Jeśli Jarosław Kaczyński wchodzi w sojusz z „nołnejmem”, który nie był w stanie wygrać nawet wyborów na wójta gminy Kąkolewnica, to coś jest nie tak. Jeśli Mateusz Morawiecki, niesłynący z brawury, zamierza opuścić prezesa, który zrobił go premierem, szaleństwo przybiera na sile. Do tego jeszcze wrocławscy działacze PiS z frakcji Morawieckiego, jeszcze niedawno śpiący niczym rycerze pod Giewontem, nagle po miesiącach, robią konferencję, by pokazać, że żyją, to jak nic będzie się działo. Problem w tym, że wybrali sobie taki temat wystąpienia, który zdradził, że przez lata swojej działalności nic nie robili.
Gdy kilka dni temu pojawiła się informacja, że posłanka na Sejm RP Mirosława Stachowiak-Różecka oraz radny Andrzej Kilijanek z klubu PiS zapraszają na konferencję, to człowiekowi natychmiast przypomniała się Księga XI naszego narodowego poematu „Pan Tadeusz”, gdzie wieszcz zapisał
O roku ów! kto ciebie widział w naszym kraju!
Ciebie lud zowie dotąd rokiem urodzaju,
A żołnierz rokiem wojny; dotąd lubią starzy
O tobie bajać, dotąd pieśń o tobie marzy.
Z dawna byłeś niebieskim oznajmiony cudem
I poprzedzony głuchą wieścią między ludem;
Ogarnęło Litwinów serca z wiosny słońcem
Jakieś dziwne przeczucie, jak przed świata końcem.
Te wersy Mickiewicza nie dlatego, że zapowiadana konferencja, bez ujawnienia jej tematu, zapowiadała się niczym poetyckie uniesienia, ale jeśli po miesiącach milczenia dwoje polityków, kiedyś dość aktywnych, nagle zaprasza na swoje wystąpienie, to „ Ogarnęło Litwinów serca z wiosny słońcem/ Jakieś dziwne przeczucie, jak przed świata końcem”.
Oczywiście bez przesady. Tylko tych „Litwinów”, którzy interesują się polityką. Ale to zainteresowanie dlatego rosło, ponieważ od miesięcy wszyscy wrocławscy i dolnośląscy stronnicy pisowskiej frakcji Mateusza Morawieckiego czekali na jakiś ruch lidera, który miał odchodzić z PiS, ale nie mógł się zdecydować. Potem założył stowarzyszenie w strukturach partii, które nie wszystkim się podobało… Premier myślał, wierni czekali, czasami jak coś powiedział, to nielicznie wspierali go słowem. Za co zresztą Stachowiak-Różecka po raz kolejny podpadła Jarosławowi Kaczyńskiemu, który oddał ją pod ogląd sprawiedliwości partyjnej. Poza tym nic, jak w słynnym cytacie z „Rejsu” o polskim filmie „W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje”.
A tu nagle chcą coś powiedzieć. Czyli jednak będzie jakaś akcja. Taaa… Okazało się, że rzeczeni politycy wystosowali apel do prezydenta Wrocławia, w którym proponują dwie nowe nazwy ulic: Ofiar UPA oraz Zygmunta Rumla.
Jeśli dobrze liczę to pani poseł we wrocławskiej polityce działa już ze 20 lat albo i więcej. Radny KIlijanek nieco krócej, ale też trochę. I co, wcześniej nie czuli potrzeby uhonorowania wspomnianych ofiar ukraińskiego ludobójstwa, bo Zygmunt Rumel, dla przypomnienia, też poległ z rąk UPA? Dopiero prezydent Ukrainy, Wołodymyr Zełenski, podpisując dekret nadający jakiejś tam jednostce wojskowej honorowe imię „Bohaterów UPA”, przypomniał działaczom PiS-u o wołyńskiej tragedii? Chwalić się nie ma czym. Zwłaszcza w naszym regionie, w którym mieszka wiele rodzin pomordowanych i gdzie ta pamięć jest szczególnie bolesna. Tu takie ulice powinny być już od dawna.
Także na wystąpienie przypominające o sobie można było wybrać lepszy temat, a nie taki, który de facto oboje polityków mocno kompromituje.
A że było to wystąpienie przypominające, świadczy sekwencja kolejnych wydarzeń. Jakiś czas po tym bowiem Jarosław Kaczyński ogłasza, że koniec ze stowarzyszeniami wewnątrz PiS i mają być rozwiązane w ciągu siedmiu dni.
To konkurencyjne wobec Morawieckiego, z Jackiem Sasinem na czele, natychmiast poddało się autolikwidacji. A były premier orzekł, że nie widzi powodów i tłumaczy dlaczego. W wyjaśnieniach konsekwentnie wspierają go wspomniani wrocławscy politycy udostępniając wpisy Morawieckiego lub je komentując.
Radny Kilijanek na przykład swoją wiarę wyznał tak: „Mateusz Morawiecki otwiera nowe możliwości wzmocnienia potencjału wyborczego w największych ośrodkach miejskich. Tam niż demograficzny najmniej daje się we znaki, bo ludzie wciąż migrują za pracą. Mateusz Morawiecki patrzy w przyszłość i rozumie czego prawica potrzebuje do zwycięstw”.
Jeżeli dobrze rozumiem, to Morawiecki, Stachowiak-Różecka i Kilijanek chcą stworzyć taki PiS dla inteligencji… Bo do tej pory był to PiS dla tych kształconych inaczej? Czy nie jest to naśladowanie retoryki elektoratu dawnego PO, a obecnego KO? No i z tego wpisu wynika też, że Jarosław, niedawno także dla radnego Kilijanka, „Polskę zbaw”, już patrzy do tyłu i nic nie kuma.
No i może ma rację, bo niektóre ostatnie ruchy prezesa PiS bywają zastanawiające. Otóż z jakiegoś nikomu nieznanego powodu zaczął tworzyć pakt senacki prawicy z politykiem, który nie ma żadnego zaplecza, a na sztandarach wypisane „porażka”. Przegrał wszystkie wybory, w których startował, nawet na wójta w gminie Kąkolewnica, w powiecie radzyńskim. Jest to niejaki Marek Woch posługujący się różnymi szyldami partyjnymi. Przypomnijmy, że Marek Woch to polityk, który w ostatnich wyborach na prezydenta RP zdobył najgorszy wynik ze wszystkich trzynastu kandydatów - nieco ponad 18 tys. głosów czyli 0,09 proc. poparcia. Od jesieni natomiast jest związany z Grzegorzem Braunem i jego Konfederacją Korony Polskiej.
I bardzo szybko wracamy na ścieżkę dolnośląską. Kilka tygodni temu radny Sejmiku Województwa Dolnośląskiego z klubu KO, Marcin Borys, w swoich mediach społecznościowych wydał takie oświadczenie : „Razem z Markiem Wochem po wielogodzinnych rozmowach podejmujemy rękawice i rozpoczynamy walkę o NOWĄ JAKOŚĆ ŻYCIA W POLSCE”.
Radny wojewódzki KO, bliski krewny Piotra Borysa, wiceministra w rządzie Donalda Tuska, nawiązuje taką współpracę. Nikt w partii nie reaguje, to należy rozumieć, że KO chce zbliżenia i z Braunem i Jarosławem Kaczyńskim? No to po co im Mateusz Morawiecki?
Kosmiczne, ale jawi się jeszcze jedna teoria niekoniecznie przyziemna. Jarosław Kaczyński postanowił pójść śladem Donalda Tuska. Zresztą panowie często kopiują swoje posunięcia. Przecież jak przypomnimy sobie ostatnie wybory z 2023 roku to wtedy PO wcale ich nie wygrała. Ale obecny premier wiedząc, że ma duży elektorat negatywny postanowił go nakierować na przyszłego koalicjanta Szymona Hołownię i jego Trzecią Drogę, którą ten utworzył z PSL. I dzięki temu mogli przejąć władzą.
Czy Morawiecki ma być Hołownią dla Kaczyńskiego i razem wymyślili to odejście z PiS? Tylko po co mu ten Woch i Borys… To bardzo osłabia powyższą teorię.
W każdym razie, jeśli Mateusz Morawiecki nie stanie się trzecią drogą dla prezesa PiS, to ten będzie musiał wprowadzić pewne korekty do swojej wypowiedzi, którą chyba już przypominałam. W pewnym wywiadzie powiedział:
„Chciałem rządzić, już gdy miałem 12 lat. Premierem zamierzałem zostać mając lat 34, a skończyć rząd, mając lat 91. To byłby rok 2040. To jeszcze strasznie dużo czasu”.
Może trzeba będzie skorygować na „to byłby rok 2027”. I lat trochę mniej.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze