Nie mają tablic rejestracyjnych ani meldunku, a mimo to miejscy specjaliści potrafią ustalić, czy komary wylęgły się we Wrocławiu, czy przybyły spoza jego granic. Tegoroczne zgłoszenia z okolic Widawy uruchomiły komarze śledztwo. Jak rozpoznać owada, który jest turystą?
Do urzędu wpłynęło w tym roku kilka zgłoszeń dotyczących większej liczby komarów we wschodniej części Wrocławia, przede wszystkim w pobliżu terenów zalewowych Widawy i granicy miasta. Badania odłowionych owadów wskazały, że najprawdopodobniej przyleciały one z sąsiednich terenów, których nie obejmuje wrocławski program ograniczania liczebności komarów.
Jak jednak rozpoznać, które komary są „wrocławskie”, a które pojawiły się w mieście tylko gościnnie? Oczywiście nie mają oznaczeń ani meldunku. Specjaliści biorą pod uwagę ich gatunek, miejsce odłowu oraz warunki panujące w potencjalnych siedliskach – zarówno we Wrocławiu, jak i tuż za jego granicami.
Podstawą jest monitoring prowadzony od marca do października. Specjaliści regularnie sprawdzają około 300 miejsc, w których mogą rozwijać się komary, m.in. parki, doliny rzeczne, kanały, zastoiska i rozlewiska.
Nie wszystkie komary rozmnażają się w taki sam sposób. Gatunki wczesnowiosenne i popowodziowe składają jaja na wilgotnej ziemi lub ściółce. Larwy pojawiają się dopiero wtedy, gdy teren zostanie zalany, na przykład po ulewnych deszczach.
Takie komary potrafią też sporo podróżować. W poszukiwaniu żywiciela mogą oddalić się od miejsca wylęgu nawet o 25 kilometrów. Jeżeli więc przy granicy miasta odławiany jest gatunek związany z rozlewiskami, a we Wrocławiu nie ma warunków sprzyjających jego rozwojowi, specjaliści mogą przypuszczać, że owady przyleciały z sąsiednich gmin.
– Pod kątem rozwoju komarów znamy również tereny sąsiadujące z granicami Wrocławia i wiemy, jaki mają potencjał w tym zakresie – wyjaśnia Natalia Prostak z Urzędu Miejskiego Wrocławia.
Inaczej rozmnażają się gatunki letnie. Ich samice składają jaja na powierzchni stojącej wody – w rowach, polderach i rozlewiskach, ale także w beczkach, wiadrach czy innych niezabezpieczonych pojemnikach na deszczówkę. Takie niewielkie zbiorniki bywają źródłem lokalnych problemów, szczególnie na terenie rodzinnych ogrodów działkowych.
Ciekawy gatunek obserwowany jest także przy Stawie Pilczyckim. Larwy Coquillettidia richiardii przytwierdzają się do roślin i rozwijają pod powierzchnią mocno zarośniętych zbiorników. Miasto sprawdza obecnie, jakie warunki sprzyjają jego występowaniu.
Wrocławski program kontroli liczebności komarów działa nieprzerwanie od 1998 roku. Jego celem nie jest całkowite pozbycie się tych owadów – są przecież częścią ekosystemu – lecz ograniczenie ich liczby do poziomu, który będzie mniej uciążliwy dla mieszkańców.
O tym, gdzie i kiedy prowadzone są zabiegi, decydują wyniki monitoringu, pogoda oraz sytuacja hydrologiczna. Podstawową metodą jest zwalczanie larw, zanim zdążą przeobrazić się w dorosłe komary. W zastoinach wodnych stosowany jest preparat mikrobiologiczny działający wybiórczo właśnie na ich larwy.
Wybrane miejskie zbiorniki są również zarybiane młodymi rybami, które żywią się larwami komarów. W miejscach trudno dostępnych, takich jak starorzecza czy gęste szuwary, miasto korzysta z drona, pozwalającego szybko i precyzyjnie rozprowadzić preparat.
W 2025 roku na realizację programu przeznaczono 215 tys. zł, a w 2026 roku zaplanowano już 400 tys. zł.
– Obecnie sytuacja związana z występowaniem dorosłych komarów we Wrocławiu jest stabilna – uspokaja przedstawicielka magistratu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Nie wiem co bierze autorka tego tekstu ale widać jest dobry. To ja tylko zapytam jak stwierdzono że komary nie są z miasta Wrocławia a z przedmieścia? Legitymowano je? Czy może po tablicach rekejtstacyjnych stwierdzono że to komary słoiki ????