Często zwany błędnie „Cmentarzem Żołnierzy Radzieckich” powstał w latach 1945-47 na ponad pięciohektarowej działce na wrocławskich Krzykach. Prace przy jego budowie rozpoczęto już w kwietniu 1945, gdy walki o Wrocław jeszcze trwały. Partynicką nekropolię kojarzą wszyscy wjeżdżający do Wrocławia od południa – przez pary charakterystycznych czołgów ustawionych przy południowej (i północnej) bramie.
Ulokowany między ulicami Karkonoską i Wyścigową ma kształt trójkąta rozwartokątnego o szerokiej podstawie, a zaprojektowany został przez Tadeusza Ptaszyckiego – polskiego architekta, który kierował odbudową Wrocławia i był głównym projektantem krakowskiej Nowej Huty. Najdłuższy bok od strony zachodniej zdobią dwie armaty dywizyjne ZiS-3, stanowiące dekorację wejścia głównego. Centralnym elementem cmentarza, do którego prowadzi aleja główna, jest glorieta, czyli pawilon ogrodowy z kolumnami. Zaprojektował ją w 1947 roku Roman Feliński w formie pięciu połączonych ze sobą kolumn (z góry nieco przypominających gwiazdę) ustawionych na okrągłej, schodkowej podstawie. W środku gloriety znajduje się granitowa urna umieszczona na wysokim, kamiennym cokole. Spoczywają tam prochy dwukrotnego Bohatera Związku Radzieckiego – znakomitego lotnika – generała Iwana Połbina, strąconego nad Wrocławiem 11 lutego 1945 roku.
Od gloriety – w stronę dwóch bocznych wejść (północnego i południowego) – prowadzą dwie symetryczna aleje ze szpalerami drzew. Aleja główna prowadząca od wejścia głównego w stronę gloriety dzieli obszar cmentarza na dwa trójkąty prostokątne, na środku których znajdują się okrągłe pola z marmurowymi obeliskami. Równomiernie rozmieszczone groby zgrupowane są najczęściej w kwadratowych bądź prostokątnych kwaterach, podzielonych na pola grzebalne i otoczonych niewysokimi żywopłotami. W 1962 roku, podczas pierwszych prac konserwatorskich, płyty nagrobne wykonane z czarnego kamienia wymieniono na lastrykowe.
Zarówno cztery czołgi T-34 jak i dwie armaty to autentyczny sprzęt Armii Czerwonej, który podczas walk znajdował się na wyposażeniu 6. Armii I Frontu Ukraińskiego. Jeden z czołgów o numerze 217 owiany jest legendą, o której wspomina Stanisław Sado w broszurze z 1955 roku „X lat”. Czołg ten jako pierwszy na Dolnym Śląsku przekroczył rzekę Ślęzę i przebił się na Krzyki. W okolicach rozgłośni radiowej wraz z podobnymi maszynami stoczył wielogodzinny bój z oddziałami niemieckimi. Tam został trafiony i unieruchomiony, ale cała załoga zdążyła się ewakuować i broniła się w pobliskim domu oczekując wsparcia radzieckiej piechoty. Gdy nadeszła pomoc – załoga naprawiła prowizorycznie swój czołg i ruszyła wzdłuż wału kolejowego w okolicach rozgłośni radiowej do walki z Niemcami. Udało się im dojechać do ulicy Gajowickiej, gdzie 27 kwietnia czołg otrzymał ostatnie trafienie i zginął wtedy celowniczy wozu – sierżant Nichajew, który jako jedyny z załogi dotarł do Wrocławia spod Kurska.
Na cmentarzu pochowanych jest ponad 700 radzieckich oficerów, w tym kilkudziesięciu nieznanych z imienia i nazwiska. Wśród pochowanych znajdują się także dwaj niemieccy antynaziści – Horst Viedt i Josef Wagner z oddziałów komitetu „Wolne Niemcy”. Cmentarz otoczony jest opieką Urzędu Miasta i Ambasady Federacji Rosyjskiej, z inicjatywy której rok temu rozpoczął się jego remont. Poza wymianą lastrykowych płyt nagrobnych na kamienne i obłożeniu kamieniem cokołów, na których ustawione są T-34 oraz armaty, zdecydowano się na pomalowanie czołgów i dział bojowych na kontrowersyjny, jasnozielony kolor – krytykowany często przez miłośników i znawców militariów.

Armaty dywizyjne ws. 1942 (ZiS-3) sprzed remontu przy bramie głównej, fot. Wratislaviae Amici (MT)
Cmentarz Oficerów Radzieckich jest czasem miejscem wieczornych libacji, wykorzystywany bywa często do spacerów z psami, nieobce są mu też ataki wandalizmu. Na początku 2011 roku ktoś w dosyć wyrafinowany sposób „przyozdobił” lufy czołgów pomarańczowymi błyskami – wykonanymi ze styropianu językami ognia, o czym pialiśmy 7 lutego. Przez jakiś czas czołgi w komiksowy sposób „strzelały” wzbudzając rozmaite reakcje – od oburzenia i zażenowania, po rozbawienie.
Cmentarz to jednak nie miejsce na takie działania twórcze, nie mówiąc już o pospolitym wandalizmie. Pochowanym ludziom należy się szacunek, a w naszej kulturze również cicha refleksja – niezależnie od historycznych czy politycznych okoliczności ich śmierci. Warto o tym pamiętać, odwiedzając tę wojenną nekropolię, której nie można odmówić urody i wyjątkowej atmosfery.
----------------
W cyklu Odkrywamy Wrocław pisaliśmy o miejscach takich jak: WUWA, Arsenał, Uniwersytet Wrocławski, Ogród Botaniczny, nasyp kolejowy przy ul. Bogusławskiego i Nasypowej, Ogród Japoński, nasz własny plac Gwiazdy, o pomyśle budowy wieżowców zamiast Sukiennic w Rynku, legendarnych barach mlecznych, kampusie Politechniki, wzgórzu Bendera, Poltegorze, trzech wrocławskich lotniskach, o ulicy Szewskiej, początkach miasta, wrocławskim Manhattanie, ogrodach Ossolineum, młynie św. Klary, Solpolu... i wielu, wielu innych.
Wszystkie teksty z naszego cyklu znajdziecie w specjalnej zakładce.
Zapraszamy Was do współpracy przy jego tworzeniu. Piszcie do nas maile z propozycjami miejsc.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze