Gdy w 1997 roku miasto podnosiło się po wielkiej tragedii i zaczęto generalne sprzątanie po wielkiej powodzi, część mieszkańców pogrążyła się w debacie o kobiecych kształtach. A to za sprawą rzeźbiarza Stanisława Wysockiego, który zdecydował się upamiętnić wysiłek mieszkańców walczących z żywiołem tworząc pomnik Powodzianka.
- Zacisze stało w wodzie - wspominał Stanisław Wysocki, rzeźbiarz. - Prezydent Zdrojewski odwiedzał powodzian i trafił na moją ulicę. Przywitałem się z nim, i mówię: Panie prezydencie, jak to się wszystko już skończy, to jakąś "Powodziankę" bym zrobił.
I obietnicy dotrzymał. Autor zdecydował się, że rzeźba będzie przedstawiała postać kobiety wynoszącej z wody książki. Nawiązywało to do działań ludzi ratujących przed zalaniem zasoby biblioteczne Uniwersytetu Wrocławskiego. Projekt rzeźby na początku budził ogromne kontrowersje. Najbardziej dyskutowana była kwestia kształtów kobiecej postaci, a konkretnie dość wydatnego biustu.
- Kontrowersje były i to jakie – opowiadał Stanisław Wysocki w rozmowie z portalem interia.pl. - Kiedy prezydent przyszedł do pracowni zobaczyć miniaturę Powodzianki, jak cienie pojawili się też ważni urzędnicy, dziennikarze, zrobiła się pompa. Ten biust, to kwestia mojego charakterystycznego stylu, a nie sympatii do dużych piersi.
Ale artysta to zamieszanie wspominał z uśmiechem. - Taki rozgłos to dobra reklama dla artysty - dodał. - Do czasu powodzi byłem znany głównie za granicą. Po powodzi, moje prace poznali też Wrocławianie.
Dokładnie w pierwszą rocznicę powodzi, w lipcu 1998 roku, Powodzianka stanęła przy Odrze. Przy wschodnim przylądku wyspy Kępa Mieszczańska, w miejscu rozwidlenia rzeki przy Mostach Uniwersyteckich, niespełna sto metrów od gmachu głównego Uniwersytetu Wrocławskiego.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze