„Wieże i gmachu runęły, rzeki z łożysk wystąpiły, a ludzie przejęci strachem postradali zmysły” – tak dramatyczne sceny opisywał w swoich kronikach Jan Długosz. Chodzi o potężny kataklizm z 5 czerwca 1443 roku z epicentrum na Dolnym Śląsku. Było to nie tylko najsilniejsze trzęsienie ziemi w historii dzisiejszych ziem polskich, ale też jeden z najpotężniejszych i najbardziej niszczycielskich wstrząsów w całej piętnastowiecznej Europie.
Epicentrum kataklizmu z 1443 roku znajdowało się na północnym skraju Sudetów, najpewniej w okolicach Paczkowa lub Strzelina.
Siła uderzenia była tak gigantyczna, że fale sejsmiczne rozeszły się po całej Europie Środkowej. Ziemia trzęsła się na Węgrzech, w Czechach, w Małopolsce i na Mazowszu. Wrocław, będący wówczas potężnym, murowanym i bogatym miastem, dosłownie zatańczył w posadach.
Współcześni sejsmolodzy szacują siłę tego magnitudo na około 6 stopni w skali Richtera. Jak zmierzyć trzęsienie ziemi sprzed prawie sześciu wieków, skoro nie było wtedy sejsmografów? Nie mierzy się go wprost, tylko odtwarza. Sejsmolodzy sięgają do kronik, zapisków miejskich i opisów zniszczeń: sprawdzają, gdzie pękały mury, gdzie zawalały się sklepienia, gdzie ludzie tylko odczuli wstrząsy, a gdzie doszło do poważnych szkód. Na tej podstawie określają tzw. intensywność makrosejsmiczną, czyli siłę skutków trzęsienia w różnych miejscach. Dopiero potem, korzystając ze współczesnych modeli, próbują przeliczyć te opisy na przybliżoną magnitudę. Dlatego w przypadku trzęsienia z 1443 roku nie mówimy o pomiarze, lecz o rekonstrukcji.
Opis tamtych wydarzeń zawał w swoich kronikach Jan Długosz: „Wieże i gmachu runęły, rzeki z łożysk wystąpiły, a ludzie przejęci strachem postradali zmysły”.
We Wrocławiu najbardziej spektakularnym i bolesnym skutkiem kataklizmu było całkowite zawalenie się potężnego, gotyckiego sklepienia nawy głównej kościoła św. Elżbiety (tuż przy wrocławskim Rynku). Konstrukcja z hukiem runęła do wnętrza świątyni, niszcząc ołtarze i wyposażenie. Szczęście w nieszczęściu polegało na tym, że wstrząs nastąpił między nabożeństwami i w kościele nikogo nie było.
Kataklizm wywołały napierające na siebie skały głęboko pod Sudetami, które po wiekach ogromnego nacisku nagle pękły i się przesunęły. Czy dzisiaj musimy obawiać się powtórki z historii? Współcześni sejsmolodzy uspokajają: Polska leży na stabilnej płycie tektonicznej. Dziś znacznie większe szanse na wywołanie odczuwalnych wstrząsów ma... zespół Rammstein.
Udowodnił to ich koncert na Stadionie Śląskim, który oficjalnie zarejestrowała aparatura sejsmologiczna Uniwersytetu Śląskiego. Mechanizm tego zjawiska to czysta fizyka: kilkadziesiąt tysięcy ludzi skaczących synchronicznie w takt ciężkich, industrialnych bitów, połączonych z potężną falą akustyczną niskich basów, wprowadziło grunt w rezonans. Siła uderzenia była na tyle duża, że wygenerowała drgania ziemi porównywalne z małymi tąpnięciami górniczymi.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze