Miał być wielki koncert z okazji Dnia Dziecka. Na Stadion Olimpijski we Wrocławiu przyszło tysięcy fanów i ich pociech. Występ Lady Pank zakończył się jednak interwencją milicji, a zachowanie jednego z muzyków wywołało skandal, o którym mówiła cała Polska.
Był 1 czerwca 1986 roku. Na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu zorganizowano koncert z okazji Dnia Dziecka. Największą gwiazdą miał być Lady Pank – jeden z najpopularniejszych wówczas polskich zespołów. Na widowni zgromadziło się tysiące osób. Wiele biletów kupiły wrocławskie zakłady pracy, które następnie przekazały je pracownikom i ich dzieciom.
Koncert przeszedł do historii nie z powodu muzyki. Bohaterem skandalu był gitarzysta, kompozytor i lider zespołu Jan Borysewicz.
Z późniejszych relacji wynika, że muzycy poprzedniego dnia intensywnie imprezowali. Borysewicz pojawił się na scenie pod wpływem alkoholu. Część widzów stojących blisko sceny miała wykrzykiwać pod jego adresem obraźliwe uwagi i wykonywać prowokacyjne gesty.
Gitarzysta odpowiedział gestem Kozakiewicza. Gdy okrzyki nie ustawały, rozpiął spodnie i obnażył się przed publicznością. Pozostali członkowie Lady Pank oraz organizatorzy próbowali go powstrzymać. Koncert przerwano, a na scenę wkroczyli funkcjonariusze milicji.
Według jednej z najczęściej przywoływanych relacji do zdarzenia doszło, gdy z głośników odtwarzano „Marchewkowe pole” – piosenkę pochodzącą z materiału nagranego przez Lady Pank z myślą o dziecięcym serialu „O dwóch takich, co ukradli Księżyc”. Kontrast między charakterem imprezy a zachowaniem gitarzysty tylko spotęgował skandal.
Już następnego dnia Wojewódzki Zarząd Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej zwrócił się do ministra kultury i sztuki z żądaniem rozwiązania Lady Pank. Do tego ostatecznie nie doszło, ale działalność zespołu została zawieszona. Muzycy przez kilka miesięcy nie mogli koncertować ani występować w mediach. Na scenę powrócili dopiero na początku 1987 roku.
Borysewicza skierowano na badania psychiatryczne, a wrocławskie kolegium do spraw wykroczeń wymierzyło mu trzy miesiące aresztu. Kary jednak nie odbył, ponieważ objęła go amnestia.
Incydent przypadł na czas narastającego kryzysu wokół zespołu. Niedługo po skandalu współpracę z Lady Pank zakończył Andrzej Mogielnicki, autor tekstów wielu największych przebojów grupy, między innymi „Mniej niż zero”, „Kryzysowej narzeczonej” czy „Zamków na piasku”.
Borysewicz przeprosił później za swoje zachowanie. W wydanym oświadczeniu zapewniał, że był to „incydent straszny, ale jednorazowy”. Po latach przyznawał, że podczas koncertu był nietrzeźwy i pozwolił sprowokować się grupie osób stojących przy scenie.
– Dałem się sprowokować paru gościom, którzy nam "fakowali". Teraz jest hejt w internecie, a wtedy nie było internetu. Kiedy widzisz na stadionie hejtujących cię gości, to chcesz spuścić ich do kibla. Trochę nie pomyślałem, że to jest Dzień Dziecka, tylko zająłem się nimi – mówił po latach na antenie Eski Rock. Przyznał również, że wydarzenia z Wrocławia mocno przeżył i długo nie chciał o nich publicznie rozmawiać.
Wokalista zespołu Janusz Panasewicz nie próbował wybielać ówczesnego stylu życia kolegów. Wspominał, że Lady Pank grał czasami po trzy koncerty dziennie, a jego członkowie pojawiali się na scenie „w różnej kondycji”.
Choć „incydent wrocławski” na długo zapisał się jako jeden z największych skandali PRL-owskiej sceny, po latach Lady Pank doczekał się we Wrocławiu znacznie sympatyczniejszego upamiętnienia. Przy ul. Łaziennej stanęła krasnalka Mała Lady Punk, odsłonięta z okazji 40-lecia grupy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze