W piątek wieczorem wrocławski Rynek opustoszał na około 2 godziny. Pod numerem alarmowym odebrano informację o podłożeniu bomby w Ratuszu.
Około godz. 17.30 na numer 112 zadzwonił mężczyzna informując, że w Ratuszu jest bomba. Strażnicy miejscy i policjanci ewakuowali około 3 tysięcy osób. W stan gotowości została postawiona straż pożarna. Przez dwie godziny pirotechnicy szukali bomby, której nie było. Policja starała się w tym czasie ustalić sprawców alarmu.
Policjantom szybko udało się ustalić, że sprawcą głupiego żartu może być 16-latek z małej podwrocławskiej wsi, który trafił do wrocławskiej izby dziecka. Zatrzymany został także jego ojciec, który był podejrzewany o współudział. W niedzielę został jednak zwolniony z aresztu, okazało się, że nie miał z alarmem nic wspólnego.
W sprawie pojawił się kolejny podejrzany, 46-letni mężczyzna z tej samej podwrocławskiej wsi. Prawdopodobnie to właśnie on zadzwonił z informacją o bombie. Policja dla dobra śledztwa nie ujawnia wyjaśnień przesłuchiwanych, a także roli, jaką odegrał nieletni.
46-latek trafi dziś przed oblicze prokuratora, grozi mu do trzech lat więzienia. Sprawcy (w przypadku 16-latka – rodzice) będą musieli zapłacić za akcję służb ratunkowych, która kosztowała kilkanaście tysięcy. Rekompensaty mogą się również domagać restauratorzy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze