Lekko nie było, ale liczą się trzy punkty. Piłkarze Śląska Wrocław pokonali Ruch Chorzów 1:0, zwycięskiego gola strzelając dopiero w 88. minucie gry z rzutu karnego. Styl nie jest tu jednak najważniejszy, tylko wygrana. Dla Śląska było to drugi triumf w nowym sezonie T-Mobile Ekstraklasy, który dał im awans na piąte miejsce w tabeli.
Śląsk i Ruch to dwa czołowe zespoły poprzedniego sezonu T-Mobile Ekstraklasy. Wrocławianie cieszyli się z mistrzostwa Polski, a “Niebiescy” do końca walczyli o trofeum, udało im się jednak sięgnąć “tylko” po srebrne medale. Ale w tym sezonie i Śląsk, i Ruch mają swoje problemy. Przyznajmy uczciwie, że chorzowianie są w większym dołku, bo przegrali wszystkie dotychczasowe mecze, a z europejskich pucharów odpadli po wstydliwych porażkach z czeską Victorią Pilzno. Mimo to, mecz aktualnego mistrza z wicemistrzem siłą rzeczy jest pojedynkiem wartym uwagi.
Śląsk do niedzielnego spotkania przystąpił po solidnej burzy. W piątek z posadą pożegnał się trener Orest Lenczyk, w klubie oczekują już na nowego szkoleniowca, a w meczu z Ruchem drużynę poprowadził dotychczasowy asysten Lenczyka Paweł Barylski. Młody trener już raz pełnił rolę strażaka, gdy zastąpił zwolnionego Ryszarda Tarasiewicza. Tamten mecz Śląsk pod wodzą Barylskiego przegrał, ale teraz młody szkoleniowiec poczuł smak zwycięstwa.
I trzeba mu oddać, że miał spory wkład w to zwycięstwo. Bo w końcu przerwał eksperymenty trenera Lenczka z ustawieniem defensywy i na środku obrony wystawił rosły duet Rafał Grodzicki - Tomasz Jodłowiec. Zaufał też szybkim bocznym obrońcom, Marcinowi Kowalczykowi i Bośniakowi Amirowi Spahiciowi.W takim składzie wrocławska defensywa w końcu spisała się na miarę oczekiwań, choć mecz z Ruchem pokazał, że trzeba będzie poświęcić jej jeszcze sporo pracy - zwłaszcza nad zgraniem. Ale szczególnie w pierwszej połowie meczu obrońcy Śląska pewnie radzili sobie z atakami chorzowian. Cała drużyna grała mądrze, nie zostawiała rywalowi miejsca na rozegranie akcji. I Ruch w tej części meczu nie oddał ani jednego celnego strzału na bramkę Mariana Kelemena. Akcji “Niebieskich” nie było zresztą komu kończyć, bo grający “na szpicy” Andrzej Niedzielan kompletnie nie stwarzał zagrożenia. Wicemistrzowie Polski musieli też grać ostrożnie, bo w ich szeregach brakowało kontuzjowanych liderów środka pola: Mindaugasa Panki i Gabora Straki, a w defensywie brakowało zawieszonych za czerwone kartki: Macieja Sadloka i Zelijko Djokicia. Za to szukający gry do przodu Śląsk wypracował sobie kilka niezłych akcji. Po ładnej akcji z Daliborem Stevanoviciem bliski szczęścia był Sylwester Patejuk, tradycyjnie już groźnie głową strzelał Przemysław Kaźmierczak. A w 27. minucie Cristian Diaz strzelając z rzutu wolnego dał się ponieść fantazji i spróbował strzału z ponad 20 metrów, ale posłał piłkę prosto w ręce bramkarza Ruchu.
Po przerwie trener chorzowian Tomasz Fornalik, widząc słabość swoich piłkarzy w ataku, wpuścił na boisko swojego asa, Arkadiusza Piecha. Ten krnąbrny, ale piekielnie groźny piłkarz szybko pokazał, dlaczego znajduje uznanie w oczach selekcjonera reprezentacji Polski. Piech od razu po wejściu na murawę zaczął nękać wrocławską defensywę. Ale zmarnował dwie wyśmienite okazje. W 57. minucie zwieńczył akcję Ruchu rozpoczętą przez... obrońcę Śląska Tomasza Jodłowca, który w dziecinny sposób stracił piłkę w środku boiska. Ale wtedy piłka po strzale Piecha o centymetry minęła bramkę Śląska. Dziesięć minut później Piech znów postraszył Kelemena, ale po raz kolejny w jego stopie znajdowało się zbyt wiele mocy.
Inspirowany aktywnym Piechem Ruch zaczął się rozpędzać, a Śląsk zaczął grać coraz bardziej nerwowo. Wrocławianom brakowało pomysłu na to, jak sforsować defensywę rywala, a siły też zaczęły się kończyć. Wrocławianie zdołali jednak wrócić do gry. Wytrzymali w obronie, a przy okazji zadali decydujący cios.
Gol dla Śląska wisiał w powietrzu od 80. minuty. Spora w tym zasługa dwóch rezerwowych: Johana Voskampa i Mateusza Cetnarskiego. Obaj rozruszali grę ofensywną zespołu, a w 87. minucie wypracowali zwycięskiego, jak się okazało, gola dla Śląska. Ich atak był wprawdzie dość niemrawy i anemiczny, ale szczęśliwie wstrzelona w pole karne Ruchu piłka trafiła w rękę obrońcę chorzowian, Marcina Kikuta. Sędzia Raczkowski zawahał się, czy podyktować rzut karny, ale jego asystent był pewny: tam była ręka. Co zresztą dało się dostrzec z najwyższych trybun stadionu. Piłkarze Ruchu protestowali, posypały się żółte kartki, ale arbiter zdania nie zmienił. A jedenastkę na gola pewnie zamienił Mateusz Cetnarski, strzelając jednocześnie swojego trzeciego gola w tym sezonie.
Rozochocony Śląsk próbował pójść za ciosem i w kilka minut wypracował więcej groźnych ataków, niż przez całą drugą połowę. Strzał Voskampa minął jednak słupek chorzowskiej bramki, a akcja Ćwielonga i Cetnarskiego zakończyła się... rozłożeniem rąk tego drugiego w geście rozpaczy nad nieudanym podaniem kolegi. Wrocławianie skromnie, bo skromnie i nie bez problemów, ale wygrali, notując drugie zwycięstwo w tym sezonie. Teraz ligowcy udają się na przerwę, a do gry wrocławianie wrócą 14 września - wtedy w Bielsku-Białej zmierzą się z miejscowym Podbeskidziem. Wtedy najpewniej zadebiutuje nowy trener Śląska Wrocław.
Śląsk Wrocław - Ruch Chorzów 1:0 (0:0)
Bramki: Cetnarski (88. - karny).
Śląsk Wrocław: Kelemen - Kowalczyk, Grodzicki, Jodłowiec, Spahić - Sobota, Elsner, Kaźmierczak, Stevanović (82. Cetnarski), Patejuk (61. Ćwielong) - Cristian Diaz (72. Voskamp).
Ruch Chorzów: M. Pesković - Kikut, Stawarczyk, Szyndrowski, Lewczuk - Sultes (70 Jankowski), Zieńczuk, Malinowski, Starzyński, Janoszka (89. Kuświk) - Niedzielan (51. Piech).
Żółte kartki: Patejuk, Grodzicki, Ćwielong - Piech, Malinowski, Lewczuk, Starzyński.
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Widzów: ok. 17 tys.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze