Zaczyna się kluczowa część sezonu Ekstraklasy dla piłkarskiego Śląska Wrocław, czyli czas gry o utrzymanie w lidze. Na pierwszy ogień pójdzie Korona Kielce, czyli drużyna, która wrocławianom wybitnie nie leży.
W poprzednim sezonie, Korona Kielce zakończyła rozgrywki na 8. miejscu w tabeli. Rok wcześniej wypadła lepiej, bo zajęła miejsce nr 5. Te w miarę dobre wyniki sprawiły, że w Kielcach był apetyt na to, aby znów załapać się do grona ośmiu najlepszych ekip Ekstraklasy. Stało się jednak inaczej. Wiosną br. kielczanie grali nierówno i udało im się wygrać tylko 2 z 10 wiosennych meczów. Po drodze notowali też brzydkie wpadki, jak np. porażka 2:6 (!) u siebie z Wisłą Kraków.
Ligowe wróble ćwierkały, że słabe wyniki to efekt słabnącej sympatii między zawodnikami i trenerem Gino Lettierim, słynącym z prowadzenia drużyny twardą ręką. Jak to często w piłce bywa, trenerowi można wiele wybaczyć, kiedy ma wyniki. Ale kiedy ich brakuje, to nie ma również cierpliwości do tolerowania np. czyjegoś trudnego charakteru. I trudno o wygrywanie meczów, kiedy w zespole brakuje tzw. chemii. W Koronie najwidoczniej jej brakuje, bo w tym sezonie zespół nie zameldował się w pierwszej ósemce i musi grać o utrzymanie w Ekstraklasie. Choć tak po prawdzie, to kielczanie są już blisko wykonania tego zadania. Do meczu ze Śląskiem Wrocław przystąpią z 10. miejsca w tabeli, z dorobkiem 42 pkt. To o 18 więcej niż ma ostatnie w stawce Zagłębie Sosnowiec i 13 więcej od Arki Gdynia, która jest przedostatnia. To w zasadzie przepaść i Korona musiałaby mocno się postarać, aby taką przewagę zmarnować.
Inaczej sprawy mają się ze Śląskiem Wrocław. Zespół trenera Vitezslava Lavicki końcówkę pierwszej części sezonu miał fatalną. W trzech ostatnich meczach rundy zasadniczej zdobył… 1 pkt. Co gorsza, w meczu zamknięcia tej części rozgrywek przegrał u siebie z Górnikiem Zabrze, spadł z 11. na 13. miejsce w tabeli, jego przewaga nad strefą spadkową wynosi oszałamiające 2 pkt., a w drugiej części sezonu większość meczów (dokładnie 4 z 7) musi rozegrać na wyjeździe. Biorąc pod uwagę, że w tym sezonie Śląsk poza Wrocławiem najczęściej gra jak przypadkowa zbieranina ludzi w tych samych strojach i na ogół przegrywa, to w klubie zrobiło się niespokojnie. Bo z liczbami Śląska jest krucho, a wyjazdowy kontekst optymizmem nie napawa, podobnie zresztą jak aktualna forma wielu wrocławskich piłkarzy. I łatwo sobie wyobrazić scenariusz, w którym wrocławianie z hukiem spadają z Ekstraklasy, co będzie oznaczało katastrofalny finał trwającego od ponad 10 lat projektu pt. Miasto Wrocław buduje silny Śląsk.
Jakby tych kłopotów było mało, to już na powitanie drugiej części sezonu Śląsk może mocno oberwać. Korona Kielce bowiem należy do tych drużyn, które wrocławskim piłkarzom “nie podchodzą”. W tym sezonie w żadnym z dwóch meczów przeciwko kielczanom Śląsk nie wygrał. W Kielcach uległ Koronie 1:2, a we Wrocławiu padł remis 1:1. To też każe stawiać pytanie, na co Śląsk będzie stać w najbliższym starciu z Koroną. Zwłaszcza, że gospodarze będą mieli za sobą nie tylko kibiców i swoje cztery ściany, ale także większą swobodę w grze. Śląsk zaś nie ma pola manewru i każdy błąd, każda strata punktów - to wszystko może go postawić w bardzo trudnej sytuacji, z lądowaniem w strefie spadkowej włącznie.
Trener Śląska Vitezslav Lavicka jest świadomy skali wyzwania, które stoi przed jego ludźmi.
- W rywalizacji w rundzie finałowej najważniejszy będzie charakter. Mecze o utrzymanie oznaczają walkę. O każdy punkt. Niezależnie od tego, czy zagramy w domu, czy na wyjeździe. Musimy być przygotowani na to mentalnie. Zawodnicy dobrze pracują na treningach, rozmawiamy podczas odpraw, analizujemy naszą grę, jak i naszych przeciwników. W tych spotkaniach przede wszystkim liczył się będzie charakter – każdego zawodnika w zespole - podkreśla czeski szkoleniowiec Śląska.
W tym kontekście przydatne może być doświadczenie weteranów, których - kto wie, czy nie na szczęście - Śląsk ma wielu w składzie. Tacy zawodnicy, jak Piotr Celeban, Robert Pich, Marcin Robak, Arkadiusz Piech, Wojciech Golla, Djordje Cotra, Krzysztof Mączyński lub Igors Tarasovs w futbolu przeżyli i widzieli wiele, z grą na poziomie międzynarodowym włącznie. Można więc wierzyć, a przede wszystkim trzeba tego wymagać, że ci starzy wyjadacze nie spalą się psychicznie przez konieczność walki o utrzymanie w Ekstraklasie z Zagłębiem Sosnowiec, Arką Gdynia lub Wisłą Płock. Z całym szacunkiem dla tych zespołów, rzecz jasna.
Ponadto, trener Lavicka nie jest szkoleniowcem, który przywiązuje się do nazwisk, nie będzie więc stawiał na zawodników, którzy są pod formą. Czech przychodził do Wrocławia jako trener z dużą renomą, więc ewentualny spadek ze Śląskiem do 1. ligi będzie brzydką skazą na jego ładnym CV. Dlatego Lavicka na pewno zrobi, co w jego mocy, aby przygotować Śląsk mentalnie do trudnej walki o utrzymanie.
Kto wie, może utrzeć nosa tym, którzy plotkują, że wrocławski klub lepiej by wyszedł na tym, gdyby kilka miesięcy zatrudnił nie Czecha, ale… trenera Korony. Wieść gminna niesie, że menager Gino Lettieriego zwrócił się do wrocławskiego klubu z sugestią, że jego klient chętnie zmieni pracę. Ten mały korespondencyjny pojedynek trenerów doda smaczku meczu Korony ze Śląskiem.
Ale rzecz jasna, kluczową sprawą jest to, aby Śląsk z Kielc przywiózł punkty - najlepiej komplet. Bo to właśnie mecz z Koroną - a później z Górnikiem Zabrze i Wisłą Kraków - będzie jednym z tych, które przesądzą, czy wrocławianie obronią Ekstraklasę, czy też w przyszłym roku będą ją oglądać jedynie w telewizji.
31. kolejka Ekstraklasy, Korona Kielce - Śląsk Wrocław, poniedziałek (22 kwietnia), godz. 18.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze