Nie żyje Adam Matusz, wspinacz i alpinista. Zginął podczas wspinaczki u podnóża Zamarłej Turni w Tatrach. Jego kolega zobaczy, jak nagle odchyla się i spada ze stanowiska. Ratownikom udało się dotrzeć do mężczyzny ponad godzinę po wypadku. Niestety, już nie żył. Miał 45 lat. W sieci uruchomiono zbiórkę na pomoc jego rodzinie. Adam Matusz osierocił dwójkę nastoletnich dzieci.
- Te straszne wieści to strata, która boli, to rana która jeszcze długo się nie zagoi, to niesprawiedliwość tego świata skumulowana w jej najgorszym wydaniu - napisała siostra Adama Matusza, Natalia. - Odszedł ten, który był motorem napędowym, ten który wlewał w nas energię i moc... Adam był częścią naszych serc. Każdy kto go poznał wiedział że z nim można konie kraść...Nie miał wrogów...Pozytywna energia i uśmiech oraz ten charakterystyczny dla niego napęd do działania elektryzował każdego...Adam był bratem i przyjacielem jakiego każdemu życzę - podkreśliła.
- Adam ruch miał we krwi, od dziecka był związany ze sportem, wychowany na sali gimnastycznej. Na studiach (AWF Wrocław) prowadził Klub Górski OLIMP im. Tomka Nowaka. Organizował wyjazdy, zarażał pasją. Czerpał radość z wspinaczki, kanioningu, rowerów, biegów, trekkingu, siatkówki, podróży. Z żoną i dziećmi przez wiele lat eksplorował Australię odkrywając jej zakamarki, próbując ułożyć sobie tam życie - wspomina brata Natalia Matusz. - Po powrocie do Jeleniej Góry zakochał się ponownie w Karkonoszach, Izerach, Sokolikach. Eksplorował, doświadczał, chłonął je całym sobą.
Do tragicznego wypadku doszło w piątek, 6 czerwca, u podnóża Zamarłej Turni w Tatrach.
- O godz. 15:43 przyjęto zgłoszenie od turysty schodzącego z Koziej Przełęczy. Usłyszał on wołanie o pomoc od taternika, którego partner spadł z dużej wysokości i leży zaklinowany w szczelinie brzeżnej bez oznak życia - relacjonuje Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe. Mężczyzna zobaczył jak jego kolega odchyla się i spada ze stanowiska.
Ponieważ śmigłowiec TOPR jest zepsuty, o pomoc poproszono ratowników ze Słowacji. - Ze schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich na miejsce wypadku wyruszył pełniący tam dyżur ratownik. Jednocześnie w centrali TOPR zorganizowano 16-osobową wyprawę ratunkową, która miała udać się na miejsce samochodem i dalej pieszo do Doliny Pięciu Stawów Polskich - przekazuje Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe.
O godzinie 17 na miejsce pierwszy dotarł ratownik. Dolnoślązak leżał nieprzytomny w szczelinie pomiędzy ścianą i śniegiem na głębokości ok. 8 metrów. Kilka minut później, na miejsce wypadku przyleciał słowacki śmigłowiec z dwoma ratownikami. Gdy udało się dotrzeć do Adama Matusza, ten już nie żył. - W tej chwili, nie jest pewne czy poszkodowany źle wpiął się do stanowiska, czy po obciążeniu urwał się rep stanowiskowy do którego był wpięty - informuje TOPR.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze