Reklama

Ból oczu i istnienia. Porażka Śląska z Jagiellonią

07/03/2020 22:36

Nijakość w ofensywie, więc tego meczu nijak nie dało się wygrać. Śląsk Wrocław po bardzo słabej grze przegrał na wyjeździe z Jagiellonią Białystok 0:1. Tym samym to już czwarty z rzędu wyjazdowy mecz wrocławian bez wygranej.

Zarówno Śląsk jak i Jagiellonia nie zachwyciły w poprzedniej kolejce, ale przede wszystkim obie wygrały. Zespół z Wrocławia dzięki pokonaniu Korony Kielce (2:1) awansował wreszcie na podium. Było to możliwe także dzięki Jagiellonii, która w Szczecinie wyszarpała wygraną nad Pogonią Szczecin (2:1), co umożliwiło Śląskowi przeskoczenie „Portowców” w tabeli. Tym razem jednak trener Lavicka nie wyszedł z założenia, że zwycięskiego składu się nie zmienia. Do wyjściowej jedenastki powrócili Robert Pich oraz Erik Exposito, który w starciu z kielczanami zdobył zwycięską bramkę. Niespodziewanie jednak czeski szkoleniowiec posadził na ławce dobrze spisującego się Dino Stigleca, a zastąpił go debiutantem – Urugwajczykiem Guillermo Cotugno, który jest nominalnie prawym obrońcą.


Czasami zdarza się tak, że spotkanie ma taki przebieg, iż nie da się go określić inaczej niż „mecz walki”. Niestety w pierwszej połowie to było starcie takiego rodzaju. Spokojnie można powiedzieć, że 95% akcji miało miejsce w środku pola. Im bliżej pola karnego, tym gorzej. Jagiellonia miała swoje szanse. Konkretnie mówiąc dwie. W 21. minucie świetne podanie od Tarasa Romanczuka dostał Jakov Puljić, ale z okolicy jedenastego metra strzelił nad poprzeczką. Ten sam zawodnik cztery minuty później ten sam zawodnik znalazł się sam na sam z Matusem Putnockim, ale nie dość, że golkiper wrocławian okazał się lepszy, to jeszcze sędzia odgwizdał spalonego. Natomiast Śląsk… no cóż, oddał przez całą połowę tylko jeden strzał i to niecelny. Ogólnie przez pierwsze 45 minut meczu liczba celnych uderzeń wynosiła zero. Mecz dla koneserów, tak to nazwijmy.

Reklama

Drugą część meczu Śląsk zaczął od potrójnego nieszczęścia. Najpierw na boisko po przerwie nie wyszedł Israel Puerto, a jak się później okazało, doznał on urazu mięśniowego. Po kilku minutach z placu gry zszedł utykający Michał Chrapek. Jakby tego było mało, w 55. minucie Mark Tamas sfaulował w polu karnym zawodnika Jagiellonii. Choć uczciwiej byłoby powiedzieć, że to sędzia uznał, iż Węgier faulował. Powtórki pokazały bowiem, że jeśli przewinienie w ogóle tam było, to na pewno nie na rzut karny. Tak czy inaczej Martin Pospisil ustawił sobie piłkę na jedenastym metrze i pewnie pokonał Putnockiego.


Niestety dla wrocławian ten mecz pokazał, co by się wydarzyło, gdyby w ich ostatnim spotkaniu domowym zmierzyli się z drużyną, która nie jest tak beznadziejna jak Korona Kielce. Ich ataki wyglądały dobrze ale tylko do okolic 30. Metra. Groźnie zaatakować udało im się raz. W 71. minucie bardzo dobry strzał ze skraju pola karnego oddał Exposito, ale piłka odbiła się od słupka. Zrobiła to jednak tak, że trafiła pod nogi Przemysława Płachety, który aż dwukrotni dobijał uderzenie Hiszpana, ale za każdym razem trafiał prosto w Damiana Węglarza. Jeśli chodzi o konkrety ofensywne Śląska w tym meczu, to to by było na tyle. Nawet zmiana ustawienia i gra na dwóch napastników po wejściu Filipa Raicevicia nic nie zmieniła. Zamiast tego to Jagiellonia mogła jeszcze w końcówce dobić wrocławski zespół. Jednak Tomasa Prikryla zatrzymał Putnocky, a strzał Jesusa Imaza z doliczonego czasu gry był minimalnie niecelny.

Reklama

Śląsk to starcie przegrał, kolejny raz płacąc za ofensywną nieporadność. Tu już nawet nie chodzi o brak kreatywności. To jest po prostu ofensywna bylejakość. Jeżeli pierwszy celny strzał oddajesz w 71. minucie i to twoja zasadniczo jedyna dobra okazja w meczu, to nie ma o czym rozmawiać. Ofensywa wrocławian cierpi niesamowicie. Żaden z piłkarzy przodu nie potrafi tego zmienić. Brakuje nawet jakiegoś błysku indywidualnego, który w trudnym momencie pomógłby odmienić losy meczu. Obrona gra przyzwoicie, bowiem bądźmy szczerzy, ten karny był bardzo dyskusyjny. Tylko co z tego, skoro z przodu wieje, ale co najwyżej koszmarną nudą, a oczy wręcz bolą. Jagiellonia nie zagrała dobrego meczu. Występ gospodarzy był co najwyżej średni. Ale na Śląsk w takiej ofensywnej dyspozycji „co najwyżej średnio” wystarczy, jeśli masz piłkarzy prezentujących w miarę solidny poziom. Co do debiutującego Gullermo Cotugno, to w obronie zagrał poprawnie, a w ataku bezprodutywnie. Czyli jak cały zespół.


Piłkarze Vitezslava Lavicki awansowali na podium, ale ta porażka sprawia, że już w niedzielę 8 marca, Pogoń Szczecin, Piast Gliwice i Lech Poznań mogą ich stamtąd ekspresowo zrzucić. Była szansa na wicelidera, a tak może być nawet szóste miejsce po tej kolejce. Kolejny mecz Śląska już w piątek 13 marca o godz. 20:30 z Rakowem Częstochowa na Stadionie Wrocław.

Reklama

Jagiellonia Białystok – Śląsk Wrocław 1:0


Gole:


1:0 – Pospisil 56’(K)


Jagiellonia: Węglarz – Kadlec, Runje, Tiru, Arsenić – Makuszewski (67. Prikryl), Romanczuk, Borysiuk, Pospisil, Mystkowski (81. Wdowik) – Puljić (77. Imaz)


Trener: Iwajło Petew


Śląsk: Putnocky – Musonda, Tamas, Puerto (46. Celeban), Cotugno – Pich (77. Raicević), Łabojko, Mączyński, Chrapek (50. Marković), Płacheta – Exposito


Trener: Vitezslav Lavicka


Żółte kartki: Borysiuk, Mystkowski, Romanczuk (Jagiellonia) - Tamas (Śląsk)


Sędzia: Piotr Lasyk


Bartosz Królikowski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości