Położona zaledwie kilkanaście kilometrów od Wrocławia wioska skrywa prawdziwy skarb z zabytkowym ogrodem i dworem, którego początki sięgają XVI wieku. Tu można poczuć, jak zwalnia czas i cieszyć się bliskością przyrody. Jakie tajemnice kryją się w tym miejscu i co warto o nim wiedzieć? Sprawdźcie.
Jest otoczony stawami, groblami i nieistniejącą już fosą. Znajduje się w malowniczym zakolu rzeki Ślęzy i skrywa w sobie historię, sięgającą średniowiecza. Ten wyjątkowy dwór nie ma już dawnego blasku i nadal czeka na kogoś, kto tchnie w to miejsce zupełnie nowe życie.
Pierwsze wzmianki o podwrocławskiej wsi pochodzą z końca XIII wieku. Według jednej z hipotez, zanim powstał tu dwór, w Komornicach znajdowała się wieża mieszkalno-obronna, która przypomina istniejącą do dziś budowlę w leżącym niedaleko Biestrzykowie. Inicjatorem budowy dworu był Melchior Hyrsch von Kaltenbrunn, bogaty mieszczanin, który w 1529 roku kupił Komorowice. To z jego polecenia wokół pałacu powstała fosa, a bryła zyskała charakter obronny. Do dziś nad portalem głównego wejścia widnieje herb dawnego rodu szlacheckiego z wizerunkiem jelenia.
Dzisiejszy pałac to renesansowa rezydencja o kształcie podkowy, z mansardowymi dachami i wieżą dominującą nad północną elewacją. Do dziś zachowały się także późnogotyckie detale, które widać w obramowaniach okien i sklepieniach. Nie brakuje barokowych i neobarokowych elementów, dodanych w czasie przebudowy w XIX wieku. Pałac, choć zrujnowany ma w sobie duszę, a z ciekawą historią jego dziejów można spotkać się na każdym kroku.
Komorowice na przestrzeni wieków wielokrotnie zmieniały właścicieli. Wieś należała, m.in. do rodu Logau, Frankensteinów czy Luttwitzów. W XVII wieku Georg von Kaltenbrunn i jego żona Ewa von Rehdiger chrzcili tutaj dzieci, a żona Emila von Schweinichen zginęła, w pałacu, kiedy oderwany kamienny element elewacji uderzył ją i strącił z okna wprost do pałacowej fosy.
Z kupnem pałacu wiąże się też ciekawa anegdota o uczciwości mieszkańców, która urosła do lokalnej legendy, opowiadanej z pokolenia na pokolenie. Podobno, gdy August von Schönberg chciał nabyć posiadłość, to w czasie rozładunku z worków wysypało się trzydzieści tysięcy talarów. Pieniądze znalazły się na całej długości ulicy, ale przechodnie wyzbierali je i oddali właścicielowi, co do grosza.
Już w czasach powojennych, bo w latach 70. XX wieku robotnicy, którzy zajmowali się budowaniem owczarni znaleźli garniec ze srebrnymi monetami i ozdobami, pochodzącymi z IX–X wieku. Odkryli je w transporcie z piaskiem. Część łupu podzielili między siebie, a resztę wymieszali z zaprawą murarską. Proceder wyszedł na jaw, więc chwilę później okazało się, że w poszukiwaniu dawnych artefaktów, trzeba rozebrać cały budynek.
Sam pałac obfitował w wiele dzieł sztuki i cennych przedmiotów, które zostały rozkradzione przez radzieckich żołnierzy, którzy stacjonowali tu po 1945 roku.
Po wojnie majątek należał do PGR-u, co przyczyniło się do jego zniszczeń. Pojawił się nawet pomysł, żeby powstał tu ośrodek hodowców owiec, ale z pomysły zrezygnowano. W kolejnych latach posiadłość trafiała w ręce przedsiębiorstw i prywatnych właścicieli, a w raz upływu lat coraz bardziej podupadała, nie przypominając już tej z okresów świetności. Teren wokół pałacu i w parku jest uporządkowany. Na miejscu pracownicy regularnie koszą trawę, co odsłania wyjątkowy potencjał tego miejsca.
Dziś posiadłość z zachwycającym parkiem krajobrazowym, groblami i stawami czeka na kogoś, kto przywróci jej dawny blask.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze