Ta historia jest zupełnie wyjątkowa, bo co Tyrolczycy mogli mieć wspólnego z Dolnym Śląskiem? W XIX wieku malownicze Mysłakowice stały się dla nich nowym domem. Ich losy splotły się z historią Karkonoszy za sprawą króla pruskiego Wilhelma III, który udzielił im schronienia po tym, jak zostali wygnani z Austrii z powodu wyznania protestanckiego. Szukali miejsca, które przypominałoby im rodzinne strony i tak osiedlili się w Mysłakowicach. Ich domy przetrwały do dziś, a część pięknie odrestaurowano.
Przybysze z Austrii słynęli ze swojej pracowitości i zaradności. Tradycyjnie zajmowali się wyrobem serów i wyprawianiem skór, a ich gospodarstwa były niemal samowystarczalne. Co ciekawe, w pierwszych latach po osiedleniu się w Mysłakowicach pracowali jedynie przez trzy dni w tygodniu, korzystając ze zwolnienia z podatków przyznanego przez króla. Nie przepracowywali się i kultywowali własne tradycje. Wilhelm III zakupił dla nich ziemię u stóp Karkonoszy, na której powstało ponad 70 domów w charakterystycznym tyrolskim stylu. Część z nich zostało odrestaurowanych i są otwarte dla odwiedzających, zainspirowanych wyjątkową architekturą tego miejsca.
Jednym z pierwszych gospodarzy, którzy osiedlili się w Mysłakowicach był Johann Lublaser, który wraz z rodziną zamieszkał w domu przy ulicy Daszyńskiego 5. Miał ośmioro dzieci, a rozkład pomieszczeń w jego domu odzwierciedlał surowe obyczaje Tyrolczyków. Dziewczynki mieszkały w swoim pokoju, a chłopcy w swoim. Ojciec wysypał grubą warstwę piasku w pokoju młodych panien, żeby żadne odgłosy z sypialni rodziców nie mogły się przedostać na górę. Lublaser był cieślą i sprytnym człowiekiem. Dzięki zręcznie wyrzeźbionemu napisowi na elewacji domu, chwalącego władcę, otrzymał od króla dożywotnie zwolnienie z podatków. Jego syn próbował powtórzyć ten pomysł wobec następcy Wilhelma III, ale próba spaliła na panewce.
Nie wszystkie budynki w Mysłakowicach przetrwały próbę czasu. Ich powojenne losy wyglądały różnie i trafiały w różne ręce. Czasy powojenne i epoka PRL-u dała się im najbardziej we znaki. Część z nich dostała jednak nowe życie, więc można na żywo zobaczyć zachowane przykłady tyrolskiej architektury. Najbardziej imponującym z nich jest dom przy ulicy Staromiejskiej 14, tzw. „Dom Tyrolski”. Powstał w latach 30. XIX wieku i przez długi czas popadał w ruinę, a dach groził zawaleniem. Wtedy na ratunek przybył wiceburmistrz austriackiego Mayrhofen w Zillerthal, który postanowił uratować budynek od zniszczenia i zapomnienia. Dzięki wspólnemu działaniu austriackich i polskich władz udało się przeprowadzić remont i przywrócić dawną świetność temu niezwykłemu miejscu.
Dziś Dom Tyrolski to nie tylko przykład dawnej zabudowy, ale również atrakcja turystyczna, w której można dowiedzieć się więcej o dziejach tyrolskich osadników.
Do wsi można łatwo dojechać z Wrocławia. Trasa wiedzie przez Świdnicę w stronę drogi ekspresowej S3, a następnie do Jeleniej Góry. Stamtąd kierujemy się dalej drogą krajową nr 367 w stronę Karpacza i skręcamy w drogę wojewódzką nr 366. Ta wiedzie bezpośrednio do Mysłakowic.
Od przybycia Tyrolczyków minęło już prawie dwieście lat, ale ich dziedzictwo wciąż jest żywe w architekturze i historii regionu. Domy z charakterystycznymi balkonami i rzeźbionymi liliami dodają Mysłakowicom ciekawego charakteru. Jednocześnie przypominają o losach ludzi, którzy próbowali zbudować swoją małą ojczyznę u stóp Karkonoszy i odnaleźć się w nowym miejscu po swojemu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze