Czy zaledwie sześć wygranych meczów do końca sezonu może dać pewny start w europejskich pucharach? Okazuje się, że tak. A WKS pierwszy z małych kroków może zrobić już w środę wieczorem.
W środę o godzinie 20.30 piłkarze Śląska zmierzą się na Stadionie Miejskim w 1/8 Pucharu Polski z GKS Bełchatów. Jeżeli wygrają, to od pewnego startu w europejskich pucharach będzie dzieliło wrocławian tylko pięć zwycięstw. To własnie jest urok Pucharu Polski, który stanowi najkrótszą drogę na europejskie salony.
Specyfika Pucharu polega na tym, że tak naprawdę wcale nie trzeba wygrywać, aby go zdobyć. Wystarczy korzystnie remisować (na przykład bramkowo na wyjeździe i bezbramkowo u siebie), aby dotrzeć do finału. Tam też można mecz zakończyć w regulaminowym czasie remisem, aby szalę zwycięstwa przechylić na swoją korzyść dopiero w rzutach karnych. Przy dobrym układzie tabeli nawet porażka w finale tych rozgrywek może dać prawo gry w europejskich pucharach.
Nie może więc dziwić, że swego czasu niektóre kluby wyspecjalizowały się w zdobywaniu tego trofeum, bo była to najprostsza droga do Europy. Przykładem może być Amica Wronki, która w latach 90-tych należała do ligowej czołówki, ale nigdy nie biła się o mistrzostwo. Koncentrowała się za to na pucharze, który zdobyła trzy razy z rzędu. Również Legia Warszawa upodobała sobie trofeum i zdobyła go już 15 razy.
W Śląsku przez długie lata było za to zupełnie odwrotnie. Wrocławianie traktowali Puchar jak zło konieczne i często swój start w tych rozgrywkach kończyli na pierwszym meczu i rywalu znacznie niżej notowanym. Dla trenerów było to pole do eksperymentów. Teraz jest inaczej i Śląsk chce po 26 latach sięgnąć ponownie po Puchar Polski. Tyle, że dzisiaj w ten sposób do Europy chce się dostać każdy klub - droga szybka, krótka i znacznie łatwiejsza niż ligowa rywalizacja.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze