Tkwi na widoku, wtopiony w front południowej wieży wrocławskiej katedry. Choć codziennie mijają go tysiące Wrocławian i turystów, mało kto zauważa ten pordzewiały, stalowy czerep. Za tym militarnym sekretem Ostrowa Tumskiego kryje się legenda o cudzie, który ocalił idących na śmierć mieszkańców.
Jest wiosna 1945 roku. Festung Breslau – Wrocław zamieniony przez hitlerowców w twierdzę – dogorywa w piekielnym ogniu radzieckiego oblężenia. Ostrów Tumski zamienia się w gruzowisko.
Według jednej z powojennych opowieści w piwnicach klasztoru Sióstr Elżbietanek, w rejonie dzisiejszej ul. św. Józefa, chronić mieli się mieszkańcy Ostrowa Tumskiego. Grupa przerażonych, wygłodzonych Wrocławian formuje kolumnę. Na ich czele miała stanąć siostra Gabriela – starsza zakonnica, która choć ze względu na wiek mogła zostać w bezpiecznym schronie, decyduje się iść ze swoimi podopiecznymi.
Gdy kolumna mija potężną, płonącą już południowo-zachodnią wieżę katedry, powietrze rozdziera charakterystyczny świst. Nadlatuje ciężki pocisk artyleryjski. Trafienie w osłabioną konstrukcję oznacza katastrofę – tony gotyckich cegieł pogrzebią idących ludzi.
Siostra Gabriela w odruchu bezradności wzniosła oczy ku górze. Jej wzrok padł na osmaloną dymem figurę św. Jadwigi Śląskiej, dzisiejszej patronki Dolnego Śląska, stojącą w katedralnym portalu. Zakonnica zaczęła żarliwie błagać świętą o ratunek.
Ułamek sekundy później potężny huk wstrząsnął Ostrowem Tumskim. Pocisk z impetem uderzył w ceglany narożnik wieży i... – jak głosi ta legenda – nie eksplodował.
Badacze podchodzą do opowieści o siostrze Gabrieli z dystansem. Wrocławski historyk Wojciech Chądzyński, który opisał tę historię, przyznaje, że choć ubrał ją w formę legendy, to w każdej takiej historii tkwi ziarno prawdy: postać siostry Gabrieli oraz fakt ocalenia grupy ludzi przed wybuchem są zakorzenione w relacjach świadków tamtych dni.
Co więc naprawdę tkwi w murze katedry? Sprawa nie jest całkiem jednoznaczna. W materiale Polskiej Kroniki Filmowej z 1949 roku w miejscu dzisiejszego „pocisku” widać raczej wyrwę w cegle niż zachowany metalowy obiekt. Dlatego część badaczy i pasjonatów historii przypuszcza, że obecny element mógł zostać umieszczony w murze wtórnie - jako znak wojennej pamięci, a niekoniecznie jako dokładnie ten sam niewybuch, który według legendy ocalił grupę ludzi idących obok katedry.
Warto dodać, że wrocławskie świątynie kryją w sobie znacznie więcej takich „pamiątek”. Podczas remontów wieży północnej katedry, która przez dekady po wojnie nie była odnawiana, robotnicy wielokrotnie natykali się na tkwiące głęboko w murach odłamki. Podobne ślady znajdziemy chociażby na murach kościoła św. Maurycego przy ul. Traugutta.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze