Reklama

Zniknęli kibice-turyści, a teraz kibice sukcesu. Pozostaną fanatycy?

27/02/2012 00:00

Pierwsze wiosenne spotkanie piłkarzy Śląska z Ruchem Chorzów przyciągnęło około 20 tysięcy kibiców. Mecz z Legią Warszawa obejrzało blisko 32 tysiące. Lepiej już nie będzie? I co zrobił sam klub, aby było jednak lepiej?

- Kiedy podjechałem w przerwie pod stadion, myślałem, że pomyliłem godziny, bo tyle ludzi wychodziło z meczu. Okazało się, że nie. Nic mi się nie pomyliło i trafiłem tak jak chciałem, czyli na drugą połowę – opowiadał jeden z dziennikarzy.


 


W przerwie niedzielnego spotkania Śląsk – Legia część kibiców rozczarowana wynikiem opuściła trybuny Stadionu Miejskiego. W tym momencie było 0:3 i na dodatek wrocławianie grali w osłabieniu. Szanse na odrobienie strat były znikome. Sektor zajmowany przez najzagorzalszych fanów dalej jednak żył. Był gorący doping, jeszcze w pierwszej połowie fantastyczna oprawa, a po ostatnim gwizdku chóralne: czy wygrywasz, czy nie, ja i tak kocham cię…

Reklama

 


Frekwencja w meczach z Ruchem i Legią daje jednak do myślenia. Po zakończeniu rundy jesiennej nie było chyba osoby, która by nie wierzyła, że na dwa pierwsze spotkania wiosenne na Stadionie Miejskim zasiądzie komplet widzów. W końcu Śląsk był liderem tabeli i na dodatek grał z zespołami z czołówki. Tymczasem mecz z Ruchem zgromadził około 20 tysięcy kibiców, a pojedynek niedzielny 32 tysiące. Skoro takie spotkania nie przyciągnęły widzów, to co mówić o meczach z Koroną Kielce, GKS-em Bełchatów, czy Zagłębiem Lubin? A może wcale nie powinniśmy być zaskoczeni?

Reklama

 


Pierwsze dwa mecze z Lechią Gdańsk i Wisłą Kraków przyciągnęły na trybuny ludzi, którzy przyszli zobaczyć nie mecz, ale nowy stadion. To tak zwani kibice-turyści, jak mawiają szalikowcy. Są wszędzie tam, gdzie powstają nowe obiekty sportowe. Kiedy już zobaczą, poznają, nie wracają, bo samo wydarzenie jakim jest mecz, nie jest dla nich magnesem. I kibice-turyści już wiosną na Śląsk nie przyszli.

Drugi rodzaj kibica to tak zwany kibic-sukcesu. Wrocławski zespół był na szczycie tabeli, wygrywał, to modnie było się pokazać na jego meczu i ogrzać się w blasku sukcesu. Znaczną część właśnie tego rodzaju fanów stanowili kibice opuszczający niedzielny mecz w przerwie. Ale to zjawisko też nie jest niczym nowym. Najlepszym przykładem może być Lech Poznań, który jeszcze do niedawna miał największą widownię, a teraz na inaugurację wiosny przyszło zaledwie 10 tysięcy kibiców.

Reklama

 


Skoro odeszli kibice-turyści, kibice sukcesu to pozostają tylko fanatycy. I nie chodzi tylko o tych z sektora za bramką, ale również o tych, którzy na Śląsk chodzili na Oporowską i będą chodzić nadal. Z przyzwyczajenia. Można się z tym pogodzić i powiedzieć, że tak być musi. Ale można też zadać pytanie – co zrobił sam Śląsk, aby kibiców-turystów czy tych, których przyciąga sukces, zatrzymać na stadionie? Wrocławski zespół walczy o mistrzostwo Polski, ale nigdzie tego na mieście nie widać. Przecież taka sytuacja może się szybko nie powtórzyć. A już na pewno nie zbiegną się dwie rzeczy, że Śląsk walczy o mistrza i wchodzi na nowy stadion. Jeżeli ktoś nie czyta gazet i nie przegląda internetu, nie ma szans dowiedzieć się, kiedy jest mecz Śląska.W ogóle Wrocław się nie chwali, że ma czołowy zespół w kraju.

Reklama

 


Czy przypadkiem klub z Oporowskiej nie zaprzepaścił szansy, aby na stałe wybić się ponad polską przeciętność? A może jeszcze nie wszystko stracone?


Mariusz Wiśniewski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości