Reklama

Superpuchar Polski dla piłkarzy Śląska Wrocław!

12/08/2012 00:00

Gdy Śląsk Wrocław zdobył mistrzostwo Polski, wiele słów napisano, że to najsłabszy mistrz kraju od wielu lat. I że to nie wrocławianie sięgnęli po ligowe złoto, tylko Legia Warszawa je zgubiła. Boisko jednak po raz kolejny zweryfikowało poziom obu ekip. Śląsk Wrocław wygrał w Warszawie 4:2 po serii rzutów karnych i zdobył drugi w klubowej historii Superpuchar Polski.

Gdy w tym meczu padały gole, trudno było oprzeć się wrażeniu deja vu. Bo obie bramki były łudząco podobne do tych, które kibice obu ekip oglądali wiosną. Wynik spotkania otworzył Śląsk, a gol był niemal idealną kopią tego, który w Krakowie dał wrocławianom tytuł mistrza Polski. I jego strzelcem znów był Słoweniec Rok Elsner, a podawał niezastąpiony przy stałych fragmentach gry kapitan Śląska Sebastian Mila. Na gola wrocławianie solidnie zapracowali. W pierwszej połowie radzili sobie nieźle i nie przypominali zespołu, który w eliminacjach Ligi Mistrzów został dwa razy rozbity przez szwedzki Helsinborgs IF.

Legioniści wyrównali w drugiej połowie. I znów mieliśmy gola - powtórkę z rozrywki. W 59. minucie z rzutu wolnego strzelił Daniel Ljuboja i perfekcyjnie przymierzył, mieszcząc piłkę tuż przy lewym słupku bramki Śląska. W lutym we Wrocławiu Serb w identyczny sposób pokonał strzegącego wówczas bramki Śląska Mariana Kelemena, a w Warszawie ta sama sztuka udała mu się z Rafałem Gikiewiczem.

Gol dla Legii przypieczętował przewagę, którą stołeczny zespół miał na początku drugiej połowy. Trener Jan Urban po przerwie podkręcił swój zespół, wprowadzając do gry właśnie Ljuboję, a także Miroslava Radovicia, a także młodego Jakuba Koseckiego. Wzmocnieni legioniści, którzy musieli odrabiać straty, narzucili Śląskowi swoje warunki gry. I mogli pokusić się o gole. Bardzo groźnie strzelał Jakub Wawrzyniak, bliski szczęścia był też Radović, po strzale którego piłka odbiła się jeszcze od Mariusza Pawelca. Za każdym razem jednak Rafał Gikiewicz popisał się naprawdę dużymi umiejętnościami i nie dał się pokonać. Młody bramkarz Śląska w tym meczu pokazał, że zasługuje na to, by na stałe zagościć w pierwszym składzie drużyny. Bo przy Marianie Kelemenie nauczył się naprawdę dużo i przydałoby się, żeby zaczął nabierać ogrania.

Gdy legioniści doprowadzili do wyrównania, Śląsk zaczął grać odważniej w ofensywie. I mógł pokusić się o kolejne bramki. Akcjom wrocławianom brakowało jednak dokładności, a Legia też nie zamierzała pozwolić na to, by stracić remis, na który musiała solidnie zapracować. Raz mistrzom Polski udało się solidnie nastraszyć rywala. W 85. minucie Mateusz Cetnarski zwieńczył golem ładną akcję, w którą zamieszany był też Mila i Johan Voskamp. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie wyciągnięta do góry chorągiewka sędziego bocznego, sygnalizująca, że gol padł ze spalonego.

Losy meczu rozstrzygnęła seria rzutów karnych. Obyło się bez dogrywki, bo tej regulamin Superpucharu nie przewiduje. W pojedynku na “jedenastki” znów świetnie spisał się Rafał Gikiewicz. Bramkarz Śląska jeden rzut karny obronił, sprawił też, że doświadczonemu napastnikowi Legii Markowi Saganowskiemu ugięły się kolana i przestrzelił. Bo pierwszy strzał “Sagana” Gikiewicz obronił, ale sędzia uznał, że wyszedł zbyt daleko na przedpole i nakazał powtórzyć strzał. Ale napastnik Legii stracił koncentrację i strzelił mniej więcej na wysokość jedenastego piętra.

Dla piłkarzy Śląska Wrocław Superpuchar Polski 2012 to drugi w historii klubu. Pierwszy raz po to trofeum wrocławianie sięgnęli w 1987 r. Triumf to jedno, ale zwycięstwo nad Legią może być dla Śląska ważnym bodźcem, który pozwoli nieco odbudować morale zespołu. Ciekawe też, jak zwycięstwo nad Legią wpłynie na pozycję trenera Oresta Lenczyka. Bo wróble ćwierkają, że włodarze klubu dojrzewają do decyzji, by podziękować mu za współpracę.

Na koniec musimy wspomnieć o oprawie meczu o Superpuchar Polski. Trudno się oprzeć wrażeniu, że niektóre puchary o tytuł mistrza gminy cieszą się większym szacunkiem i uwagą notabli. Piłkarze wyszli na boisko, powalczyli, obok meczu nie przeszli. Ale puchar zawodnicy Śląska odebrali w warunkach, które urągają meczowi o stawkę. Nikt z najwyższego managementu polskiej piłki na Łazienkowską się nie pofatygował, by nagrodzić zwycięzców. Nawet kibiców zabrakło, bo choć formalnie Śląsk był gospodarzem meczu w Warszawie (sic!), to do stolicy pofatygowała się garstka fanów z Wrocławia. Trudno zresztą im się dziwić. A kibice "gości", czyli stali bywalcy stadionu przy ul. Łazienkowskiej "gospodarzy" fetować nie mieli ochoty. Zwłaszcza, że tym razem na ich oczach okazali się lepsi od legionistów. Zdobycie superpucharu to sukces sam w sobie i nikt Śląskowi go nie odbierze. Pytanie tylko: po co zmuszać piłkarzy do wysiłku, skoro reszta krajowego światka futbolowego ma Superpuchar Polski w głębokim poważaniu?

Śląsk Wrocław - Legia Warszawa 1:1 (1:0), karne 4:2.
Bramki: Elsner (39.) - Ljuboja (59.).
Karne: Mila (1:0), Rzeźniczak (1:1), Sobota (2:1), Saganowski (ponad bramką, 2:1), Kowalczyk (3:1), Radović (broni Rafał Gikiewicz, 3:1), Jodłowiec (broni Kuciak, 3:1), Ljuboja (3:2), Cetnarski (4:2).

Śląsk: R. Gikiewicz - Socha, Kowalczyk, Jodłowiec, Pawelec - Sobota, Elsner (74. Kaźmierczak), Stevanović (74. Cetnarski), Mila, Patejuk (88. Ł. Gikiewicz) - Cristian Diaz (46. Voskamp).
Legia: Kuciak - Jędrzejczyk, Rzeźniczak, Astiz, Wawrzyniak (70. Suler) - Vrdoljak, Gol (46. Radović), Furman (70. Łukasik), Żyro (56. Kosecki), Kucharczyk (46. Ljuboja) - Saganowski.

Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Żółe kartki: Socha, Stevanović - Furman, Kosecki, Jędrzejczyk.

Widzów: ok. 4 tys.


Łukasz Maślanka

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości