Śląsk dokonał w Krakowie dużej sztuki przegrywając z Wisłą. Wrocławianie byli zespołem lepszym, mieli rzut karny, a mimo wszystko wrócili do domu z niczym.
O pierwszych 30 minutach meczu Wisłą - Śląsk najlepiej jak najszybciej zapomnieć. Aż trudno było uwierzyć, że gra aktualny mistrz Polski z byłym mistrzem. Oba zespoły nie potrafiły stworzyć nawet jednej składnej akcji.
Po półgodzinie Śląsk się przebudził i w ciągu 15 minut stworzył trzy wyśmienite okazje do zdobycia gola. Można się właściwie zastanawiać, jakim cudem wrocławianie przynajmniej jednej nie wykorzystali. Najpierw Sebastian Mila z kilku metrów zamiast do siatki trafił w bramkarza gospodarzy, a kilka chwil później mając już pustą bramkę, minął się z piłką. To było dużą "sztuką".
Trzeba zwrócić uwagę, że Śląsk w Krakowie wyszedł bez nominalnego napastnika, ale za to z sześcioma pomocnikami. Wrocławianie chcieli zagęścić środek pola i prowadzić grę. Początkowo nie wyglądało to dobrze, ale z czasem zaczęło przynosić oczekiwany efekt, bo Śląsk lepiej rozgrywał piłkę. Wydawało się jednak, że trener Stanislav Levy w drugiej połowie zdecyduje się wprowadzić napastnika. Zwłaszcza, że Wisła słabła i aż prosiło się, aby na boisku pojawił się typowy egzekutor, który by skuteczniej powalczył w polu karnym. I w końcu czeski szkoleniowiec wpuścił napastnika, ale była to 90 minuta gry. A kilka chwil później Wisła zdobyła gola na wagę trzech punktów.
Ale nawet bez napastnika Śląsk mógł, a nawet powinien wygrać. Po jednej z akcji i doskonałym podaniu Sebastiana Mili w sytuacji sam na sam z bramkarzem Wisły znalazł się Mateusz Cetnarski. Pomocnik Śląsk nie miał już jednak siły, aby czysto uderzyć piłkę i trafił tylko w słupek. I tu mamy kolejny powód do przemyśleń - skoro w tej akcji Cetnarski nie miał już siły, dlaczego kilka minut później podszedł do rzutu karnego? Uderzył mocno, ale w środek bramki i bramkarz Wisły ręką odbił piłkę.
Przegrywając w Krakowie Śląsk definitywnie pogrzebał szanse na obronę mistrzostwa. I tak przy aktualnej formie i sytuacji klubu były one iluzoryczne, ale były. Wrocławianom pozostaje walka o jak najwyższe miejsce w tabeli i przede wszystkim Puchar Polski.
WISŁA KRAKÓW – ŚLĄSK WROCŁAW 1:0 (0:0)
Bramka: 1:0 Iliev (90).
WISŁA: Pareiko – Jovanović, Jaliens, Chavez, Bunoza – Boguski (66 Iliev), Sobolewski, Garguła (81 Sikorski), Chrapek (58 Quito), Melikson – Genkow.
ŚLĄSK: Kelemen – Pawelec – Grodzicki, Jodłowiec, Spahić – Sobota (89 Gikiewicz), Kaźmierczak, Elsner, Mila, Ćwielong (80 Mraz) – Cetnarski (84 Stefanović).
Żółte kartki: Bunoza, Sobolewski, Jovanović – Spahić. Widzów: 5500. Sędzia: Paweł Gil (Lublin).
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze