Środowy pojedynek w Pucharze Polski pomiędzy Śląskiem a Arką Gdynia był meczem jakiego w historii wrocławskiego klubu jeszcze nie było. Wszystko za sprawą dzieci, które w liczbie ponad sześć tysięcy zjawiły się na trybunach Stadionu Miejskiego.
Już zbliżając się w środę do Stadionu Miejskiego można było snuć przypuszczenia, że zaczynający się o godzinie 18.30 mecz Śląska z Arką będzie inny. Wszystko przez ogromną liczbę autokarów na przystadionowych parkingach. Czegoś takiego jeszcze podczas imprez organizowanych na nowym wrocławskim obiekcie nie było. A już na pewno nie podczas meczów Śląska.
Po wejściu na trybuny kolejna inność. Na stadionie panował bowiem taki tumult i hałas jak podczas długiej przerwy w szkole. A jeszcze nie wszystkie dzieciaki znajdowały się na trybunach, bowiem do spotkania pozostawała godzina. Z minuty na minutę trybuna za jedną z bramek zapełniała się młodymi kibicami wrzawa rosła.
W końcu zaczął się mecz. Wraz z nim ruszył też doping. Z jednej strony prowadzony przez zielony sektor fanatyków i z drugiej przez dzieciaki. Tumult i hałas był niesamowity. Po jednej z akcji, kiedy wśród zawodników gości zabrakło zrozumienia, Piotr Kuklis wymownym gestem pokazał w kierunku kolegi z zespołu, że nic nie słyszy, co ten do niego mówi. A przecież był wypełniony co najwyżej w połowie.
Ten tylko może zrozumieć, jak było głośno, kto był w środę na stadionie. A jeszcze lepiej na sektorze zajmowanym przez dzieciaki. Trudno było tam usłyszeć nawet własne myśli. Sektor zajmowany przez dzieci miał nawet swojego wodzireja. Była nim maskotka wrocławskiego klubu Orzeł Ślązak. – A teraz wszystkie dzieciaki podnoszą prawą rękę do góry! I z całych sił: Cała Polska w cieniu Śląska! I dzieci chętnie powtarzały za Ślązakiem i krzyczały, ile sił w gardle.
Poza tym na sektorze zajmowaną przez najmłodszych panował niemal cały czas ruch. A to ktoś szedł po popcorn, a to po colę, a to…wymykał się na papierosa. Znaleźli się bowiem też tacy, który wykorzystywali chwilę nieuwagi nauczyciela lub opiekuna i szli zapalić. Na szczęście były to jednak pojedyncze wypadki i zdecydowana większość dzieciaków żyła tym, co się działo na boisku.
A działo się wiele. Bo świetną atmosferę nakręcała na trybunach z całą pewnością gra wrocławskich piłkarzy. Mimo niekorzystnego wyniku, walczyli do ostatniej sekundy i niewiele brakowało, a odnieśliby sukces. Nie udało się, ale właśnie takie pojedynki, z taką atmosferą mogą sprawić, że bez trudu na każdym meczu uda się chociaż w połowie zapełnić stadion. Po końcowym gwizdku środowego meczu piłkarze Śląska podziękowali młodym kibicom za gorący doping. Z całą pewnością część z nich wróci jeszcze na trybuny stadionu. I oto właśnie w całej akcji chodziło.
Mariusz Wiśniewski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze