Miał być drink z palemką i hiszpańska sjesta, a skończyło się na darmowym wikcie w polskim zakładzie karnym. Wszystko przez wyjątkowo niefortunne poczucie humoru 51-letniego podróżnika, który w czwartek postanowił „urozmaicić” odprawę na wrocławskim lotnisku.
Scenariusz tej historii brzmi jak gotowy przepis na to, jak w pięć minut zrujnować sobie urlop. Podczas nadawania bagażu na lot do Hiszpanii, 51-letni Polak oznajmił obsłudze, że w jego walizce znajduje się bomba. Reakcja była błyskawiczna – na lotnisku nie ma miejsca na domysły, więc machina bezpieczeństwa ruszyła pełną parą. Na miejscu natychmiast pojawili się funkcjonariusze z Zespołu Interwencji Specjalnych Straży Granicznej.
Pirotechnicy dokładnie sprawdzili bagaż, ale zamiast materiałów wybuchowych znaleźli jedynie ręczniki i klapki. Wtedy też „dowcipniś” próbował ratować sytuację, tłumacząc, że to był tylko niewinny żart. Nie pomogło. Mężczyzna za wywołanie fałszywego alarmu błyskawicznie zainkasował mandat.
To byłby jednak najmniejszy wymiar kary, gdyby nie rutynowa kontrola dokumentów. Kiedy pogranicznicy wpisali dane 51-latka do systemu, okazało się, że ma on na sumieniu znacznie więcej niż kiepskie poczucie humoru.
Mężczyzna był poszukiwany przez wymiar sprawiedliwości. Za niestosowanie się do wcześniejszych wyroków sądu, miał do odsiedzenia 100 dni kary pozbawienia wolności.
Finał historii jest mało wakacyjny. Zamiast na pokład samolotu do słonecznej Hiszpanii, mężczyzna trafił prosto za kraty.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Tylko, że podczas nadawania bagażu obsługa lotniska nie pyta co mamy w bagażu. Więc, jeśli delikwent sam wypalił takie stwierdzenie, to jego inteligencja pokrywa się pewnie z jego wyczynami zasługującymi na orzeczenie sądu na pobyt w zakładzie karnym. Przy okazji bardziej normalni ludzie nie robią takich rzeczy na lotnisku, ponieważ nikt nie zna procedur, ale można się spodziewać, że po zamachach z 2001 roku w Nowym Jorku wszystko to się właśnie tak odbywa
ha ha ha ha :D :D
Tylko, że podczas nadawania bagażu obsługa lotniska nie pyta co mamy w bagażu. Więc, jeśli delikwent sam wypalił takie stwierdzenie, to jego inteligencja pokrywa się pewnie z jego wyczynami zasługującymi na orzeczenie sądu na pobyt w zakładzie karnym. Przy okazji bardziej normalni ludzie nie robią takich rzeczy na lotnisku, ponieważ nikt nie zna procedur, ale można się spodziewać, że po zamachach z 2001 roku w Nowym Jorku wszystko to się właśnie tak odbywa