We wtorek, ok. godz. 18.10, przy ul. Królewieckiej we Wrocławiu, została zaatakowana kobieta. Napadł ją rowerzysta, któremu na moment zajechała drogę samochodem, włączając się do ruchu.
Do szokującej sytuacji doszło 12 kwietnia na wyjeździe z kompleksu biurowego Blue Center przy ul. Królewieckiej 161, przy granicy Stabłowic i Maślic, niemal naprzeciwko Biedronki. 30-letnia lekarka po skończonej pracy próbowała włączyć się do ruchu, wyjeżdżając na ulicę z parkingu. Musiała w tym celu przejechać przez drogę rowerową. Pogoda sprzyjała, osób na rowerach było tego dnia bardzo dużo.
- Przepuściłam kilkoro rowerzystów z prawej i lewej strony, na Królewieckiej był duży ruch. Miałam taki moment, że zastanawiałam się, czy podjechać jeszcze na zakupy do pobliskich sklepów i spadł mi telefon. Musiałam się wtedy na parę sekund rozkojarzyć i nagle poczułam uderzenie w moje auto - opowiada Maria.
Wrocławianka wysiadła z auta (białego volkswagena beetle), żeby opanować i wyjaśnić sytuację. Jak się okazało, w jej samochód wjechał z impetem rowerzysta.
- Było jasne jak słońce, że zrobił to celowo i złośliwie. To jest krótkie, małe auto, miał dużo miejsca, by je wyminąć. Na moich oczach cofnął rower, jeszcze raz przywalił w samochód i zaczął okładać go rękami. Wrzeszczał jak opętany, że ma dość, przeklinał i wyzywał mnie - mówi Maria.
Mężczyzna mógł mieć ok. 35-45 lat, dłuższe, ciemne włosy, zaczesane na gładko do tyłu, był niewysoki (173-174 cm wzrostu), dość drobnej postury, miał orli nos, na oczach żółte, półokrągłe, rowerowe okulary, ubrany był czarny, sportowy strój. Posiadał sportowy model roweru w ciemnym kolorze.
- Miał duże słuchawki na uszach. Chciałam z nim porozmawiać, ale on ich nie ściągał. Próbowałam go też zatrzymać, by poczekać z nim na przyjazd policji. Odruchowo sięgnęłam w kierunku jednej z jego słuchawek ręką, nawet go nie dotknęłam, i wtedy facet się na mnie rzucił. Przyparł mnie do mojego auta i zaczął dusić obiema rękami. To mogło trwać kilka bardzo długich sekund, użył do tego dużo siły. Zrobiło mi się słabo i ciemno przed oczami. Gardło mnie bolało jeszcze jakiś czas, mam siniaki na szyi - relacjonuje wrocławianka.
- A ja jestem bardzo drobną osobą. Jego reakcja była totalnie nieadekwatna. Początkowo byłam tak wstrząśnięta, że chciałam tylko wrócić jak najszybciej do domu, do męża, a facet pojechał dalej. Później, gdy ochłonęłam, mąż namówił mnie na wizytę na komisariacie. Człowiek, który mnie zaatakował, jest niezrównoważony i może skrzywdzić kolejne, przypadkowe osoby - podkreśla.
I dodaje, że najgorszy był brak jakiejkolwiek reakcji ze strony świadków. A trochę ich tam było, bo to uczęszczane miejsce.
- Zdarzenie obserwowało kilku mężczyzn na terenie ogródka sąsiedniej restauracji. Zrobili parę kroków w naszą stronę i, zamiast mnie obronić, zaczęli obwiniać mnie, że to ja go sprowokowałam. To było straszne. Takie kopanie leżącego - mówi lekarka.
Wizyta na komisariacie w Leśnicy we wtorek ok. godz. 21.40 też nie należała do udanych, ponieważ - jak twierdzi Maria - poszkodowana została poinformowana, że policjantka przyjmująca zgłoszenia kończy pracę o godz. 22 i nie zdąży jej przesłuchać w 20 minut.
- Poza tym policjant podważał sens mojej obecności na komisariacie. Zapytał, czy będę miała uszkodzenie ciała, trwające powyżej 7 dni. Mój mąż nie wytrzymał i odparł, czy zajmują się facetami duszącymi kobiety tylko wtedy, gdy uszkodzą je na ponad tydzień - wzdycha rozżalona wrocławianka.
Ostatecznie zawiadomienie na policji złożyła w środę. Jest wciąż roztrzęsiona i bardzo rozczarowana brakiem reakcji otoczenia. Mimo to cały czas szuka świadków zdarzenia. Jej przyjaciółka zamieściła w tym celu post na osiedlowej grupie facebookowej.
- Może kogoś jednak ruszy sumienie. Liczę też na to, że na biurowcu umieszczone są kamery, skierowane na ulicę - mówi.
- Funkcjonariusze z Komisariatu Policji Wrocław-Fabryczna, w związku ze zgłoszeniem otrzymanym od poszkodowanej kobiety, zajmują się opisaną w nim sytuacją, która miała miejsce na ulicy Królewieckiej we Wrocławiu. Policjanci prowadzą czynności, mające na celu ustalenie drugiego z uczestników tego zdarzenia. Agresja na drodze to jeden z elementów, z którym każdego dnia walczą wrocławscy policjanci, dlatego też wyjaśnienie tej sprawy dla policjantów z Fabrycznej jest priorytetowe - mówi Paweł Noga z KMP Wrocław.
I przypomina o możliwości przesłania zawiadomienia o wszelkich niebezpiecznych sytuacjach i agresywnych zachowaniach na drodze, spowodowanych przez "piratów drogowych", na adres e-mail [email protected], podając wszystkie szczegóły zdarzenia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze