Multizadaniowy, mobilny, naszpikowany elektroniką - taki jest Watermaster, nowa maszyna kupiona przez Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej we Wrocławiu. Będzie wykonywać prace hydrotechniczne i melioracyjne trzydzieści razy szybciej niż tradycyjny sprzęt. Pająk kosztował 4 mln złotych, ale inwestycja ma zwrócić się bardzo szybko.
Watermaster jest szeroki na 4 metry, wysoki na 3 i długi na 11 (a licząc z wysięgnikiem – na 16 m). Waży około 17 ton. Ma 6-cylindrowy silnik diesel z turbodoładowaniem, chłodzony wodą. A dzięki napędowi śrubowemu o mocy 60 KW może poruszać się po wodzie z prędkością 4 węzłów.
- Jego największą zaletą jest wielozadaniowość – może wykonywać praktycznie wszystkie prace w wodzie. Jak chociażby wbijać pale niezbędne do uszczelniania wałów – to niezwykle istotne z punktu widzenia ochrony przeciwpowodziowej. Tam gdzie wcześniej musiał wjeżdżać ciężki sprzęt, teraz wystarczy Watermaster – tłumaczy Magdalena Łońska z Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej we Wrocławiu.
Łatwiej chyba wymienić rzeczy, których pająk zrobić nie może niż te, które może. Roboty pogłębiarskie, wzmacnianie skarp i zapobieganie erozji nabrzeży, ścinanie drzew i krzaków specjalnymi piłami, usuwanie roślinności za pomocą wideł hydraulicznych, bagrowanie pompowe (stosowane przy pogłębianiu koryta rzeki), refulacja, czyli przepompowanie rurami urobku z dna akwenu, prace ziemne, a nawet usuwanie zatorów lodowych – to wszystko Watermaster potrafi.
I co najważniejsze, błyskawicznie zareaguje w sytuacjach awaryjnych.
- Wiele osób zarzucało nam opieszałość przy usuwaniu np. zatorów na rzece. A my musieliśmy działać zgodnie z prawem, czyli rozpocząć postępowanie przetargowe, rozstrzygnąć je itd. Trwało to nawet kilka miesięcy. Dzięki nowej maszynie takie problemy jesteśmy w stanie rozwiązać od ręki - dodaje Magdalena Łońska.
Dzięki niskopodłogowej przyczepie, która może się poruszać po drogach lądowych Watermastera bez problemu można przetransportować nawet w odległe miejsce, gdzie akurat jest potrzebny. Magdalena Łońska wyjaśnia:
- Pająk jest niesamowicie mobilny, sam się ładuje na przyczepę transportową, sam się też z niej rozładowuje. Możemy go więc bez przeszkód przewozić z miejsca na miejsca i wypuszczać do rzeki w dowolnym jej fragmencie.
Bo maszyna może pracować zarówno na płytkich wodach przybrzeżnych, jak i na głębszych wodach otwartych. Nie niszczy przy tym skarp na lądzie. Z przyczepy na brzeg akwenu schodzi przy pomocy 4 hydraulicznych szczudeł i wysięgnika z koparką. Potem przy użyciu szybkozłączy mocowane jest na nim oprzyrządowanie robocze oraz pływaki boczne. Następnie maszyna schodzi z brzegu do wody i odpływa samodzielnie wykorzystując napędzaną hydraulicznie śrubę napędową.
Pieniądze na zakup Watermastera pochodzą z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
- Pająk to pomysł naszego dyrektora, któremu udało się znaleźć na niego pieniądze. Kosztował 4 mln złotych. Zrobiliśmy analizę finansową i okazało się, że maszyna wykona ten sam zakres prac trzy razy taniej i trzydzieści razy szybciej niż tradycyjny sprzęt. Inwestycja zwróci się nam więc bardzo szybko - podkreśla Łońska.
Obecnie cztery osoby uczą się obsługi robota-pająka. Szkolą ich specjalnie sprowadzeni z Finlandii instruktorzy. Ale to nie znaczy, że maszyna normalnie nie pracuje.
- To są szkolenia praktyczne, wykonywane na rzece. Więc oprócz tego, że nasi pracownicy uczą się posługiwać Watermasterem, maszyna wykonuje przy okazji prace hydrotechniczne. Różnica polega na tym, że wszystko odbywa się pod czujnym okiem fińskich instruktorów – dodaje Magdalena Łońska.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze