowu bardzo niepewnie w obronie. A już na kompletny absurd zakrawa fakt, że na boisku pojawił się nawet Piotr Ćwielong. Ten sam, któremu trener Orest Lenczyk powiedział wprost, że jest za słaby na Śląsk i którego nagle kilka dni temu przywrócił do zespołu. A na dokładkę dał banicie Ćwielongowi pograć w chwili, gdy Śląsk strzelił kontaktowego gola i walczył o remis. Nic oczywiście do Piotra Ćwielonga nie mamy, ale takie decyzje trenera trudno zrozumieć.

Pewnym usprawiedliwieniem dla Śląska może być fakt, że w Łodzi zagrał mocno osłabiony. Zawieszony jest m.in. Sebastian Mila, Łukasz Gikiewicz, Dalibor Stevanović i Mariusz Pawelec. A każdy z wymienionych to ważne ogniwo wrocławskiego łańcucha. Z Widzewem nie zagrał też Cristian Diaz, który po raz kolejny pokłócił się z trenerem Orestem Lenczykiem. Ale mistrzowi Polski, dysponującemu w miarę szeroką kadrą, takie wymówki nie przystoją. Tym bardziej, że Widzew po wakacjach nadal jest w budowie. Tymczasem od pierwszych minut sobotniego meczu oba zespoły toczyły wyrównany bój. Już w 9. minucie Widzew mógł objąć prowadzenie, ale Alex Bruno zmarnował doskonałą okazję. Chwilę później w jego ślady poszedł pomocnik Śląska Mateusz Cetnarski. Obsłużony świetnym podaniem przez Johana Voskampa, stanął do pojedynku z bramkarzem Widzewa, ale źle trafił w piłkę i Maciej Mielcarz pewnie wyjaśnił zamieszanie.

Obrona Śląska w tym sezonie jest najsłabszym punktem wrocławskiej jedenastki. W Łodzi po raz kolejny dała “popis” i była bliska sprezentowania Widzewowi dwóch goli. Po fatalnym błędzie Tadeusza Sochy ryzykownie interweniował Marian Kelemen. Słowak poradził sobie, jak mógł i wyłuskał piłkę spod nóg rozpędzonego Alexa. Ale łodzianie głośno domagali się rzutu karnego i gdyby Kelemen spóźnił się o kilka sekund, mieliby pełne prawo, by go otrzymać. A tuż przed przerwą w polu karnym Śląska padł Ben Dhifallah, wcześniej ostro walczący na łokcie z Rafałem Grodzickim. W tej sytuacji wrocławscy obrońcy też przysnęli, pozwalając łodzianom na atak.

Na początku drugiej połowy Śląsk wykreował sobie wymarzoną sytuację. Znów świetnie podawał Voskamp, a Sylwester Patejuk w pojedynku z Maciejem Mielcarzem trafił prosto w łódzkiego bramkarza. Po chwili łodzianie skarcili Śląsk za ten brak skuteczności. Prowadzenie dał Widzewowi Sebastian Dudek, który w czerwcu po kilku latach gry pożegnał się ze Śląskiem, a ostatnie miesiące jego gry we Wrocławiu upłynęły pod znakiem ostrego konfliktu z trenerem Lenczykiem. Popularny “Dudi” z gola się nie cieszył, ale jego koledzy jak najbardziej. Bo mogli grać na większym luzie, licząc, że zmuszeni do ataków wrocławianie zostawią im więcej miejsca na kontrataki. I nie przeliczyli się. Śląsk w ofensywnie był zbyt pasywny, by zagrozić bramce Widzewa, ale w obronie nadal wiało dziurami. I wykorzystał to Łukasz Broź, który w 78. pewnym strzałem pokonał Mariana Kelemena.

Śląsk szybko wziął się w garść i odpowiedział kontaktowym golem Przemysława Kaźmierczaka. Ale na więcej mistrzów Polski nie było już stać. Owszem, próbowali atakować, ale ambitni widzewiacy nie dali sobie wyrwać zwycięstwa. I to zespół trenera Mroczkowskiego cieszył się ze zwycięstwa, za to w Śląsku wyraźnie narasta problem, którego rozwiązaniem wydaje się być zmiana szkoleniowca.

Widzew Łódź - Śląsk Wrocław 2:1 (0:0)
Bramki: Dudek (56.), Broź (74.) - Kaźmierczak (79.).

Widzew: Mielcarz - Broź, Phibel, Abbes, Bartkowski - Dudek (76. Pietrowski), Bruno Alex (74. Rybicki), Bartoszewicz, Kaczmarek - Ben Dhifallah (68. Stępiński), Okachi.
Śląsk: Kelemen - Socha, Kowalczyk, Grodzicki (65. Sobota), Wasiluk (90. Spahić) - Elsner, Jodłowiec, Kaźmierczak, Cetnarski, Patejuk (78. Ćwielong) - Voskamp.

Sędzia: Daniel Stefański.
Żółte kartki: Kaczmarek - Kowalczyk, Patejuk.
Widzów: ok. 2 tys.


Łukasz Maślanka

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości