Reklama

To nie będzie mecz przyjaźni. Śląsk Wrocław przed potyczką z Lechią Gdańsk

20/04/2012 00:00

Dla kibiców mecz przyjaźni, dla piłkarzy walka o dużą stawkę - niedzielny mecz Lechii Gdańsk ze Śląskiem Wrocław zapowiada się ciekawie. Kto w Trójmieście wygra, ten może solidnie ułatwić sobie życie w ostatnich trzech kolejkach T-Mobile Ekstraklasy, a remis nie urządzi ani graczy Lechii, ani piłkarzy Śląska.

Lechia Gdańsk w tym sezonie zapisała się już w kronice klubowej Śląska Wrocław, i to złotymi zgłoskami. Wszystko dlatego, że to właśnie gdańską ekipę jako pierwszą Śląsk podjął na nowym wrocławskim stadionie, zbudowanym na Euro 2012. Wtedy zespół trenera Oresta Lenczyka wygrał 1:0, a strzelcem jedynego gola w tym meczu był Holender Johan Voskamp. Ale nie można wykluczyć, że kolejny mecz Śląska z Lechią w tym sezonie dostarczy kolejnych - kto wie, czy nie historycznych - momentów.

Śląsk wiosną gra fatalnie, ale - co jest sporym paradoksem - ciągle pozostaje w grze o mistrzostwo Polski. Wrocławianie uzbierali dotychczas tylko 9 pkt., a do zdobycia było ich 27. Mimo to, fotel lidera T-Mobile Ekstraklasy i mistrzowska korona ciągle jest na wyciągnięcie ręki. Póki co, klucz do ligowych konfitur trzymają piłkarze Legii Warszawa. Ale przewaga stołecznej drużyny nad Śląskiem to tylko trzy punkty i jeśli legioniści w tej kolejce zgubią punkty, przegrywając u siebie z Lechem Poznań, a Śląsk w Gdańsku wygra, oba zespoły będą legitymować się takim samym dorobkiem. I na trzy kolejki przed końcem sezonu walka o mistrzostwo kraju na dobrą sprawę zacznie się od nowa. Nie ma co jednak zerkać na rywala, trzeba za to robić swoje. Wrocławianie muszą wrócić z Trójmiasta z tarczą, bo jeśli nie uda im się wygrać, ich mistrzowski sen może zostać brutalnie i ostatecznie przerwany. A w Gdańsku o punkty nie będzie łatwo.

Nowy i imponujący architekturą stadion, ciekawi piłkarze w składzie, wielkie ambicje - ten sezon miał być dla Lechii Gdańsk przełomowy. Okazało się jednak, że z dużej chmury mały deszcz. Dziś o tym, że gdańszczanie mieli powalczyć nawet o podium, mało kto chyba już w Trójmieście pamięta. Ligowa teraźniejszość jest dla Lechii przytłaczająca, co widać po pobieżnym rzucie oka na tabelę. Czternaste miejsce, tylko dwa punkty przewagi nad strefą spadkową, zawodzący piłkarze, dymisje dwóch trenerów: Tomasza Kafarskiego i Rafała Ulatowskiego w trakcie sezonu - to nie jest dorobek, który rzuca na kolana. A nie trzeba chyba dodawać, że pożegnanie z T-Mobile Ekstraklasą byłoby i dla Lechii, i dla Gdańska sportowym oraz ekonomicznym koszmarem.

Dlatego można się spodziewać, że w niedzielę zespół prowadzony przez trenera Pawła Janasa zrobi wszystko, by ze starcia ze Śląskiem Wrocław wyjść obronną ręką i odskoczyć na bezpieczny dystans. Tym bardziej, że w gdańskim obozie do gry gotowi są wszyscy kluczowi piłkarze. Kontuzje wykluczyły z gry Sebastiana Małkowskiego i Piotra Wiśniewskiego, ale trener Janas będzie mógł skorzystać z usług zdolnego bramkarza Wojciecha Pawłowskiego, zawsze groźnego pod bramką rywala Abou Razacka Traore, solidnego ligowca Łukasza Surmy, błyskotliwego i walecznego Jakuba Koseckiego czy Jakuba Wilka. A to zawodnicy stanowiący o sile - wątłej w tym sezonie, bo wątłej, ale jednak - gdańskiej ekipy, potrafiący zaprezentować kawałek solidnego jak na polskie warunki futbolu.

- Lechia w swoim ostatnim meczu w Poznaniu zagrała na tyle dobrze, że jeśli tak ma wyglądać przyszły spadkowicz, to chyba jednak coś dzieje się z tą naszą ligą. Poziom rozgrywek się wyrównał. Może niekoniecznie poszedł w górę, ale w stronę średniego pułapu. Każdy może wygrać z każdym i pewnie w tym Lechia upatruje swojej szansy w niedzielę - przekonuje trener Śląska Wrocław Orest Lenczyk.

Śląsk czeka w niedzielę przeprawa o tyle trudniejsza, że wrocławski zespół zagra bez swojego kapitana i podpory linii pomocy, Sebastiana Mili. Popularny “Roger” naderwał mięsień uda podczas meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała i po pół godzinie gry musiał opuścić boisko. Lekarze Śląska przekonują, że Mila wraca do zdrowia, ale trener Lenczyk zdecydował, iż nie ma potrzeby ryzykować pogłębienia kontuzji. W środku pola Sebastiana Milę zastąpi ktoś z tercetu: Sebastian Dudek, Mateusz Cetnarski i Słoweniec Dalibor Stevanović. Pozostali piłkarze Śląska są zdrowi i wrocławski szkoleniowiec nie będzie narzekał na ból głowy, ustalając skład na mecz z Lechią.

Dla kibiców obu ekip, niedzielny mecz będzie świętem przyjaźni. Fani Śląska i Lechii Gdańsk przyjaźnią się od lat, tworząc jedną z mocniejszych kibicowskich “zgód” w polskim futbolu. Na jednym z portali zastanawiali się nawet, czy aby piłkarze Śląska nie powinni nieco odpuścić Lechii, ratując - jak mawiają - braci z Trójmiasta w potrzebie. Ale kibice kibicami, a boisko rządzi się swoimi prawami i na murawie na miłe gesty będzie miejsce tylko przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Oba zespoły mają o co grać i nie trzeba im przypominać, jaka jest stawka niedzielnego meczu. Śląsk gra o zachowanie nadziei na mistrzostwo i zachowanie bezpiecznej przewagi nad trzecim w tabeli Ruchem Chorzów. Lechia walczy, by uciec od strefy spadkowej.

- Czytałem wypowiedzi zawodników Lechii, że muszą wygrać ze Śląskiem. Jeśli tak, to co mają powiedzieć nasi piłkarze? - kończy trener Orest Lenczyk

27. kolejka T-Mobile Ekstraklasy, Lechia Gdańsk - Śląsk Wrocław, niedziela (22 kwietnia), godz. 17, PGE Arena w Gdańsku.


Łukasz Maślanka

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości