Na cmentarzu Świętej Rodziny przy ul. Smętnej we Wrocławiu spoczął dziś ksiądz Piotr Frankowski. Zmarły w wieku 59 lat kapłan większość swojego duszpasterskiego życia poświęcił osobom z niepełnosprawnością intelektualną. - Realizował to powołanie z wielką pasją. Towarzyszył ludziom, którzy najbardziej potrzebują cierpliwej i bezinteresownej miłości. I on to naprawdę potrafił – mówił podczas homilii ks. Aleksander Radecki.
To właśnie osoby z niepełnosprawnością intelektualną, którym przez lata poświęcił swoją posługę, wypełniły dziś kościół Świętej Rodziny podczas pogrzebu ks. Piotra Frankowskiego.
– Każdy z nas nosi w swoim sercu kawałek dobroci, którą rozdawał ksiądz Piotr. Nigdy się nie narzucał. Był kapłanem obecności. On po prostu był. A jak już był, to dawał z siebie wszystko. Całe swoje serce. Zmagał się z cierpieniem. Swoje serce oddał osobom z niepełnosprawnością intelektualną. Do nich był posłany – mówił podczas mszy biskup Jacek Kiciński.
A podczas homilii dobry znajomy zmarłego kapłana - ks. Aleksander Radecki - wspominał, że Piotr Frankowski bardzo szybko postanowił, że życie poświęci pomocy niepełnosprawnym. – Ten młody ksiądz odkrył swoje powołanie w posłudze osobom z niepełnosprawnością intelektualną, związanym z ruchem «Wiara i Światło». Realizował to powołanie z wielką pasją. Towarzyszył ludziom, którzy najbardziej potrzebują cierpliwej i bezinteresownej miłości. I on to naprawdę potrafił – opowiadał.
Ksiądz Piotr Frankowski zmarł po ciężkiej chorobie w wieku 59 lat, po 35 latach pracy kapłańskiej.
Święcenia przyjął 18 maja 1991 r. z rąk kardynała Henryka Gulbinowicza.
Pracował w parafii św. Jadwigi Śl. w Gryfowie Śląskim [1991-1992], św. Michała Archanioła w Bystrzycy Kłodzkiej [1993-1994], św. Andrzeja Boboli w Miliczu [1994-1998], a potem kolejno w parafachi pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego [1998 - 2005] i pw. Macierzyństwa NMP we Wrocławiu [2005 -2006]. W latach 2006-2007 był proboszczem w parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Rościsławicach i następnie rezydentem w parafii NMP Różańcowej w Kiełczowie 2007-2009. W latach 2009-2010 był proboszczem parafii św. Wojciecha Biskupa i Męczennika w Domasławiu.
Gdy zachorował, przeniósł się do parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa na wrocławskich Pawłowicach, a potem do parafii św. Jana Apostoła na Zakrzowie. Od 2013 roku przebywał w Domu Księży Emerytów. Choć ciężko chorował, wciąż spowiadał wiernych we wrocławskiej katedrze.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Kolega chyba jeszcze mało wie. Dopóki osoba po śmierci nie jest błogosławiona przez kościół katolicki, a to się tyczy szczególnych zasług ujętych w odpowiednich dogmatach, tak jak męczeńska śmierć ks. Popiełuszki, to ksiądz czeka na zbawienie tyle ile przeciętny Kowalski, nawet mimo swojej służbie Bogu
A kto tu mówi o pójściu do swojego Pana ? Żaden śmiertelnik nie może być pewny niczego za życia dopóki nie doczeka sądu ostatecznego. Jeśli więc autor nie rozumie o czym ja mówię, to rozmowa jest bez sensu
Bez sensu jest, bo jestem skrajnym ateistą i z dogmatów kościelnych chce mi się jedynie śmiać, ale tak gwoli zakończenia tematu, skoro rzeczony ksiądz nie wybiera się do nieba, to GDZIE on się wybiera? Bo chyba nie do piekła, tam gorąca smoła i ognie piekielne. Tak czy owak życzę mu powodzenia jeśli był dobrym człowiekiem, ale to wśród księży dzisiaj, raczej rzadki gatunek.
Nie jestem księdzem, by opowiedzieć gdzie on się wybiera, a to ksiądz opowiada na mszy. Opieram się na dogmatach kościoła, w które ateiści nie wierzą, więc to w co ateiści wierzą nie jest ani Boskie ani kościelne. Nie czuję się namaszczony, by opowiadać o wierze chrześcijańskiej ateistom którzy i tak w Boga nie uwierzą. Wiara opiera się na nauce danej przez Syna Bożego, w którego wy ateiści nie wierzycie
Nie pojmuję zawsze tego patosu związanego z odejściem szanownych "kapłanów". Zawsze myślałem że oni bardzo się cieszą że w końcu idą do swego Pana gdzie tylko piękne łąki, i ogólna radość i życie wieczne. Chyba jak zawsze byłem w błędzie.
Kolega chyba jeszcze mało wie. Dopóki osoba po śmierci nie jest błogosławiona przez kościół katolicki, a to się tyczy szczególnych zasług ujętych w odpowiednich dogmatach, tak jak męczeńska śmierć ks. Popiełuszki, to ksiądz czeka na zbawienie tyle ile przeciętny Kowalski, nawet mimo swojej służbie Bogu
Kolega chyba ma problemy ze zrozumieniem prostych tekstów, więc powtórzę "myślałem że oni bardzo się cieszą że w końcu idą do swego Pana" więc komentarz szanownego kolegi trochę jakby nie na temat.