Mieli lecieć do Warszawy. Nie minęło nawet 10 minut od startu, gdy pilot zgłosił kłopoty z ciśnieniem paliwa. Chciał wrócić do miejsca startu. "Na razie jakoś lecę powoli" - zdążył zameldować naziemnej obsłudze lotów. Potem kontakt się urwał. Maszyna rozbiła się w polu pod Ząbkowicami Śląskimi. Pilot i jego pasażerka zostali ciężko ranni. Do tej katastrofy doszło 21 lipca. Dziś wiemy o niej więcej, bo Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych opublikowała wstępny raport w tej sprawie.
Rozbita maszyna, to ultralekki, dwumiejscowy samolot Bristell S-LSA. Należał do 40-letniego pilota. Często latał nim po okolicy. Samolot był przechowywany w hangarze w Ząbkowicach Śląskich. Startował z pola oddalonego około 200 metrów od hangaru. Feralnego dnia samolot wzbił się w powietrze około godz. 12.15.
"Po starcie samolot początkowo wznosił się z kursem północnym, następnie południowym oraz ponownie północnym i północno-wschodnim. Kilka minut po starcie pilot nawiązał kontakt radiowy z FIS „Poznań”, a informator potwierdził otwarcie planu lotu" - czytamy we wstępnym raporcie Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Pilot włączył transponder, a kilka minut później znów połączył się z pracownikami naziemnej Służby Informacji Powietrznej . Przekazał informację o kłopotach z ciśnieniem paliwa. Zdecydował o powrocie do miejsca startu.
"Pilot zasugerował zamknięcie planu lotu i przekazał także wiadomość o konieczności „sprawdzenia samolotu po lądowaniu”. Dalsza korespondencja dotyczyła ewentualnej pomocy ze strony FIS, na co pilot odpowiedział, że „na razie jakoś leci powoli”. Zobowiązał się także zgłosić swoją pozycję, gdy dostrzeże lądowisko. Charakter korespondencji nie wskazywał aby pilot był szczególnie zdenerwowany sytuacją. Około 4 minut później informator próbował wywołać pilota, jednak ten nie odpowiedział. Cały lot trwał około 10 minut. Około godz. 12:30, samolot znalazł się 1,5 km na południowy-wschód od lądowiska, na wysokości 1150 ft AMSL (wg danych z FlightRadar24), po czym twardo zderzył się z ziemią. Zapis FlightRadar24 urwał się o godz. 12:29. Ostatnia zanotowana prędkość pionowa samolotu wyniosła blisko 900 ft/min (około 5 m/s), przy prędkości poziomej względem ziemi 80 km/h." - ustaliła Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych.

"Charakter zderzenia wskazuje na upadek ze znacznej wysokości, przy dużym opadaniu, co może świadczyć o tym, że doszło do sytuacji korkociągowej. Świadkowie powiadomili służby ratownicze, które w krótkim czasie przybyły na miejsce i wydobyły z wraku poszkodowanych. Na miejscu zdarzenia interweniowały śmigłowce LPR. W stanie zagrożenia życia oboje poszkodowani zostali przetransportowani do szpitali" - czytamy w raporcie.
Samolot został całkowicie zniszczony. Zderzenie z ziemią nastąpiło pod dużym kątem, prawie pionowo, po czym samolot przewrócił się „na plecy”. Na szczęście, nie doszło do pożaru.
To dopiero wstępny raport. Eksperci Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych będą teraz analizowali dokładne dane techniczne i analizowali zapisy z "czarnej skrzynki" znalezionej na pokładzie. Sprawdzą też, czy do wypadku mógł się przyczynić "czynnik ludzki". Dopiero po tych badaniach poznamy raport końcowy, który ma przynieść ostateczną odpowiedź na to, co stało się pod Ząbkowicami Śląskimi.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze