Na otwarcie Stadionu Narodowego Polska zremisowała z Portugalią 0:0. W końcówce spotkania na boisku pojawił się Sebastian Mila ze Śląska Wrocław.
Sebastian Mila, kapitan Śląska Wrocław, na boisko wszedł dopiero w 89 minucie. Zastąpił Jakuba Błaszczykowskiego. Cztery minuty później arbiter spotkania gwizdną po raz ostatni. W sumie był to dla Mili trzydziesty występ w reprezentacji Polski. Po raz ostatni rozgrywający Śląska bronił barw naszego kraju w grudniowym sparingu z Bośnią i Hercegowiną. Wówczas Polska wygrała 1:0 (zwycięskiego gola zdobył Waldemar Sobota również zawodnik Śląska), a Mila był najlepszym zawodnikiem naszej drużyny. To wówczas przekonał trenera Franciszka Smudę, że warto dać mu jeszcze szansę gry w reprezentacji. Czy zaledwie symboliczny występ przeciwko Portugalii oznacza jednak, że selekcjoner już nie zamierza powoływać kapitana Śląska?
Trudno w tej chwili jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno kibice Śląska oraz sam zawodnik liczyli na więcej w meczu z Portugalią. Ten symboliczny występ wcale jednak ni musi oznacza, że Smuda znowu będzie pomijał Milę. Długo nie powoływał Kamila Grosickiego, a teraz, kiedy ponownie na niego postawił, tłumaczył, że to niemal pewniak do kadry, a pomijał go, bo sprawdzał innych piłkarzy. Grosicki zresztą z Portugalią też się nie nagrał, bo na boisku pojawił się dopiero w 68 minucie. Trudno nadążyć za myślami Smudy i trudno odgadnąć, co dalej pocznie on z Milą. Trzeba cierpliwie czekać na kolejne powołania.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze